Urządzenia

Co w gadżetach piszczy (30)

2 listopada 2019

Co w gadżetach piszczy (30)

Wow! Jestem w szoku, że to już 30. raz, kiedy piszę dla Was o różnych ciekawych gadżetach, które wpadły mi w rękę. Chyba muszę z tego powodu poświętować 🙂 A póki co – małe co nieco do czytania dla Was. Tym razem naładujemy nasze wszystkie gadżety, porozmawiamy bez kabli, a na koniec – zrobimy zdjęcia (i nie tylko).

Green Cell Power Source 75W – Szybko i z jednego gniazdka

Macie tak czasami, że w kolejnych gadżetach, które trafiają Wam do ręki znajduje się technologiczne rozwiązanie, przy którym nagle dochodzicie do wniosku: „Kurczę, dlaczego ja na to wcześniej nie wpadłem/am?”. Ja tak miałem po podłączeniu flagowego produktu polskiej marki Green Cell. Do tej pory zachodzę w głowę, po co na wyjazdy brałem kilka ładowarek, by potem kombinować, jak „nakarmić” każdy sprzęt, bo do dyspozycji miałem i tak jedno gniazdko…

Liczba 75 nie bez kozery znalazła się w nazwie opisywanej przeze mnie „multiładowarki”. Potrafi ona bowiem generować prąd nawet takiej mocy, co pozwala na użycie jej jako ładowarki do mocnego laptopa. Jest tylko jeden warunek – musi to być urządzenie, korzystające w tym celu z gniazda USB-C, co niestety w tym zakresie ograniczyło moje możliwości.

Możliwości Power Source 75W nie ograniczają się rzecz jasna do laptopa, pozwala ona bowiem na ładowanie czterech urządzeń na raz. Nawet wtedy żadne z nich nie traci, nie ma mowy, by ładowało się wolniej, a sama ładowarka podczas moich testów ani razu nie zanotowała niepokojącego wzrostu ciepła. Urządzenie jest kompatybilne ze standardami szybkiego ładowania Qualcomma, Samsunga, Apple, Huaweia i Mediateka, a także nowym Power Delivery. Co więcej, Power Source 75W zdołał „podnieść” starego Kindla, który przy żadnej innej ładowarce nie dawał znaku życia.

A gdy jeszcze dodać, że wygląda nowocześnie i ładnie („fortepianowa” czerń), jest relatywnie niewielkie i waży niewiele ponad 200 gramów… Idealna sprawa nie tylko na wyjazdy (laptop, smartfon, Kindle, hmmm – aparat?), ale równie przydatna w domu.

Plantronics Backbeat Pro 5100 – O, nie wyjąłem słuchawek z uszu!

Nie wiem, o co tyle hałasu z gniazdem mini-jack w telefonach. Nie snobowałem się nigdy na audiofila, nie rozpoznam, że w orkiestrze siódme skrzypce fałszują, po prostu… słucham. Rzadziej muzyki, to fakt, częściej ścieżek dźwiękowych seriali, głosów w grze, czy komentatora NFL. Do tego wszystkiego nie potrzebuję kabla – ważne, że w moich gadżetach znajdą się malutkie bezprzewodowe dokanałowe „pchełki” Plantronicsa.

Gdy robi się zimno, małe pudełeczko, które można upchnąć nawet w kieszeni dżinsów, to idealne rozwiązanie. Same słuchawki są tak małe, że mieszczą się nawet pod zimową czapkę. Ich masy nie czućdo tego stopnia, że zdarzało mi się wrócić do domu i wyjąć je z uszu, dopiero, gdy zdałem sobie sprawę, że dźwięki rozmowy słyszę… nieco przytłumione 🙂

Właśnie, rozmowa! W końcu to Plantronics, firma znana przede wszystkim z zestawów do telekonferencji. I o ile jeśli chodzi o słuchanie to nie ma się do czego przyczepić, choć najbardziej wypasionych kodeków w Pro 5100 nie uświadczymy. Podczas rozmowy natomiast słuchawki na dworzu biją wszystkie testowane przeze mnie do tej pory sprzęty, nieważne, czy huczą auta, stuka metro, czy wieje wiatr. Za ten ostatni odpowiada WindSmart, autorska technologia producenta, a z całość cztery wycinające szumy mikrofony. W domu jednak wystarczyło rozmawiać podczas zmywania, by rozmówca kilkakrotnie dopytywał się, co mówiłem.

Długości działania na baterii nie testowałem. Po prostu po skorzystaniu chowałem do etui, tam się ładowały, a gdy aplikacja pokazywała, że poziom baterii spada poniżej 50%, podpinałem je po prostu na noc do opisywanej na początku ładowarki. Aplikacja przydaje się z kilku powodów: pomoże odnaleźć słuchawki albo dźwiękiem (jeśli są podłączone do telefonu) albo GPSem, pamiętając, gdzie ostatnio były, a także daje sporo możliwości konfiguracji (np. wywoływanie puknięciem w słuchawkę asystenta głosowego, czy ulubionej playlisty). Przeszkadza mi tak naprawdę tylko jedno. Nie da się ich podłączyć do dwóch urządzeń na raz, więc oglądając film na tablecie musimy sparować je ręcznie, a jeśli wtedy zadzwoni telefon – odebrać go standardowo, przyciskając do ucha.

Motorola One Zoom – Dla wygodnickich fotografów

Lubię korzystać z piękna polskiego języka, więc napiszę Wam, że nieco się rozbisurmaniłem 🙂 Człowiek łatwo przyzwyczaja się do topowych telefonów, a gdy nagle wpada na testy coś ze średniej półki… A nie, czekajcie, stop. Od jakiegoś czasu średnia półka też radzi sobie na tyle dobrze, że nie ma co marudzić. Motorola One Zoom to jeden z popierających to dowodów.

Mówiąc o gadżetach w tym przypadku muszę oczywiście zacząć od aparatów. Do czterech obiektywów w formie przypominającej indukcyjną kuchenkę przyzwyczaiłem się na tyle, że przestały mnie już razić. Szkoda tylko, że muszą tak wystawać, a wielkie logo Motoroli, świecące, gdy przyjdzie powiadomienie… cóż, nie spodoba się każdemu. Cztery aparaty (główny 48 Mpix w formule QuadPixel, ze światłem f/1.7 i optyczną stabilizacją obrazu) rozleniwiają – kiedyś trzeba było oddalić się, żeby złapać szerszy plan albo zbliżyć do obiektu, co może być ryzykowne, jeśli np. fotografujemy skorego do zabaw kota. Zdecydowanie łatwiej jest się przeklikiwać między obiektywami. I nie tylko – jeśli spróbujemy zrobić zdjęcie w scenerii nocnej, aparat od razu zasugeruje przełączenie się na odpowiedni tryb. Jeśli chcecie, żeby było cokolwiek widać – zróbcie to.

Nie przeszkadza mi Snapdragon 675, nawet z wymagającymi grami radzi sobie wręcz powyżej oczekiwań. Z moim bezpieczniackim „zboczeniem” raduje me serce sytuacja, gdy regularnie dostaję na telefon łatki bezpieczeństwa, ponieważ One Zoom objęty jest programem Android One. Genialnie sprawdzają się powiadomienia, pokazujące się na wygaszonym ekranie. Po przytrzymaniu ikony możemy zobaczyć ich treść (biało na czarnym) i usunąć, bądź zaznaczyć jako przeczytane, bez odblokowywania telefonu. Będzie mi tego brakowało. Notcha nie – nie lubiłem ich i nie lubię.

Do tego gustowne plecki ze szczotkowanego aluminium i niespotykana 4-amperogodzinowa bateria, wystarczająca nawet na dwa dni, z trybem szybkiego ładowania, w trybie adaptacyjnym „ucząca” się tego jak używamy aplikacji i optymalizująca wykorzystanie energii.

Taką średnią półkę to ja rozumiem. Jeśli Wy też, to w całkiem ciekawej cenie znajdziecie go w naszym sklepie.

Udostępnij: Co w gadżetach piszczy (30)

Urządzenia

Telefon na wakacje: Motorola Moto G7 Power (2)

8 lipca 2019

Telefon na wakacje: Motorola Moto G7 Power (2)

Tak, jak obiecałam tydzień temu, dzisiaj prezentuję Wam mój drugi typ telefonu na wakacje. Pierwszy wpis z serii znajdziecie tutaj: Telefon na wakacje : LG V40 ThinQ

Motorola Moto G7 dość długo czekał na swoją kolej. Od premiery tego modelu minęło parę miesięcy, a ja ciągle odkładałam testy na dogodny moment. I w końcu nadszedł, w czerwcu, kiedy wybrałam się w podróż do Azji. Nauczona doświadczeniem, w dłuższą podróż zawsze zabieram ze sobą rezerwowy telefon – na wypadek zgubienia, kradzieży, czy uszkodzenia mojego podstawowego telefonu. Drugi telefon przydaje się też jako GPS , interaktywny przewodnik, hot spot dla innych urządzeń, dodatkowy ekran do oglądania seriali, czy aparat fotograficzny. Podczas mojego urlopu nie oszczędzałam Moto G7 – na początku nosiłam go ze sobą awaryjnie, jednak szybko okazało się, że prawie cały czas z niego korzystam. Jak sobie poradził?

5000 mAh, czyli ładowanie baterii raz na dwa dni

Kluczowym parametrem dla podróżnego telefonu jest moc baterii. Według specyfikacji dla Moto G7 wynosi ona 5000 mAh, czyli dużo w porównaniu do popularnych smartfonów. I choć znałam specyfikację, to i tak byłam zaskoczona wydajnością baterii. Przy naprawdę intensywnym korzystaniu z internetu, robieniu zdjęć, oglądaniu filmów, używaniu telefonu jako hot spotu oraz GPS, ładowałam telefon raz na dwa dni. To naprawdę świetny wynik, biorąc pod uwagę, że przebywałam w gorącym i wilgotnym klimacie, który skraca żywotność baterii. Na plus zaliczam także funkcję szybkiego ładowania – w ciągu godziny ładowałam baterię do 100%.

Największe zaskoczenie: aparat

Nieodłączną częścią podróży są zdjęcia. Od dawna już nie zabieram ze sobą w podróż aparatu fotograficznego – tę funkcję spełnia smartfon. Podczas urlopu miałam pod ręką swój smartfon i to nim zamierzałam robić większość zdjęć. Postanowiłam jednak sprawdzić, jak radzi sobie aparat w Moto G7. I to było największe zaskoczenie. Nie wiem, jak to możliwe, ale pojedynczy 12 megapikselowy aparat Motoroli poradził sobie tak dobrze (a nawet lepiej), niż podwójny aparat w moim smartfonie. Zdjęcia przyrody? Proszę bardzo. Zabytki? Oczywiście. Jedzenie? Owszem. Zresztą, zobaczcie sami. Zdjęcia nie są poddane obróbce, ani potraktowane żadnym filtrem.

Street food na Khao San Road, Bangkok, Tajlandia

Plaża Cenang na wyspie Langkawi, Malezja

Plaża Tengah na wsypie Langkawi, Malezja

Supertree Grove w ogrodzie Gardens by the Bay, Singapur

Symulacja lasu deszczowego w ogrodzie Gardens by the Bay, Singapur

Plaża Kok Pulau, Langkawi, Malezja

Nie oczekiwałam po średniopółkowym smartfonie TAKICH zdjęć. Są ostre, wyraźne i wiernie oddają kolory. Moto G7 poradził sobie także ze zdjęciami nocnymi, które są bardziej wymagające. Smartfon ma także przedni, 8 megapikselowy aparat.

Pokaz świetlny w Marina Bay Sands, Singapur

Wyświetlacz do filmów

Podczas urlopu lubię nadrobić serialowe zaległości. Wieczorem w hotelu, czy podczas długiego oczekiwania na lotnisku zdarza mi się oglądać seriale na telefonie. Na co dzień wolę oczywiście ekran telewizora, ale nie można mieć wszystkiego na raz 🙂 Moto G7 dobrze sprawdził się w roli ekranu telewizyjnego. Smartfon ma 6,2-calowy wyświetlacz HD+, o współczynniku proporcji 19:9, na którym całkiem komfortowo można oglądać seriale.

Co ja widzę, czyli Google Lens

Moto G7 jest wyposażone w bardzo przydatną w podróży aplikację Google Lens. Appka zintegrowana z aparatem analizuje zdjęcia, rozpoznaje przedstawione na nim obiekty i wyszukuje powiązane zdjęcia i informacje. W praktyce służy jako interaktywny przewodnik, który podpowie wam, na jaki zabytek właśnie patrzycie i dorzuci garść informacji i opinii z przeglądarki. Wystarczy zrobić zdjęcie i kliknąć w ikonkę na dole, a aplikacja rozpozna obiekt i dopasuje  informacje.

Wiszący most na wyspie Langkawi, Malezja

I tylko szkoda, że nie jest wodoszczelny…

Zabierając ze sobą Moto G7 na plażę trochę obawiałam się, jak zniesie wysokie temperatury. Niepotrzebnie, bo podczas robienia zdjęć, czy filmowania w pełnym słońcu, nie przegrzewał się, nie zawieszał, ani nie wyłączał. Ale już przy zdjęciach w basenie trochę obawiałam się, czy wilgoć mu nie zaszkodzi – niestety Moto G7 nie jest wodoodporny.

Podsumowując: Motorola Moto G7 Power to zaskakująco dobry telefon ze średniej półki, z doskonałym aparatem, bardzo mocną baterią, sporym wyświetlaczem i przydatną funkcją Google Lens. Na plus zaliczam także bardzo płynne działanie – Moto G7 jest wyposażony w procesor Qualcomm Snapdragon 632 z 4GB RAMu.

Jeśli planujecie zakup telefonu, zdecydowanie zachęcam Was do przyjrzenia się temu modelowi. W sklepie Orange jest dostępny już od 37 zł/mc, przy wyborze Planu Mobilnego 45 na 24 miesiące. Sprawdź: Motorola Moto G7 Power

A jeśli przekonaliście się do Motoroli i jesteście ciekawi, co ciekawego oferuje producent jako rozszerzenie do swoich smartfonów, zajrzyjcie do tego wpisu: 3 największe zaskoczenia podczas Innovation Gardens Summit 2019

Udostępnij: Telefon na wakacje: Motorola Moto G7 Power (2)

Innowacje

3 największe zaskoczenia podczas Innovation Gardens Summit 2019

15 kwietnia 2019

3 największe zaskoczenia podczas Innovation Gardens Summit 2019

Dobrze znacie naszą „małą Barcelonę”, czyli konferencję Innovation Gardens Summit. Wydarzenie organizujemy już 4 lat. Co roku pokazujemy Wam, co dzieje się w technologicznym świecie.

Zobaczcie relacje z poprzednich lat:

Konferencja z roku na rok się rozrasta – dołączają nowi partnerzy technologiczni, a wydarzenie trwa już 3 dni (!). Dlatego w tym roku zamiast pokazywać Wam relację z całego IGS, postanowiłam skoncentrować się na najciekawszych prezentacjach podczas wystawy, będącej częścią konferencji. O najciekawszych wystąpieniach w części konferencyjnej napisze Piotrek – szukajcie jego relacji na blogu.

Xiaomi: od szczoteczki do hulajnogi

Chiński producent Xiaomi w niesamowitym tempie zdobywa rynek. Dotychczas kojarzyłam go przede wszystkim z niezłej jakości telefonami ze średniej półki. Okazuje się jednak, że Xiaomi ma znacznie większe ambicje i oferuje także AGD, RTV, zabawki, a nawet hulajnogi. Podczas IGS producent zaprezentował m.in. szczoteczkę do zębów, elektryczny czajnik, lampę świecącą w 16 milionach kolorów, robot z klocków z silnikiem, autonomiczny odkurzacz, dron, hulajnogę oraz urządzenie, które roboczo nazwałam skompresowanym segwayem (możecie zobaczyć je na zdjęciach – dwa kółka i skrócona podpórka).

Wszystkie urządzenia są obsługiwane z poziomu aplikacji Xiaomi Mi Home, co oznacza, że za pomocą appki możecie ustawić temperaturę wody w czajniku, sterować kolorami lampy, lub uruchomić odkurzacz.

Do tej pory, oprócz smartfonów korzystałam z opaski Mi Band 3 oraz oczyszczacza powietrza tej marki, Xiaomi Air Purifier 2S. Zobacz, jak spisał się oczyszczacz podczas testów. Czy sprzęty Xiaomi na dobre zagoszczą w naszych domach? Coś mi mówi, że ten producent jeszcze namiesza na rynku.  Sprzęty m.in. oczyszczacz powietrza, hulajnoga, czy opaska są do kupienia w sklepie orange: Xiaomi w orange.

Motorola: nie smartfon, ale dodatki

Motorola była jednym z zaskoczeń podczas IGS 2019. Amerykański producent nie postawił na smartfony, ale na dodatki do nich. Jakie dodatki? Na przykład przenośny projektor, który nałożony na smartfon wyświetla na dowolnej powierzchni powiększony obraz ekranu. Gamepad, czyli nakładka, która po zintegrowaniu ze smartfonem staje się konsolą do gier, aparat z 10-krotnym zoomem optycznym, Instapolaroid, czyli nakładka umożliwiająca robienie polaroidowych zdjęć, dodawania filtrów i uwaga, także ich drukowanie, kamera 360 stopni filmująca w jakości 4K, a nawet indukcyja ładowarka do telefonu w formie etui.

Orange: Rich Communication Services, czyli więcej niż SMS

Mój numer 3 to rozwiązanie od Orange. I nie jest to celowe lokowanie produktu pracodawcy, ale uczciwa ocena rozwiązania, które wkrótce zastąpi smsy, popularne komunikatory i appki. Rozwiązanie będzie wzbogacone także o inteligentny chatbot, który ułatwi korzystanie z ulubionych aplikacji. Jeśli korzystacie z aplikacji do kupowania ubrań  – zaproponuje coś w Waszym stylu, albo przypomni o kończących się produktach spożywczych. Jak to działa? Zobaczcie.

Udostępnij: 3 największe zaskoczenia podczas Innovation Gardens Summit 2019

Urządzenia

Co w gadżetach piszczy (1998)

23 marca 2018

Co w gadżetach piszczy (1998)

Dziś w specjalnym, wyjątkowym wydaniu „Co w gadżetach piszczy” znalazły się tylko dwa telefony. Dwa, ale nie byle jakie – jeden z nich cechują najnowsze rozwiązania technologiczne drugi zaś to wzór telefonu dla każdego, za niezłe pieniądze.

Siemens S10 – Komórka z innej epoki

Ciężko nadążyć za rozwojem technologii. Minęły zaledwie dwa lata od uruchomienia w Polsce sieci GSM, jeszcze niedawno cieszyliśmy się z pierwszego SMSa, a tymczasem na rynek wchodzi pierwszy telefon z kolorowym wyświetlaczem! Kto by się tego jeszcze niedawno spodziewał?

Siemens S10, bo to o nim mowa, to urządzenie wyjątkowo smukłe. Niecałe 15 cm długości, poniżej 5 cm szerokości, chude (ciężko tu mówić o grubości) na zaledwie 25 mm, waży tylko 185 gramów. Gdy przypniemy go do paska dołączonym do zestawu uchwytem, nie ma ryzyka, że upadnie. Mamy go pod ręką, wystarczy jeden ruch i odblokowanie zaczepu, by odebrać rozmowę.

Kluczem jest jednak kolorowy, sześciowierszowy (w zasadzie pięcio, najniższa linia to podpisy pod przyciski funkcyjne) wyświetlacz. Jego wymiary to 97×54 piksele, ze zmieniającym się dynamicznie, w zależności od potrzeb, rozmiarem czcionki. To namacalny dowód na to, że telefon nie musi być szaro-bury. Być może doczekamy czasów, gdy komórka będzie pełnić rolę nie tylko przenośnego telefonu, a stanie się również częścią naszego stylu życia? Oczywiście nie w taki sposób jak olbrzymie „cegły” w analogowym Centertelu, które wyznaczają status domorosłych „byznesmenów” tylko wtedy, gdy położymy je na widoku w modnej restauracji.

S10 w porównaniu do telefonów sprzed kilku lat to urządzenie subtelne, wręcz dyskretne. Dostępne w modnym kolorze klasycznego antracytu na upartego zmieści się nawet w wewnętrznej kieszeni marynarki. Mieści kartę SIM w standardzie mini (na standardową, dużą, jest po prostu… zbyt wąski). Jego książka telefoniczna pozwoli zapamiętać 50 numerów telefonów plus ostatnie 10 nieodebranych, wybranych i odebranych. W razie konieczności możemy nagrać maksymalnie 20 sekund notatki głosowej. Co więcej – Siemensa S10, w razie konieczności skorzystania w szczerym polu z internetu, możemy wykorzystać jako modem. Po podłączeniu kablem do komputera da nam połączenie o prędkości 9600 bps. Szkoda tylko, że bateria (w nowoczesnym standardzie Li-Ion bez konieczności formowania!) o pojemności 1800 mAh wystarczy tylko na kilka dni – cóż, chciało się kolorowego wyświetlacza, trzeba się liczyć z większym poborem prądu.

Motorola c160 – telefoniczny „Volkswagen”

Gdy w 1931 rozpoczęła się historia samochodowej marki Volkswagen, planem jej pomysłodawców było stworzenie – jak wskazuje nazwa – samochodu (Wagen) dla ludu (Volk). W ówczesnych czasach (w sumie niewiele się zmieniło) na przemieszczanie się własnym autem było stać tylko wyjątkowo bogatych. Tę analogię można zastosować również do telefonii komórkowej, gdzie – notabene podobnie jak w przypadku samochodów – nowoczesność pozwala obniżyć koszty i produkować sprzęty coraz lepsze i coraz tańsze.

Motorola c160 to właśnie przykład takiego komórkowego Volkswagena – urządzenia niedrogiego, przyzwoitego, dającego nam do dyspozycji podstawowe funkcje, których oczekujemy od telefonu komórkowego. Plastikowa obudowa, przypominająca może nieco zabawkę, zwieńczona jest dużym, generującym wyraźny i czysty dźwięk głośnikiem. Pod nim mamy dwuwierszowy wyświetlacz (12 znaków w linii), który przy dłuższych wiadomościach SMS uczy nas cierpliwości, musimy bowiem poczekać, aż cała treść majestatycznie się przewinie. Przyciski, choć gumowe, pod warunkiem naciśnięcia w środkowej części mają wyczuwalny skok. Jeśli nosimy telefon w kieszeni, torbie, czy plecaku – warto uważać na antenę. Przy próbie szybkiego wyjęcia i odebrania rozmowy możemy nią zahaczyć i uszkodzić telefon.

W zasadzie na koniec powinienem ponarzekać na baterię, która w wersji Ni-Cd wystarcza na ok. 3 godzin rozmowy i 2 dni czuwania, ale na koniec pora na hit. Co byście powiedzieli na to, gdyby baterie do Waszego telefonu dało się kupić w kiosku? Otóż to! Jeśli wyładuje Wam się akumulator Waszej c160 wystarczy w najbliższym kiosku kupić zwykłe baterie paluszki! Zestaw litowych ogniw AA przy dobrych układach wystarczy na 4-5 dni gotowości. Płacz, konkurencjo!

Co to jest?

Cóż, stawiam bitcoiny przeciwko orzechom, że wpadliście na to, iż podobnie jak Piotrek postanowiłem przygotować Wam podróż recenzyjnym wehikułem czasu 🙂 W przeszłości telekomunikacji polecieliśmy z oczywistego powodu – z okazji 20-lecia GSM Idea. Jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, odpalcie urodzinowe 20 GB. Wystarczy jeden SMS.

Zdjęcie: Ulli1105 (Own work) [CC BY 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/3.0)], via Wikimedia Commons

Udostępnij: Co w gadżetach piszczy (1998)

Urządzenia

Rodzinka Motoroli – E4, G5S, Z2 Play i Z

16 października 2017

Rodzinka Motoroli – E4, G5S, Z2 Play i Z

Od jakiegoś czasu w naszych cennikach pojawiają się smartfony z „Moto” i kolejnymi kombinacjami literek i cyferek w nazwach. Teraz wszystkie je możecie znaleźć na jednej stronie www.orange.pl/lp/motorola, przyszedł więc czas by pojawiły się także na blogu. Warto się im przyjrzeć, bo można od razu zakupić po sztuce dla każdego z domowników. I do każdego zgarnąć prezent 😉

Moto E4 – smartfon dla najmłodszych

Motorola Moto E4 w ofercie Orange

Zaczniemy od telefonu, który moim zdaniem sprawdzi się przede wszystkim jako urządzenie dla najmłodszych członków rodziny, czyli modelu Moto E4. To smartfon raczej „budżetowy”, wyposażony w czterordzeniowy procesor 1,4 GHz, 2 GB RAM i 16 GB pamięci, którą można rozbudować kartą SD o kolejne 128 GB. Aparat z matrycą 8 Mpix zapewni zdjęcia akceptowalnej jakości, a bateria o pojemności 2800 mAh da sobie radę z zasilaniem go przez cały dzień używania. Wymienne źródło zasilania, niewielka masa i rozmiar dopełniają wizerunku smartfona pomyślanego dla najmłodszych. Zakładam, że jeżeli ktoś będzie decydował się na to urządzenie dla swojego dziecka, dobierze do już posiadanego abonamentu Plan Standardowy. Dzięki temu dostanie na niego 20 zł rabatu i razem z rabatem za zgodę marketingową zapłaci 19,99 zł abonamentu, a dodatkowo 20 zł opłaty za telefon miesięcznie. Kwota na start to 0 zł. W bardziej rozbudowanych planach – Optymalnym i Wzbogaconym opłaty miesięczne za Moto E4 są jeszcze niższe – to odpowiednio 17,99 zł i 15,01 zł. Żeby było ciekawie do telefonu dodajemy smycz i Spinner. Ponoć na to drugie jest (albo  niedawno było) totalnym szaleństwem, ale mnie to ominęło, więc się nie wypowiadam.

Moto G5, czyli coś dla młodych duchem

Motorola Moto g5s

Moto G5S jak domyślam się po obejrzeniu materiałów producenta zaprojektowany został dla nieco starszej młodzieży. Myślę jednak, że grupa ta powinna zastanowić się raczej nad modelem Z2 Play. Nieco później wyjaśnię dlaczego. A Moto G5S widziałbym raczej w rękach seniora lub seniorki rodu. Po pierwsze to kawał solidnie wykonanego telefonu z aluminiową obudową, dużym wyraźnym wyświetlaczem o przekątnej 5,5 cala i rozdzielczości 1920 x 1080 pikseli. Przy większej czcionce i mocniejszym podświetleniu znika nam problem „krótkiej ręki”.  Posiadacze okularów „plusów” będą wiedzieć o czym mówię. Wielkość sprawia, że pewnie leży w dłoni, a jednocześnie nie jest zbyt duży. Po drugie aparat o matrycy 16 Mpx z pomocą szybkiego ustawiania ostrości zapewni, że zdjęcia będą wychodzić dobrze, nawet jeżeli ręka delikatnie zadrży. Telefon poradzi sobie nawet licznymi włączonymi jednocześnie aplikacjami dzięki procesorowi ośmiordzeniowemu Qualcomm Snapdragon 1.4 GHz i 3 GB RAM. Znaczenie ma także możliwość szybkiego doładowania baterii – zaledwie w ciągu kilku kilkunastu minut. Więc, jeżeli ktoś czuje się młodziej, niż wynikałoby to z metryki urodzenia sądzę, powinien się zainteresować właśnie Moto G5S . Plusem jest tutaj także cena. W Planie Standardowym – z nielimitowanymi rozmowamu, SMS, MMS oraz 5 GB internetu, w tym 2,02 w UE  – 32 zł opłaty miesięcznej za telefon  i 0 zł na start. W wyższych planach opłata miesięcznie jest oczywiście mniejsza.

Moto Z2 Play i Moto MODSTM JBL – coś dla fanów muzyki

Motorola Z2 Play w ofercie Orange

Jak już wiecie Moto Z2 Play przeznaczyłem dla nieco starszej młodzieży. To chyba jedyna znana mi grupa, która potrafi puścić muzykę na głośniku idąc po ulicy. W sumie nic dziwnego – kiedyś były „jamniki” i „BumBoxy”, teraz można mieć Moto Z2 Play z doczepionym głośnikiem Moto MODSTM JBL. Głośnik dorzucamy w prezencie do telefonu, więc już chyba wszystko jasne. Jednak nie o głośniku będzie mowa, a o telefonie, bo nie tylko głośnik można do niego „doczepić”. Oprócz niego mamy całą masę Moto Modsów. Na liście są: kamery, aparaty fotograficzne z różnymi obiektywami i prawdziwym zoomem optycznym, a nawet urządzenia przekształcające nasz telefon w pada do gier, czy projektor.

Na SpidersWeb piszą, że się sprawdza, więc warto mu się przyjrzeć. To ta sama półka, co model o którym pisałem wcześniej, jednak oba urządzenia zauważalnie się od siebie różnią. W Moto Z2 Play zastosowano procesor Qualcomm Snapdragon 626 2,2 GHz, solidne 4 GB RAM i pamięć 64 GB. Zarówno sam telefon jak i jego ekran są większe niż w G5S i to dość znacząco. Silniejsza jest również bateria. W Planie Standardowym zapłacicie za niego 499 zł na start, a później 65,01 zł miesięcznie. Wybór planu optymalnego obniża miesięczną opłatę do 60 zł, kwotę na start do 239 zł, a dostępny w ramach abonentów pakiet GB zwiększa do 10. W Planie Wzbogaconym na start zapłacicie za ten smartfon 99 zł na start, a później 57,99 zł miesięcznie.

Moto Z – flagowiec w rodzinie

Moto Z w ofercie Orange

Moto Z, to najlepszy telefon w całej rodzince. Smukły, elegancki z bardzo dobrymi parametrami technicznymi.  W środku znajdziecie czterordzeniowy Qualcomm Snapdragon 820, 4 GB RAM i  32 GB pamięci, którą można rozszerzyć kartą microSD do 2 TB. Do tego dołóżcie matrycę AMOLED, która zapewnia, że na 5,5 calowym ekranie o rozdzielczości 2560 x 1440 pikseli czerń jest czarna, a kolory są takie jakie powinny być. Równie ważny jest bardzo dobry aparat fotograficzny – matryca 13 Mpix wraz z laserowym autofocusem sprawiającym, że zdjęcia są ostre niemal w każdej sytuacji. Dołączyć można do niego także  Moto Modsy, o których pisałem już nieco wyżej. W standardzie dorzucamy do niego plecki. Bardzo ładne zresztą. Zawsze możecie je odpiąć i przyczepić do smartfona inne, na przykład drewniane. Albo aparat, albo głośnik, albo… na pewno znajdziecie coś dla siebie 😉 Skoro mówimy o telefonie z wyższej półki przejdziemy od razu do Planu Wzbogaconego. Moto Z kosztuje w nim 0 zł na start i 63 zł miesięcznie.

Udostępnij: Rodzinka Motoroli – E4, G5S, Z2 Play i Z

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej