Oferta

W Orange Flex odpalicie eSIM na smartfonach z Androidem

13 lutego 2020

W Orange Flex odpalicie eSIM na smartfonach z Androidem

Dzięki najnowszej aktualizacji aplikacji będziecie mogli uruchomić eSIM nie tylko na najnowszych smartfonach i zegarkach z nadgryzionym jabłuszkiem. Od teraz smartfony Google Pixel oraz nowa motorola razr, – otrzymują wsparcie eSIM w Orange Flex. Ale to nie koniec – jeżeli obserwujecie Wojtka na Twitterze wiecie już pewnie, że Samsung Galaxy Z Flip oraz Samsungi z rodziny S20 wkrótce pojawią się na rynku (także w sprzedaży w Orange). Przedsprzedaż Z Flip już nawet ruszyła. Na tych telefonach eSIM w Orange Flex także będzie działać.

Do eSIM we Flex w przypadku smartfonów niektórych producentów niezbędny jest Android 10. Jeżeli macie telefony, które wpierają tę technologię, ale nie maja jeszcze najnowszego OS po aktualizacji będziecie mogli się nią także cieszyć. Tak, piszę o Samsung Galaxy Fold 😉

Jak wgrać eSIM na Androidzie w Orange Flex?

By wgrać eSIM na telefonach z Androidem nie trzeba wykorzystywać kodu QR. Karta będzie uruchamiana z poziomu aplikacji. Ci z Was którzy (jeszcze) nie korzystają z Flex będą mogli zdecydować się na eSIM już na etapie aktywacji. Aplikacja sama wykryje czy telefon wspiera eSIM i zaproponuje instalację. Pomimo, że proces ten może się różnić między poszczególnymi urządzeniami będziecie prowadzeni za rączkę, by się nie zgubić. Choć zagubienie się raczej Wam nie grozi, bo całość jest szybka i intuicyjna 😉

Jeżeli już wybraliście Orange Flex i posiadacie jedną ze wspomnianych wcześniej słuchawek, będziecie mogli wymienić tradycyjną kartę SIM na eSIM. Wystarczy wejść w „Mój Profil”, a następnie w sekcję „Karty SIM”. Tam w kilku krokach wykonacie podmiankę.

Z eSIM będziecie mogli skorzystać także we Flex Rodzinie – zarówno jako Administratorzy, jak i tejże rodziny członkowie.

Jeżeli chcecie wiedzieć więcej o Orange Flex, tradycyjnie zapraszam na stronę flex.orange.pl.

Google Pixel z eSIM w Orange Flex

eSIM w Orange

Nigdy zbyt dużo przypominania: Orange jest jedynym polskim operatorem, który oferuje eSIM, zarówno jako kartę główną jak i w ramach usługi „Ekstra karta eSIM” na smartwatche obsługujące tą technologię. eSIM tworzy świetne „combo” z aplikacją Orange Flex – jeżeli macie smartfon, który obsługuje tę technologię w ciągu kilku minut możecie uruchomić usługi.

Jak widzicie coraz więcej takich telefonów jest już na rynku, a producenci doceniają możliwości jakie przynosi eSIM. Klienci Orange już ją docenili, a takich kart eSIM w naszej sieci działa już ponad 30 tys. Chcemy by było ich jeszcze więcej, dlatego planujemy by w przyszłości klienci Orange Flex mogli uruchomić ją także na swoich smartwatchach.

P.S. Lubię Orange Flex. Jeżeli Wy także zagłosujcie na Flexa w konkursie Mobile Trends Awards, gdzie startuje w kategorii 6.

Udostępnij: W Orange Flex odpalicie eSIM na smartfonach z Androidem

Urządzenia

Motorola RAZR 2019 – Nowoczesny powrót do przeszłości

27 stycznia 2020

Motorola RAZR 2019 – Nowoczesny powrót do przeszłości

Czasu nie oszukam – niestety jestem w takim wieku, że pamiętam czas, gdy Motorola RAZR V3 była absolutnym novum w świecie telefonów komórkowych, przyprawiając wszystkich o – wybaczcie kolokwializm – opad szczęki. Składana, smukła, malutka… każdy o niej marzył! Dlatego pierwszą – i w zasadzie niezmiennie główną myślą, która mi towarzyszyła przez kilkutygodniowe testy nowego cuda od Motoroli było to, że RAZR w tegorocznej wersji to przede wszystkim gra na emocjach.

