Odpowiedzialny biznes

#SuperKoderzy w szkole

Monika Kulik Monika Kulik
17 stycznia 2017
#SuperKoderzy w szkole

Monika Kulik

#SuperKoderzy to ogólnopolski program edukacyjny Fundacji Orange w zakresie nauki programowania. Adresowany jest do szkół podstawowych oraz uczniów w wieku 9-12 lat. Dzieci uczą się programowania, podstaw robotyki i poznają świat nowych technologii nie tylko na informatyce, ale również na lekcjach przyrody, historii, języka polskiego czy muzyki.

W pilotażowej edycji #SuperKoderów w roku szkolnym 2016/2017 bierze udział 35 szkół podstawowych z całej Polski. Każda z nich otrzymała grant na zakup sprzętu komputerowego i pomocy dydaktycznych niezbędnych do prowadzenia zajęć. Dodatkowo Fundacja Orange zapewnia dwóm nauczycielom z każdej szkoły profesjonalne szkolenie, które przygotuje ich do przeprowadzenia zajęć oraz wsparcie doświadczonych edukatorów przez cały czas trwania projektu.

W realizacji programu biorą udział również wolontariusze - pracownicy Orange Polska, jednym z nich jest Robert Warzocha, ekspert z Centrum Badawczo-Rozwojowego Orange, który prowadzi zajęcia Majsterkowicze 2.0. w Szkole Podstawowej nr 350 w Warszawie, w której pracuje jego żona Anna.

Dlaczego szkoła zgłosiła się do Programu #SuperKoderzy?

Anna: O programie #SuperKoderzy dowiedziałam się od Roberta – wolontariusza Fundacji Orange. Decyzję o udziale w programie podjęliśmy wspólnie.

Gdy zapoznałam się ze scenariuszami #SuperKoderów, moją uwagę od razu przykuła ścieżka Majsterkowicze. W ramach zajęć zaplanowana była konstrukcja robotów, instalacja czujników, a przede wszystkim zaprogramowanie robota. To zupełnie inne podejście do nauki programowania w Scratch, gdy uczniowie sami budują roboty, a napisane  programy nie działają tylko na monitorze, ale wprawiają w ruch obiekty i sterują nimi. Do tej pory zajęcia z robotyki w naszej szkole były realizowane tylko odpłatnie i prowadzone przez zewnętrzne podmioty.

Do udziału w tym 12-godzinnym projekcie spośród klas 4 – 6 zgłosiło się 27 uczniów. Dzieci zostały podzielone na dwie grupy, ponieważ zależało nam na tym, aby dla każdego ucznia stworzyć jak najlepsze warunki do bezpośredniego, indywidualnego udziału w konstruowaniu, programowaniu i testowaniu LOFI Robota. Z dotacji Fundacji Orange zakupiliśmy 6 zestawów LOFI Robotów.

Projekt realizujemy podczas cotygodniowych pozalekcyjnych 90–minutowych zajęć. Każdy uczeń ma do swojej dyspozycji komputer, a każda para uczniów otrzymała pod swoją opiekę zestaw Edubox, z którego zbuduje LOFI Robota i za którego będzie odpowiedzialna do zakończenia projektu.

Robert, a jaka jest Twoja rola jako wolontariusza?

Robert: W zakres programu #SuperKoderzy wchodzi wprowadzenie do programowania w środowisku Scratch oraz budowa i programowanie robotów. Razem zdecydowaliśmy, że Ania zrobi wprowadzenie do Scratcha, a ja zajmę się częścią techniczną projektu, czyli wsparciem w zajęciach z budowania robotów oraz ich programowania. Z racji tego, że jestem elektronikiem, a do moich obowiązków zawodowych należy również programowanie, stwierdziłem, że w tych tematach będę czuł się najlepiej i będę w stanie powiedzieć uczestnikom coś, co wykracza poza wiedzę przekazywaną w szkole.

Dzieciaki dowiadują się, jak działa procesor, czujnik odległości, co to jest dioda LED czy fotorezystor. Staram się to przekazać w najbardziej zrozumiały dla nich sposób, adekwatny do ich do wieku.

Jak sobie radzicie z realizacją zajęć z programowania?

Robert: Jako wolontariusz już wcześniej prowadziłem zajęcia dla dzieci z takich tematów jak: Bezpieczny Internet, Telefony alarmowe. Jednak #SuperKoderzy to trochę większe wyzwanie - jak przekazać wiedzę o programowaniu tak, aby była zrozumiana i dzieci mogły ją wykorzystać w projektach i chętnie przychodziły na kolejne zajęcia.

Udało się - uczniowie nie mieli większych problemów z programowaniem i uruchamianiem robotów. Zaskakujące jest to, że dzieci potrafią szybko opanować umiejętności programistyczne, a fantazja pozwala im na wymyślanie naprawdę fajnych projektów.

Dla mnie inspirujące jest to, że mogę oderwać się od własnego stanowiska pracy i sprawić frajdę uczniom, a przy okazji mam poczucie, że stają się oni bardziej świadomymi użytkownikami nowych technologii i kto wie, czego dokonają w przyszłości.

Anna: Zajęcia z robotyki to dla mnie duże wyzwanie. Wiele problemów sprawiały mi zadania techniczne, ale bardzo pomógł mi Robert, dla którego elektronika i technika to świetna zabawa. Dlatego cieszę się, że na zajęciach Majsterkowiczów nie dość, że zdobyłam nową wiedzę, to dodatkowo wprowadziłam innowację na swoich zajęciach.

Programowanie wydaje się skomplikowanym zajęciem, czy tak jest rzeczywiście?

Robert: Programowanie nie jest prostym zajęciem, ale nie oznacza, że jest to wiedza dla wtajemniczonych. Bardzo ważne jest, aby przekazać wiedzę w sposób zrozumiały i rozbudzić chęć zgłębienia tego tematu. Na przełomie ostatnich lat widać, że ta dziedzina bardzo szybko się zmienia i rozwija. Nie jesteśmy w stanie określić co będzie za kilka lat, jakie języki programowania będą wykorzystywane, czy ile ich będzie.

Dlatego w programowaniu ważne jest nauczenie logicznego rozwiązywania problemów otaczającego nas świata. Programując uczymy się lepiej wykorzystywać dostępne technologie oraz narzędzia, aby budować aplikacje lub urządzenia pomagające nam w codziennym życiu. Powoduje to, że zdobyta wiedza i doświadczenie będzie w przyszłości procentować.

A co o zajęciach #SuperKoderów sądzą dzieci i ich rodzice?

Anna: Rodzice są bardzo pozytywnie nastawieni.

Na zajęcia ciągle zgłaszają się nowi uczniowie, rodzice dopytują o inne dodatkowe terminy. Uczniowie, którzy uczestniczą w zajęciach mówią, że dzień w którym są nasze spotkania to ich ulubiony dzień tygodnia :). Zdarzyło się też, że rodzice byli skłonni usprawiedliwiać nieobecności na zajęciach obowiązkowych, byleby ich dziecko zapisać na zajęcia #SuperKoderów ;)

Na jedne z naszych zajęć zaprosiliśmy rodziców. Ich zadaniem było wsparcie grupy swojego dziecka, a przy okazji dzieci zaprezentowały im swoje roboty i umiejętności sterowania nimi. Rodzice byli pod wielkim wrażeniem dokonań swoich dzieci. Na pytanie „Czy poleciłabyś/poleciłbyś te zajęcia innym” wszyscy uczniowie odpowiedzieli TAK.

Robert: Dodam, że dużym zaskoczeniem i nagrodą dla mnie było, jak na koniec naszych wspólnych zajęć z dziećmi i rodzicami, usłyszałem wiele ciepłych opinii również na swój temat. Jest to dla mnie bardzo duża satysfakcja. Cieszę się, że mogłem swój czas podarować innym, a pozytywne opinie dodają mi  energii do kolejnych wyzwań.

Scenariusze lekcji programowania znajdziecie na stronie www.superkoderzy.pl Fundacji Orange. Przygotowaliśmy programy zajęć dla klas 4-6, a także dla młodszych dzieci z klas 1-3. Spróbujcie sami!

Mediateka


Oferta

W Orange pierwszy Sony z VoLTE

Piotr Domański Piotr Domański
12 stycznia 2017
W Orange pierwszy Sony z VoLTE

Piotrek Domański

Sony nieco wysunęło się przed szereg. Pisaliśmy, że kolejnymi urządzeniami z Voice over LTE będą iPhone, a tu niespodziewanie, na samym początku roku, nasi inżynierowie uruchomili tę funkcjonalność (wspólnie z Sony oczywiście) na Sony Xperia XZ. Sądzę, że to miła niespodzianka dla fanów japońskiej marki, szczególnie, że smartfon sam w sobie jest bardzo interesujący. Dla przypomnienia, to najnowszy flagowiec Sony, z ciekawym wyglądem, bardzo porządnymi parametrami i kilkoma naprawdę przydatnymi funkcjami. Urządzenie może także pochwalić się bardzo dobrym aparatem 23 megapikseli z laserowym autofocusem. Ale nadal jest tylko telefonem, więc sam siebie nie pochwali ;-)

Wracając do VoLTE - iPhone nadal jest na tapecie i nie weryfikujemy naszych planów związanych z tymi urządzeniami. Równolegle pracujemy także nad innymi smartfonami, by jak najwięcej w Was mogło się już w najbliższych miesiącach cieszyć świetną jakością i błyskawicznym łączeniem rozmów.

Gdybyście nie wiedzieli o co cały szum z VoLTE zajrzyjcie do tekstu dotyczącego tej technologii, który znajdziecie na naszym blogu.

Mediateka

Komentarze


Bezpieczeństwo

Prywatność tanio sprzedam

Michał Rosiak Michał Rosiak
12 stycznia 2017
Prywatność tanio sprzedam

Michał Rosiak

Czytaliście ostatnio o... hmmm, nie do końca wiem, jak to nazwać, niech będzie "aplikacji Adups"? Nie bez określam ten twór nieco przewrotnie aplikacją, bowiem porównanie tego, czym chcieli ją uczynić autorzy, z tym, czym faktycznie jest, wywołuje we mnie olbrzymi dysonans poznawczy.

No bo z jednej strony ciężko mieć pretensje o to, że producent chce wiedzieć jak najwięcej o użytkownikach swoich urządzeń. W XXI wieku to informacja jest złotem (ba, żeby tylko złotem) o które bogaci chętnie będą się zabijać, bo zostać jeszcze bogatszymi. Jak najbardziej pełny profil użytkownika internetu to szansa na to, by zaprezentować mu reklamę takiego produktu, jaki faktycznie może chcieć kupić, a wtedy dostawca usługi i producent reklamowanego produktu zarabiają, a użytkownik - przy założeniu, że nie łyka reklam jak pelikan - zadowolony.

Jestem w pełni świadom, że moje dane, jako użytkownika, Androida, przetwarza Google. Wiedzą gdzie byłem i kiedy, do jakiego sklepu wszedłem, kiedy jechałem autobusem, z jakich telefonów korzystałem. To taki nasz "gentlemen's agreement". Sytuacja wygląda jednak nieco gorzej, gdy dane przekazywane są na serwery jakiejś dziwnej firmy, a bogate przecież informacje, jakie ma o mnie E-Cor... tzn. Google, wyglądają przy nich jak płatek śniegu na górze, która zatopiła Titanica. Treść i adresat wiadomości, logi rozmów telefonicznych, a nawet tak istotne dane nt. telefonu, które pozwalają potencjalnemu przestępcy w prosty sposób... podszyć się pod nas, to już coś co znacznie wykracza poza potrzebę biznesową reklamodawcy!

O szczegółach Adupsa nie będę pisał, po co wyważać drzwi, które zostały już otwarte choćby przez Zaufaną Trzecią Stronę. Ten tekst to próba spojrzenia przeze mnie po raz kolejny na tę stronę bezpieczeństwa internetowego, która siedzi w głębi naszej (pod)świadomości. Z kilkudziesięciu firm na telefonach których stwierdzono obecność Adupsa to absolutne B-, a nawet C-brandy, do momentu popularyzacji chińskich serwisów aukcyjnych znane tylko w Państwie Środka. Telefony z niekiedy całkiem przyjemnie wyglądającą na papierze konfiguracją i z jeszcze lepiej wyglądającą... ceną. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że tego typu urządzeń trafiło do naszego kraju co najmniej kilkadziesiąt tysięcy, a nie zdziwiłbym się, gdyby była to nawet liczba sześciocyfrowa. Tani telefon z dalekiego kraju, z dziwnym oprogramowaniem? Toż to śmierdzi jak stołeczny smog! Smutne jest to wszystko. Zarówno to, że żyjemy w czasach, gdy dla wielu to nie umysł tylko telefon komórkowy jest wyznacznikiem drugiego człowieka, jak i to, że chcąc mieć niezłe urządzenie i po jego zakupie nie jeść tynku ze ścian, wielu z nas musi desperacko sięgać po wynalazki znad Morza Żółtego, z pełną świadomością ryzyka, które może być z tym związane. Że jesteśmy, nierzadko w pełni świadomie, gotowi sprzedać dokumentnie swoją prywatność za marne kilkaset złotych.

Scroll to Top