RAZR i emocje

Gra na emocjach na kilka sposób, absolutnie nie odbierajcie tego negatywnie. Tacy jak ja widzą w niej „syna” wersji RAZR V3. Kolejne pokolenie „kręci” fakt, że wreszcie komuś udał się telefon ze składanym, elastycznym ekranem. Jeszcze innych rozemocjonuje fakt, że chcą kupić Motorolę RAZR 2019 będą musi głęboooko sięgnąć do portfela.

Czy warto? Myślę, że znajdzie się wielu, którzy uznają, że tak. Nowy RAZR to telefon z każdej strony specyficzny, wyjątkowy, co zobaczycie w moim krótkim materiale. Nie chciałem tym razem robić klasycznego testu, raczej taki nieco rozszerzony rzut okiem, spojrzenie na to, co nowego dostajemy od inżynierów Motoroli.

Mały ale wariat

Poza tym wszystkim, o czym posłuchacie poniżej, warto napomknąć o jednej funkcji, która – gdybym chciał ją opisać – zajęłaby pewnie połowę materiału. Zewnętrzny ekran, o którym napomknąłem w kontekście selfie, jak dla mnie mocno zmienia korzystanie ze smartfonu, na lepsze, rzecz jasna. Wiele rzeczy, do których zwykły telefon musielibyśmy odblokowywać (a ten otwierać) można zrobić z poziomu małego, kolorowego, zewnętrznego ekranika, włącznie z odpisaniem – predefiniowanymi odpowiedziami – na SMSy, czy wiadomości z komunikatorów. Jest szybciej i intuicyjniej. A reszta? Zobaczcie sami!

Udostępnij: Motorola RAZR 2019 – Nowoczesny powrót do przeszłości

Oferta

Kultowa motorola razr w Orange!

22 stycznia 2020

Kultowa motorola razr w Orange!

Kto z nas w latach 90-tych nie marzył o telefonie z klapką? Jeśli wtedy nie spełniliście tego marzenia, to teraz jest szansa. Do Polski wróciła kultowa motorola razr, inspirowana wcześniejszym modelami Motoroli z serii V.  Dzisiaj świętowaliśmy premierę. Nowy razr  ma typową dla tego  modelu klapkę, a wewnętrzną część pokrywa dotykowy ekran. Innymi słowy, nowy razr jest…składanym smartfonem. A co najważniejsze, motorola razr jest dostępna wyłącznie w Orange. Dlaczego? Ponieważ jako jedyny polski operator oferujemy niezbędną w tym modelu wirtualną kartę SIM, czyli eSIM.

Motorola razr trafi do sprzedaży 6 lutego br. Kupicie ją w naszych planach mobilnych oraz bez umowy.

Poniżej kilka zdjęć nowego modelu. A już w piątek na blog wjedzie test Michała. Ja nie mogę się doczekać, kiedy przetestuję ten model – pokażę Wam go z nieco innej strony 🙂

Udostępnij: Kultowa motorola razr w Orange!

Urządzenia

Co w gadżetach piszczy (30)

2 listopada 2019

Co w gadżetach piszczy (30)

Wow! Jestem w szoku, że to już 30. raz, kiedy piszę dla Was o różnych ciekawych gadżetach, które wpadły mi w rękę. Chyba muszę z tego powodu poświętować 🙂 A póki co – małe co nieco do czytania dla Was. Tym razem naładujemy nasze wszystkie gadżety, porozmawiamy bez kabli, a na koniec – zrobimy zdjęcia (i nie tylko).

Green Cell Power Source 75W – Szybko i z jednego gniazdka

Macie tak czasami, że w kolejnych gadżetach, które trafiają Wam do ręki znajduje się technologiczne rozwiązanie, przy którym nagle dochodzicie do wniosku: „Kurczę, dlaczego ja na to wcześniej nie wpadłem/am?”. Ja tak miałem po podłączeniu flagowego produktu polskiej marki Green Cell. Do tej pory zachodzę w głowę, po co na wyjazdy brałem kilka ładowarek, by potem kombinować, jak „nakarmić” każdy sprzęt, bo do dyspozycji miałem i tak jedno gniazdko…

Liczba 75 nie bez kozery znalazła się w nazwie opisywanej przeze mnie „multiładowarki”. Potrafi ona bowiem generować prąd nawet takiej mocy, co pozwala na użycie jej jako ładowarki do mocnego laptopa. Jest tylko jeden warunek – musi to być urządzenie, korzystające w tym celu z gniazda USB-C, co niestety w tym zakresie ograniczyło moje możliwości.

Możliwości Power Source 75W nie ograniczają się rzecz jasna do laptopa, pozwala ona bowiem na ładowanie czterech urządzeń na raz. Nawet wtedy żadne z nich nie traci, nie ma mowy, by ładowało się wolniej, a sama ładowarka podczas moich testów ani razu nie zanotowała niepokojącego wzrostu ciepła. Urządzenie jest kompatybilne ze standardami szybkiego ładowania Qualcomma, Samsunga, Apple, Huaweia i Mediateka, a także nowym Power Delivery. Co więcej, Power Source 75W zdołał „podnieść” starego Kindla, który przy żadnej innej ładowarce nie dawał znaku życia.

A gdy jeszcze dodać, że wygląda nowocześnie i ładnie („fortepianowa” czerń), jest relatywnie niewielkie i waży niewiele ponad 200 gramów… Idealna sprawa nie tylko na wyjazdy (laptop, smartfon, Kindle, hmmm – aparat?), ale równie przydatna w domu.

Plantronics Backbeat Pro 5100 – O, nie wyjąłem słuchawek z uszu!

Nie wiem, o co tyle hałasu z gniazdem mini-jack w telefonach. Nie snobowałem się nigdy na audiofila, nie rozpoznam, że w orkiestrze siódme skrzypce fałszują, po prostu… słucham. Rzadziej muzyki, to fakt, częściej ścieżek dźwiękowych seriali, głosów w grze, czy komentatora NFL. Do tego wszystkiego nie potrzebuję kabla – ważne, że w moich gadżetach znajdą się malutkie bezprzewodowe dokanałowe „pchełki” Plantronicsa.

Gdy robi się zimno, małe pudełeczko, które można upchnąć nawet w kieszeni dżinsów, to idealne rozwiązanie. Same słuchawki są tak małe, że mieszczą się nawet pod zimową czapkę. Ich masy nie czućdo tego stopnia, że zdarzało mi się wrócić do domu i wyjąć je z uszu, dopiero, gdy zdałem sobie sprawę, że dźwięki rozmowy słyszę… nieco przytłumione 🙂

Właśnie, rozmowa! W końcu to Plantronics, firma znana przede wszystkim z zestawów do telekonferencji. I o ile jeśli chodzi o słuchanie to nie ma się do czego przyczepić, choć najbardziej wypasionych kodeków w Pro 5100 nie uświadczymy. Podczas rozmowy natomiast słuchawki na dworzu biją wszystkie testowane przeze mnie do tej pory sprzęty, nieważne, czy huczą auta, stuka metro, czy wieje wiatr. Za ten ostatni odpowiada WindSmart, autorska technologia producenta, a z całość cztery wycinające szumy mikrofony. W domu jednak wystarczyło rozmawiać podczas zmywania, by rozmówca kilkakrotnie dopytywał się, co mówiłem.

Długości działania na baterii nie testowałem. Po prostu po skorzystaniu chowałem do etui, tam się ładowały, a gdy aplikacja pokazywała, że poziom baterii spada poniżej 50%, podpinałem je po prostu na noc do opisywanej na początku ładowarki. Aplikacja przydaje się z kilku powodów: pomoże odnaleźć słuchawki albo dźwiękiem (jeśli są podłączone do telefonu) albo GPSem, pamiętając, gdzie ostatnio były, a także daje sporo możliwości konfiguracji (np. wywoływanie puknięciem w słuchawkę asystenta głosowego, czy ulubionej playlisty). Przeszkadza mi tak naprawdę tylko jedno. Nie da się ich podłączyć do dwóch urządzeń na raz, więc oglądając film na tablecie musimy sparować je ręcznie, a jeśli wtedy zadzwoni telefon – odebrać go standardowo, przyciskając do ucha.

Motorola One Zoom – Dla wygodnickich fotografów

Lubię korzystać z piękna polskiego języka, więc napiszę Wam, że nieco się rozbisurmaniłem 🙂 Człowiek łatwo przyzwyczaja się do topowych telefonów, a gdy nagle wpada na testy coś ze średniej półki… A nie, czekajcie, stop. Od jakiegoś czasu średnia półka też radzi sobie na tyle dobrze, że nie ma co marudzić. Motorola One Zoom to jeden z popierających to dowodów.

Mówiąc o gadżetach w tym przypadku muszę oczywiście zacząć od aparatów. Do czterech obiektywów w formie przypominającej indukcyjną kuchenkę przyzwyczaiłem się na tyle, że przestały mnie już razić. Szkoda tylko, że muszą tak wystawać, a wielkie logo Motoroli, świecące, gdy przyjdzie powiadomienie… cóż, nie spodoba się każdemu. Cztery aparaty (główny 48 Mpix w formule QuadPixel, ze światłem f/1.7 i optyczną stabilizacją obrazu) rozleniwiają – kiedyś trzeba było oddalić się, żeby złapać szerszy plan albo zbliżyć do obiektu, co może być ryzykowne, jeśli np. fotografujemy skorego do zabaw kota. Zdecydowanie łatwiej jest się przeklikiwać między obiektywami. I nie tylko – jeśli spróbujemy zrobić zdjęcie w scenerii nocnej, aparat od razu zasugeruje przełączenie się na odpowiedni tryb. Jeśli chcecie, żeby było cokolwiek widać – zróbcie to.

Nie przeszkadza mi Snapdragon 675, nawet z wymagającymi grami radzi sobie wręcz powyżej oczekiwań. Z moim bezpieczniackim „zboczeniem” raduje me serce sytuacja, gdy regularnie dostaję na telefon łatki bezpieczeństwa, ponieważ One Zoom objęty jest programem Android One. Genialnie sprawdzają się powiadomienia, pokazujące się na wygaszonym ekranie. Po przytrzymaniu ikony możemy zobaczyć ich treść (biało na czarnym) i usunąć, bądź zaznaczyć jako przeczytane, bez odblokowywania telefonu. Będzie mi tego brakowało. Notcha nie – nie lubiłem ich i nie lubię.

Do tego gustowne plecki ze szczotkowanego aluminium i niespotykana 4-amperogodzinowa bateria, wystarczająca nawet na dwa dni, z trybem szybkiego ładowania, w trybie adaptacyjnym „ucząca” się tego jak używamy aplikacji i optymalizująca wykorzystanie energii.

Taką średnią półkę to ja rozumiem. Jeśli Wy też, to w całkiem ciekawej cenie znajdziecie go w naszym sklepie.

Udostępnij: Co w gadżetach piszczy (30)

Urządzenia

Telefon na wakacje: Motorola Moto G7 Power (2)

8 lipca 2019

Telefon na wakacje: Motorola Moto G7 Power (2)

Tak, jak obiecałam tydzień temu, dzisiaj prezentuję Wam mój drugi typ telefonu na wakacje. Pierwszy wpis z serii znajdziecie tutaj: Telefon na wakacje : LG V40 ThinQ

Motorola Moto G7 dość długo czekał na swoją kolej. Od premiery tego modelu minęło parę miesięcy, a ja ciągle odkładałam testy na dogodny moment. I w końcu nadszedł, w czerwcu, kiedy wybrałam się w podróż do Azji. Nauczona doświadczeniem, w dłuższą podróż zawsze zabieram ze sobą rezerwowy telefon – na wypadek zgubienia, kradzieży, czy uszkodzenia mojego podstawowego telefonu. Drugi telefon przydaje się też jako GPS , interaktywny przewodnik, hot spot dla innych urządzeń, dodatkowy ekran do oglądania seriali, czy aparat fotograficzny. Podczas mojego urlopu nie oszczędzałam Moto G7 – na początku nosiłam go ze sobą awaryjnie, jednak szybko okazało się, że prawie cały czas z niego korzystam. Jak sobie poradził?

5000 mAh, czyli ładowanie baterii raz na dwa dni

Kluczowym parametrem dla podróżnego telefonu jest moc baterii. Według specyfikacji dla Moto G7 wynosi ona 5000 mAh, czyli dużo w porównaniu do popularnych smartfonów. I choć znałam specyfikację, to i tak byłam zaskoczona wydajnością baterii. Przy naprawdę intensywnym korzystaniu z internetu, robieniu zdjęć, oglądaniu filmów, używaniu telefonu jako hot spotu oraz GPS, ładowałam telefon raz na dwa dni. To naprawdę świetny wynik, biorąc pod uwagę, że przebywałam w gorącym i wilgotnym klimacie, który skraca żywotność baterii. Na plus zaliczam także funkcję szybkiego ładowania – w ciągu godziny ładowałam baterię do 100%.

Największe zaskoczenie: aparat

Nieodłączną częścią podróży są zdjęcia. Od dawna już nie zabieram ze sobą w podróż aparatu fotograficznego – tę funkcję spełnia smartfon. Podczas urlopu miałam pod ręką swój smartfon i to nim zamierzałam robić większość zdjęć. Postanowiłam jednak sprawdzić, jak radzi sobie aparat w Moto G7. I to było największe zaskoczenie. Nie wiem, jak to możliwe, ale pojedynczy 12 megapikselowy aparat Motoroli poradził sobie tak dobrze (a nawet lepiej), niż podwójny aparat w moim smartfonie. Zdjęcia przyrody? Proszę bardzo. Zabytki? Oczywiście. Jedzenie? Owszem. Zresztą, zobaczcie sami. Zdjęcia nie są poddane obróbce, ani potraktowane żadnym filtrem.

Street food na Khao San Road, Bangkok, Tajlandia

Plaża Cenang na wyspie Langkawi, Malezja

Plaża Tengah na wsypie Langkawi, Malezja

Supertree Grove w ogrodzie Gardens by the Bay, Singapur

Symulacja lasu deszczowego w ogrodzie Gardens by the Bay, Singapur

Plaża Kok Pulau, Langkawi, Malezja

Nie oczekiwałam po średniopółkowym smartfonie TAKICH zdjęć. Są ostre, wyraźne i wiernie oddają kolory. Moto G7 poradził sobie także ze zdjęciami nocnymi, które są bardziej wymagające. Smartfon ma także przedni, 8 megapikselowy aparat.

Pokaz świetlny w Marina Bay Sands, Singapur

Wyświetlacz do filmów

Podczas urlopu lubię nadrobić serialowe zaległości. Wieczorem w hotelu, czy podczas długiego oczekiwania na lotnisku zdarza mi się oglądać seriale na telefonie. Na co dzień wolę oczywiście ekran telewizora, ale nie można mieć wszystkiego na raz 🙂 Moto G7 dobrze sprawdził się w roli ekranu telewizyjnego. Smartfon ma 6,2-calowy wyświetlacz HD+, o współczynniku proporcji 19:9, na którym całkiem komfortowo można oglądać seriale.

Co ja widzę, czyli Google Lens

Moto G7 jest wyposażone w bardzo przydatną w podróży aplikację Google Lens. Appka zintegrowana z aparatem analizuje zdjęcia, rozpoznaje przedstawione na nim obiekty i wyszukuje powiązane zdjęcia i informacje. W praktyce służy jako interaktywny przewodnik, który podpowie wam, na jaki zabytek właśnie patrzycie i dorzuci garść informacji i opinii z przeglądarki. Wystarczy zrobić zdjęcie i kliknąć w ikonkę na dole, a aplikacja rozpozna obiekt i dopasuje  informacje.

Wiszący most na wyspie Langkawi, Malezja

I tylko szkoda, że nie jest wodoszczelny…

Zabierając ze sobą Moto G7 na plażę trochę obawiałam się, jak zniesie wysokie temperatury. Niepotrzebnie, bo podczas robienia zdjęć, czy filmowania w pełnym słońcu, nie przegrzewał się, nie zawieszał, ani nie wyłączał. Ale już przy zdjęciach w basenie trochę obawiałam się, czy wilgoć mu nie zaszkodzi – niestety Moto G7 nie jest wodoodporny.

Podsumowując: Motorola Moto G7 Power to zaskakująco dobry telefon ze średniej półki, z doskonałym aparatem, bardzo mocną baterią, sporym wyświetlaczem i przydatną funkcją Google Lens. Na plus zaliczam także bardzo płynne działanie – Moto G7 jest wyposażony w procesor Qualcomm Snapdragon 632 z 4GB RAMu.

Jeśli planujecie zakup telefonu, zdecydowanie zachęcam Was do przyjrzenia się temu modelowi. W sklepie Orange jest dostępny już od 37 zł/mc, przy wyborze Planu Mobilnego 45 na 24 miesiące. Sprawdź: Motorola Moto G7 Power

A jeśli przekonaliście się do Motoroli i jesteście ciekawi, co ciekawego oferuje producent jako rozszerzenie do swoich smartfonów, zajrzyjcie do tego wpisu: 3 największe zaskoczenia podczas Innovation Gardens Summit 2019

Udostępnij: Telefon na wakacje: Motorola Moto G7 Power (2)

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej