Reklama

Z prędkością Orange Światłowodu

20 stycznia 2021

Z prędkością Orange Światłowodu

Rok dopiero się zaczął, a ja mam dla Was trzy nowe spoty i konkurs z fajnymi nagrodami. Czytajcie, oglądajcie, dzielcie się opiniami w komentarzach, no i koniecznie bierzcie udział w konkursie, bo warto. A co i jak przeczytacie poniżej.

Polowa stycznia za nami, więc po serii wywiadów z członkami Ekipy Orange czas już pokazać Wam serię spotów… z członkami Ekipy Orange. 😉 Tym razem w ramach znanego Wam już formatu Orange Challenge, w którym Ulka z Michałem rzucają wyzwania (jak choćby to, w którym prosiliśmy Was o pakowanie świątecznych prezentów tak, aby przypominały kształtem coś zupełnie innego) wzięliśmy na warsztat Orange Światłowód. Ale nie jakąś jego konkretną nową ofertę, tylko samą technologię, której używanie postanowiliśmy porównać do używania tradycyjnego łącza internetowego. Oczywiście mogliśmy to zrobić w sposób bardzo technologiczny – zaprosić ekspertów i zrobić testy. Ale ponieważ we wrześniu na live w naszych mediach społecznościowych już takie ćwiczenie wykonaliśmy, to teraz testujemy łącze z lekkim przymrużeniem oka. Mówiąc wprost – pokazujemy codzienne czynności wykonywane z prędkością tradycyjnego łącza internetowego, a później te same czynności wykonujemy w prędkością Orange Światłowodu. W naszych spotach obieramy więc jabłka, kroimy marchewkę i składamy pranie. Brzmi ciekawie? Sami oceńcie. Ja najbardziej lubię spot z jabłkami. Może to kwestia dobrego triku, który pozwala robić to zdecydowanie szybciej i przy okazji bardzo zabawnie wygląda w kadrze.

Mam nadzieję, że Wam się podobało. To był szalony dzień na planie zdjęciowym i mój pierwszy plan online. Nowe czasy i wynikające z reżimu sanitarnego nowe wyzwania, ale mam wrażenie, że daliśmy radę. Tłumaczę cóż to takiego plan zdjęciowy online – fizycznie w lokacji przebywają wyłącznie osoby niezbędne, jak aktorzy, reżyser czy technicy. Oczywiście wszyscy oni przechodzą testy na obecność wirusa, co nie zmienia faktu, że bez maseczek po planie poruszają się wyłącznie aktorzy. Pozostała część ekipy jest obecna na planie poprzez połączenie wideo, gdzie może na żywo zgłaszać swoje przemyślenia czy uwagi na przykład do reżysera. Przyznam, że ciekawe doświadczenie.

Ale powiedziałam na początku, że jest też konkurs, więc teraz kilka słów o nim. Pokazaliśmy Wam w praktyczny i śmieszny sposób co oznacza ultraszybkość Orange Światłowodu. I jak to w challenge’u teraz prosimy Was o pokazanie nam (w formie zdjęcia lub wideo z krótkim opisem) co potraficie zrobić z prędkością Orange Światłowodu. Zgłoszenia należy publikować o tu. Czekamy na nie do 4 lutego. A nagrodzimy aż 8 osób. Będzie można wygrać projektor, tablet lub słuchawki. Jak zawsze trzymam za Was mocno kciuki! 🙂

Udostępnij: Z prędkością Orange Światłowodu

Reklama

Ekipa Orange z bliska – poznajcie Kubę

15 stycznia 2021

Ekipa Orange z bliska – poznajcie Kubę

Witam się z Wami po raz piąty w cyklu wywiadów z członkami Ekipy Orange! 🙂 Poznaliście już Ulkę, Michała, Bartosza i Gerarda. A dziś ostatni (na szczęście powszechnie wiadomo, że ostatni będą pierwszymi, więc „no hard feelings” Kuba), czyli piąty w naszym teamie – Jakub Duchnik. Jest z nami od pół roku. Jak Bartosz i Gerard trafił „w czasach wielkiej zarazy”, więc wyznaję szczerze – na żywo widzieliśmy się tylko dwa razy. Ale trochę go podglądam w mediach społecznościowych, trochę też rozmawiałam (czyt. plotkowałam i wyłania się z tego obraz „pomocny i towarzyski”) ze wspólnymi znajomymi, a reszty dowiem się razem z Wami. Żeby nie było, że się nie uczę, to przestaję już rozwlekać swoje opowieści we wstępie i przejdźmy do pytań.

O Kubie

Stella: Dzień dobry Kuba! 🙂 Skoro mam Was naszym czytelnikom przybliżać, to pytanie najważniejsze – skąd się wziąłeś? Czyli generalnie opowiedz nam skąd pochodzisz i czym się zajmujesz na co dzień.

Kuba: Siemanko! Wychowałem się i dorastałem w Warszawie. Wiele razy się przeprowadzałam, od kilku lat mieszkam na Saskiej Kępie i czuję, że tu jest moje miejsce. Na co dzień wraz z ziomalami współtworzę i prowadzę dwa barbershopy. Poza tym mam kilka innych zajawek i obowiązków, między innymi jest to zabawa z moim  psiakiem Biggiem. Generalnie doba jest dla mnie za krótka (szczególnie jak się lubi wieczorem obejrzeć film, odcinek czy cały sezon i później pospać).

S: A skąd pomysł na Ekipę Orange? Pytam, bo dla niektórych świat influencerki jest czymś naturalnym, a podglądając Cię czasem na Instagramie wcale nie zauważam parcia na szkło i chęci dzielenia się swoim życiem z obcymi.

K: To prawda, nie jestem urodzonym influencerem. Skąd pomysł na Ekipę? Hmm… Zbliżał się lockdown, ja pomyślałem, że warto zrobić coś dodatkowego, czasu mieliśmy wszyscy dużo, wiec czemu nie?! Lubię wyzwania, lubię robić coś nowego. Zawsze miałem awersję do zdjęć i filmów. Zawsze starałem się zrobić tak, żeby mnie na nich nie było widać. Miałem blokadę i wiedziałem, ze muszę ją pokonać, a jak inaczej się zmusić do pracy nad sobą niż zobowiązując się do czegoś? Mam wielu znajomych, którzy się tym zajmują, więc pogadaliśmy i skoro oni mogą to ja też! Nagrałem, wysłałem no i jak to mówię cyk pyk i się udało. 😀 Teraz walczę z każdym zdjęciem czy nagrywką, którą muszę zrobić (często po kilka godzin, bo jestem krytyczny) ale finalnie fajnie, że takie rzeczy powstają. 🙂 Mam nadzieję, ze wkrótce będzie mi to przychodziło dużo łatwiej.

Ważne aplikacje

S: Bardzo Cię rozumiem. Ja nie mam oporów jeśli chodzi o wrzucanie zdjęć (choć tu jestem bardzo krytyczna i generalnie ciężko ze mną zaakceptować do publikacji zdjęcia mnie ;-)). Ale już mówienie do ekranu to dla mnie zmora. W duecie? Proszę bardzo. Sama? No chyba nie. Jakieś to dla mnie głupie i nienaturalne. Także właśnie ustaliliśmy, że życie influencera nie jest dla mnie. 😉 To ja teraz wyciągnę na światło dzienne temat, dzięki któremu zapamiętałam właśnie Twoje zgłoszenie z dziesiątek innych. Jesteś fanem technologii, ale bardziej w ujęciu ich przydatności dla ludzi. Wiem na przykład, że to dzięki Twojej inwencji w pracy drzwi otwiera aplikacja. Ale w Twoim telefonie jest też inna aplikacja – ta bardzo ważna, która pozwala Ci kontrolować chorobę. I właśnie to zapamiętałam. Opowiesz nam o tym?

K: Taaak! Lubię jak coś jest użyteczne i przydatne. I tak, mam w telefonie aplikację, dzięki której można powiedzieć, że żyję. 🙂 Jest to system, który wraz z połączonym sensorem w moim ciele, pokazuje jaki mam aktualnie poziom glukozy w organizmie. Dzięki temu mam chorobę na stałe pod kontrolą i dużo łatwiej mi się funkcjonuje z cukrzycą. 🙂 Może to tez był jakiś podświadomy powód dołączenia do ekipy, bo chciałbym pokazać większej ilości osób z cukrzycą, ze są już odpowiednie narzędzia, dzięki którym ta choroba nie jest taka straszna, a przynajmniej łatwiej ją zrozumieć.

S: To ja zamawiam materiał edukacyjny na ten temat. Uwielbiam jak technologie działają dla dobra człowieka. Wracam do „informacji zasłyszanych”. 😉 Masz zajawkę na… buty. Ale nie chodzi o pasję zbieżną z moją, czyli „lubię mieć dużo butów”, tylko o buty w ujęciu nazwałabym to kolekcjonerskim. Unikalne egzemplarze, po które ustawiają się wirtualne albo te prawdziwe kolejki (tak, jest taki sklep w Warszawie, gdzie młodzież potrafi stać w kolejce przez całą noc, bo ma pojawić się „drop”). I ponieważ w rozmowie z każdym z Was uczę się czegoś nowego, to proszę wytłumacz o co właściwie chodzi. I czy w tych butach się chodzi czy tylko na nie patrzy (też mam takie buty, w których nie chodzę, ale to tylko dlatego, że się nie da np. ze względu na wysokość obcasa, czyli tzw. „buty -siedzisz i ładnie wyglądasz”)?

Buty Kuby

K: Ja tez lubię mieć dużo butów, bo ich nigdy za wiele. 😀 Buty to dla mnie jeden z kilku elementów, które mówią nam coś o człowieku. Nie mówię, że oceniam książki po okładce. Nie mam na myśli również tego, że buty muszą być drogie, ale to czy są zadbane, czy są czyste, jaki to rodzaj obuwia i do czego są założone, może nam wiele powiedzieć o danej osobie. Jako małolat oglądałem np. MTV Cribs, gdzie gwiazdy miały specjalne pokoje na swoje parki (na mecze kosza, czy koncerty) i już wtedy wiedziałem, że to jest coś, co mi się podoba. 😀 Zbierałem hajs i co jakiś czas kupowałem sobie wymarzoną parkę. Pamiętam, że jedną z moich pierwszych była chyba pierwsza lub druga reedycja Air Max 90 Laser Blue, potem jakieś Space Jam od Reeboka i poszło. Czasami się śmiali, bo miałam buty z kosmosu… Dalej mam buty z kosmosu, ale finalnie wyszło na moje. :DDD Niestety, wtedy nie wiedziałem, żeby te wszystkie buty trzymać, dziś miałbym fajna kolekcje… Teraz skupiam się bardziej na unikatowych parkach. Już Ci wyjaśniam na czym to mniej więcej polega. 🙂 Buty (jak w zasadzie większość produktów) można zrobić towarem ekskluzywnym i pożądanym. Wystarczy np. wypuścić ograniczona ilość par lub  stworzyć różnego rodzaju kolaboracje, czy to z firmami, ze sklepami czy znanymi osobami, więc im mniej tych butów powstało, tym bardziej unikatowe one są. Kiedyś zdobycie takiej parki było dużo trudniejsze, stąd kolejki pod sklepami, bo par było 5 na sklep a zainteresowanych np. 20 osób i jakoś trzeba było sobie poradzić. Samo środowisko było tez mniejsze – większość się znała i to stanie było też spędzaniem czasu z ziomkami. Teraz buty, również te sportowe,  są nieodzownym elementem mody, więc i zajawkowiczów jest więcej. Ja mam i takie w których chodzę i takie, na które tylko patrzę, ale nie ze względu na to, że są niewygodne, wygoda to bardzo ważna cecha dobrego buta. 😀

S: No i znaleźliśmy wspólny temat! Mieć dużo butów! Mi od lat przyświeca ta życiowa prawda – historia Kopciuszka wyraźnie udowodniła, że nowa para butów może odmienić Twoje życie. Dlatego nie mam zamiaru z tym (i ze swoim kompulsywnym kupowaniem) walczyć. 😉 W życiu trzeba mieć jakieś przyjemności. No ale pozostając w sferze zajawek. Ta druga, to ponoć muzyka. Tworzysz czy tylko słuchasz? A jak słuchasz to w jakich gatunkach się odnajdujesz najbardziej?

Muzyka

K: Niestety wciąż tylko słucham. Gdzieś tam mam w głowie, żeby zacząć coś robić w tym kierunku, ale póki co – ani nie mam na to weny, ani czasu. Chciałbym zacząć coś tworzyć, albo chociaż zrobić jakiegoś seta i zagrać znajomym na melanżu i mam nadzieje, ze niedługo przyjdzie okres w moim życiu, gdzie będę mógł zrealizować i to marzenie. Co do gatunków, to wychowałem się w kulturze hip hopu, graffiti, deskorolka itd., ale nigdy się nie zamykałem, więc w tym się najlepiej czuje. Słucham od jazzu przez pop, aż na cięższym rocku kończąc. Lubię elektroniczne brzmienia, lubię stare kawałki i w zasadzie słucham wszystkiego. POZA DISCO POLO, bo to wywołuje we mnie zażenowanie i momentalną zmianę nastroju. No i polskiego reggae, bo jakoś tez mi nie podchodzi.

S: Ja nie lubię chamstwa i… góralskiej muzyki. 😉 Ale masz rację – disco polo to są te zaklęte rewiry, w które staram się nie wchodzić. I do szewskiej pasji doprowadza mnie ilość kanałów z taką muzyką w moim pakiecie tv. Może dlatego rzadko biorę do ręki pilota.  A teraz coś o co lubię pytać – jedzenie. Ja uwielbiam jeść. Bardzo też lubię gotować i mam wrażenie, że nieźle mi to wychodzi, ale mój ulubiony posiłek to taki przy którym niczego nie muszę robić. 😉 A idealny weekend, to chodzenie z przyjaciółmi od restauracji do restauracji i jedzenie w dobrym towarzystwie przy fajnej rozmowie. Tu śniadanie, gdzieś indziej kawa, w następnym miejscu lunch. Miałam taką sobotę tego lata, kiedy chodząc między warszawskimi knajpami zrobiliśmy 16 km. Ale tych czasów już nie ma, niestety, choć mocno trzymam kciuki, żeby wróciły. Kuba, zakładając, że jutro otwierają restauracje – dokąd kierujesz swoje pierwsze kroki i co tam zamawiasz?

Jedzenie

K: Wjeżdżam do Cool Cat’a, wołam Kaftana i mowie “Ojciec! Ramen, Burger Kaftana, K-friesy i klasycznie na deser ciepły pączek bao z lodami matcha w polewie słony karmel miso. <3

S: O, i mamy kolejny punkt styku. Aż się dziwię, że w czasach „przed wielką zarazą” nigdy tam na siebie nie wpadliśmy. Ja uwielbiałam na Solcu niespiesznie celebrować śniadania. Muszę przyznać, że w ramach wspierania lokalnej gastronomii, to właśnie z tego miejsca chyba zamawiam najczęściej. Ja co prawda bez mięsa, ale ostatni burger wymyślony przez Red Lipstick Monster z halloumi i buraczanym chutneyem bardzo mi leży. Spędzałam z nim samotnego Sylwestra na covidowej izolacji i już zawsze będzie mi się z tym kojarzył. Nawet bez węchu mi smakował. 😉  A czego z czasów „przed wielką zarazą” brakuje Ci najbardziej?

K: Chyba Miłości. Ale tej na ul. Kredytowej. XD No i może newoncebaru, bo tam też często przesiadywałem. A tak serio, to brakuje mi spotkań z tymi wszystkimi ludźmi, tych rozmów, uśmiechów, tańców i wspólnej energii, wiec w sumie wracam do początku. Miłości i Newonce Baru. 😀

S: Jak już jesteśmy przy pandemii – czy i jak wpłynęła na Twoje życie? No i czy przyniosła też coś pozytywnego?

Pandemia

K: Oj bardzo! Myślę, że z każdej sytuacji warto coś wynieść pozytywnego. Kieruję się zasadą, że wszystko w życiu jest po coś. Każda sytuacja (czy to dla nas pozytywna czy negatywna) niesie za sobą jakieś konsekwencje. U mnie się powaliło prawie wszystko na początku pandemii, ale dzięki temu jestem teraz, gdzie jestem i dziękuję za to!!! Mam świetną pracę, w której się rozwijam i tworzę coś swojego, mam wspaniałych ludzi wokół  siebie, jestem w Ekipie Orange, mam najlepszego psa na świecie, jestem w miarę zdrowy, dużo śpiewam i dużo się uśmiecham. 😀 Mam wymieniać dalej? 😀

S: No to się cieszę. Sporo osób mówi o początkowej fazie doła i Żuławach Wiślanych (czytanych jako wstęp do depresji), ale że najczęściej był w tym happy end. Że mieli czas na przemyślenie i przewartościowanie życia. U mnie też plusy zdecydowanie przeważają minusy tej sytuacji. Pewnie, że brakuje mi ludzi i podróży, ale wierzę, że najgorsze za nami, a szczepionki będą przepustką do normalności. Czasem żałuję, że nie mieszkam w Konstancinie (chyba właśnie tam mieszka przeważająca część tzw. „uprzywilejowanej grupy, która nie musi czekać w kolejce”), bo pewnie byłabym już dawno po pierwszej dawce i za chwilę mogła planować wyjazd do Rio. Ale luz, kalkulator szczepień pokazuje mi wrzesień 2035 – szkoda, że akurat wtedy nie mogę, bo właśnie wypada mi wizyta u okulisty w ramach NFZ. 😉 No dobra, za nami przykro-śmieszny temat, więc teraz dla zmiany nastroju – powiedz mi o jakimś swoim zawodowym marzeniu? I czy jest coś, co kochasz/ lubisz robić i chciałbyś, żeby mogło Ci zacząć przynosić pieniądze?

K: Myślę że powoli zaczynam wchodzić na tą ścieżkę kariery, chciałbym nauczyć się więcej o tym jak być managerem, więcej o social mediach i rozwoju firmy w tej kwestii. Fajnie jakby się udało zacząć robić coś z tą muzyką i żeby kolejna zajawka przynosiła dochody. Nie ukrywam, że forma pracy jako influencer też mi się podoba, mam nadzieję, że tutaj też się rozwinę bardziej i zaczną się jakieś współprace, także zapraszam!! UWAGA AUTOREKLAMA XD Mam dużo pomysłów i marzeń, mam nadzieję, że życia wystarczy! 😀

Marzenia

S: To pozostając w marzeniach. Czy jest ktoś, kogo podziwiasz i marzyłbyś, żeby poznać, spotkać się, pogadać przy kawie? Kto by to był i dlaczego? Bartosz w jednym z poprzednich wywiadów tu powiedział, że dla niego takim kimś jest Elon Musk. Z kolei Michał zadeklarował, że nie ma i nigdy nie miał autorytetów w żadnym obszarze. A ja robiąc rachunek sumienia mogę wymienić pewnie z 50 osób (głównie ze świata mediów, filmu czy muzyki), ale w sumie ciężko byłoby mi wskazać tą jedną jedyną. Poza tym znani ludzie z reguły mnie peszą. Chociaż nie, chyba bardziej peszy mnie, że jak się z nimi rozmawia, to wszyscy się gapią i szepczą. To z kim przy stoliku chciałbyś prowokować tłum do szeptów?

K: Mam jakieś szczęście w życiu, że większość moich idoli, których chciałem bardzo poznać już poznałem i jesteśmy w mniejszym lub większym stopniu znajomymi – oni inspirują mnie najbardziej!. Poza tymi powiedzmy osiąganymi, jest kilka autorytetów z którymi zamieniłbym niejedno zdanie, ale raczej nie wydarzy się to nigdy. Hmm… taką jedną z  najważniejszych osób, które mnie inspirują jest Jay-Z. Wychował się na ulicy, a mimo to osiągnął sukces na wielu płaszczyznach. Kid Cudi, Snoop, Rocky, Ab-Soul, Kendrick, Game z samego rapu mogę wymienić multum osób. Morgan Freeman, Samuel L. Jackson, Denzel Washington, Joe Pesci, Robert De Niro czy Anthony Hopkins i wielu innych aktorów, których uwielbiam, bo myślę, że byłaby to bardzo zabawna i interesująca rozmowa. Fascynuje mnie świat filmów i tego, jak to wszystko powstaje.  Mam dużo zajawek i z każdej z nich mógłbym wymienić kilka nazwisk. 😀 Ciężko jest się zdecydować na kogoś konkretnego. Poza tym uważam, że nawet z rozmowy z panią z warzywniaka możesz wynieść coś dobrego i ciekawego! Kwestia czego, gdzie i jak szukasz. 😀

S: Pytanie, które zadaję tu każdemu. Głównie z racji miejsca, w którym prowadzimy tę rozmowę, ale też z czystej ciekawości. Twój telefon marzeń to? I dodam, że ja, Ulka i Gerard chyba sobie jeden do spółki kupimy. Także uważaj o czym marzysz, bo telefon do podziału na czworo, to już przegięcie. 😉

K: Hmm… lubię mieć najnowszego iPhona, ale chyba już dawno nie jest to marzenie, więc nie odpowiem konkretnie na to pytanie. Kto mnie zna wie, że lubię złoto i świecidełka. Ostatnio przeglądając Instagram, trafiłem na moskiewską firmę specjalizującą się w tworzeniu swoich wersji iPhona (środek zostaje oryginalny, ale z zewnątrz robią custom), znalazłem tam ciekawy telefon i chciałbym mieć kiedyś tyle pieniędzy, żeby sobie kupić jakąś następną generację. Mianowicie, iPhone12 max pro, wykonany w całości ze złota no i koszt takiego telefonu to niecałe 148 tysięcy dolarów. Tak, tysięcy dolarów. XDD

S: Przekonałeś mnie! Niech Ulka z Gerardem kupią sobie normalnego na spółkę, a ja wchodzę z Tobą w ten złoty – z wiekiem coraz bardziej mi ze złotym do twarzy. Lubię jak się błyszczy! Dla mnie złoty, ale nie skromny! 😉 Jesteś człowiekiem, który planuje czy idzie na żywioł? Ja lepiej się czuję, kiedy mam wszystko pod kontrolą, ale ostatni rok pokazał mi, że najważniejsza jest zasada „make no plans”. 😉 Ciekawa jestem czy robisz na przykład postanowienia noworoczne? A jeśli tak, to czego Ci życzyć w tym 2021?

Co przed nim

K: To zależy czego dotyczy sprawa. 😀 Staram się planować jakieś rzeczy, na które mamy wpływ, ale idę też często na żywioł i myślę tylko o jeden krok do przodu. Więc np. jak gdzieś idę ze znajomymi to muszę znać chociaż mniej więcej cel do którego zmierzamy, ale to co się wydarzy podczas podróży zostawiam losowi 😀  Mam jakieś rzeczy, które chciałem ruszyć już wcześniej i postanowiłem już dawno, że podczas tej przerwy świątecznej odpocznę, zregeneruję się i od nowego roku ruszamy z nową energią i zaplanowanymi wcześniej rzeczami. Jeśli chcesz to nazwać postanowieniami noworocznymi to śmiało! A czego mi życzyć? Hmm… żebym miał czas i czytał więcej książek, wytrwałości i realizacji celów, zdrówka i może prawdziwej miłości, bo resztę mam albo sobie ogarnę. :DD

S: To mocno trzymam kciuki i już widzę ten casting na Twoją miłość życia w naszych mediach społecznościowych. Pozwólmy naszym followersom wybrać kto naprawdę do Ciebie pasuje! 😉 Bardzo serdecznie dziękuję za naszą rozmowę. 🙂

K: Dziękuję również, całuję i pozdrawiam <3

A Wam czytelnicy zdradzę, że była to już ostatnia rozmowa z tej serii, bo… skończyli mi się rozmówcy w Ekipie Orange. 😉 Ale jeśli podobają Wam się takie rozmowy, to może macie sugestie kogo dla Was przesłuchać? Piszcie w komentarzach i wielkie dzięki, że tu jesteście i dotrwaliście do końca.

 

Udostępnij: Ekipa Orange z bliska – poznajcie Kubę

Reklama

Ekipa Orange z bliska – poznajcie Bartosza

21 grudnia 2020

Ekipa Orange z bliska – poznajcie Bartosza

Dzień dobry! 🙂 Witam Was w trzecim odcinku cyklu, w którym przybliżam osoby wchodzące w skład Ekipy Orange. Tych osób mamy pięć, a ja rozmawiałam już na łamach bloga z Ulką i Michałem, którzy są z tak zwanego składu Ekipy 1.0 (pojawili się na początku tego projektu, czyli dwa lata temu). Dziś czas na Bartosza, który w Ekipie jest od tego roku (razem z Gerardem i Kubą). Casting do Ekipy 2.0 zrobiliśmy, bo pojawiały się nam różne tematy, które nie pasowały kompetencjami ani do Ulki ani do Michała. A ponieważ nie lubimy udawać, że ktoś się na czymś zna, to postanowiliśmy poszukać tych kompetencji wśród świeżej krwi. 🙂 Pierwszą i dość naturalną kompetencją w branży telco jest oczywiście gaming. Brakowało nam heavy usera konsol, gier, platform i czego tam jeszcze (i tu ja nie będę udawać, że się na tym znam, bo z gier pamiętam Sapera, Węża ze starej Nokii i Państwa Miasta oraz Statki… na kartce ;-)). Chodziło o prawdziwe i wiarygodne porady, recenzje i zapowiedzi. W odpowiedzi na casting należało wysłać film. I zacznę od zdradzenia sekretu – Bartosz w swoim zgłoszeniu śpiewał i to jeszcze w rytm disco polo. Może nie jestem znawcą muzyki o wysublimowanym guście (marzę zakochać się w operze, bo to takie snobistyczne, jak gra w polo czy picie czerwonego wytrawnego wina, lecz wybaczcie, do niektórych nie umiem się zmusić, a na inne mnie nie stać ;-)), ale w pierwszym odruchu wyłączyłam ten materiał pisząc w swoim excelu komentarz „NIE”. Potrzebowałam doby i pomyślałam, że to bardzo nie fair i ktoś włożył pracę, co zasługuje na mój czas i rzetelną ocenę, niezależnie od gustu muzycznego. I powiem Wam, że to była dobra decyzja, bo materiał pokazał, że ta muzyka, to tylko element zwrócenia na siebie uwagi, a zawartość materiału Bartosza była bardzo ciekawa i merytoryczna. W wypowiedziach większości wspólnych znajomych pojawia się taka jego definicja: „Kreatywna dusza i wszędzie go pełno”. A jak jeszcze dołożę, że spec od grania ma na nazwisko Graczyk, to już w ogóle strzał w dziesiątkę. 🙂 Ktoś tu ostatnio narzekał, że robię przydługie wstępny (pozdrawiam Wojtek ;-)), więc przechodzę do pytań.

Kim jest Bartosz

Stella: Bartosz, ja nie ukrywam, że mam niedosyt relacji. Wiem, trafiliśmy na ciężki czas ograniczeń wynikających z pandemii i ominął nas chociażby obiad powitalny (obiecuję, że on się jeszcze odbędzie, bo nie ukrywam, że z 2021 rokiem wiążę duże nadzieje), ale o Tobie wiem na serio niewiele. Z ręką na sercu – na żywo widzieliśmy się dwa albo trzy razy, zawsze w sytuacji harmonogramu pracy zapiętego na sztywno, więc jak siadłam dziś do wymyślania pytań, to w głowie miałam pustkę. Ale dwie rzeczy na start. Ile masz lat (czy dobrze myślę, że 97 w Twoim adresie mailowym, to rok urodzenia?) i skąd jesteś (bo z tych krótkich rozmów i z podglądania Cię na Instagramie, wiem, że Warszawa jest dla Ciebie nowym miejscem do życia.

Bartosz: Pochodzę z małego miasta zwanego Przasnysz. Być może dlatego jestem taki przaśny. Owszem. Urodziłem się w roku wydania pierwszego Dungeon Keepera, czy legendarnej Tibii. Swoją drogą przy pracy konkursowej nie chciałem zrobić disco polo… od dłuższego czasu próbuje tworzyć trap… wszyscy mi mówią że to disco polo… Może to jakiś znak? PS: czy ja właśnie zarymowałem?

S: Czyli miałam rację, że muzycznie przede mną wiele do nadrobienia. Nie odróżniłam trapu od disco polo. 😉 I od razu dementuję – nie, nie jesteś przaśny. Jak na Ciebie patrzę (niestety głównie na Insta Stories, bo na żywo oglądam niewiele osób ostatnio), to jesteś typem fajnego chłopaka z sąsiedztwa, z którym człowiek miałby ochotę pójść na… herbatę 😉 i pogadać o życiu albo chociaż wpaść i pożyczyć szklankę cukru. To opowiedz co Cię do tej Warszawy z Przasnysza przyciągnęło i czym się tu planujesz zajmować zawodowo (znów się przyznam, że lekko Cię podsłuchiwałam i padło hasło „agencja reklamowa”)?

 

Wielkie miasto

B: Od zawsze chciałem żyć w wielkim mieście przez możliwości, jakie tu są dostępne. Szybszy internet (chociażby Światłowód Orange), łatwa komunikacja oraz co chwilę coś tu się dzieje. Na co dzień prowadzę swoją działalność gospodarczą, której głównym profilem jest tworzenie wideo PRowych, treści marketingowych lub kanałów na YT dla firm czy osób publicznych. Tych jest najwięcej w Warszawie, więc naturalnym wyborem dla młodego marketera jest stolica Polski. Poza tym zgłosiłem się do konkursu, ponieważ moim marzeniem jest praca jako prezenter telewizyjny. Kocham gadać, przedstawiać ludziom informacje, dzielić się emocjami i doświadczeniami. To moja pasja. Bycie w ekipie Orange jest integralną częścią mojego marzenia.

S: Ja w Twoim wieku pracowałam w studenckim radio w Lublinie, a właściwie właśnie kończyłam tam swoją karierę, bo po pierwsze byłam w ciąży i przyszedł czas na zmiany, a po drugie zrozumiałam, że jak już to dziecko urodzę, to muszę je też utrzymać. A niestety za pracę w lokalnym radio studenckim starczało na rachunek za telefon i dwie weekendowe imprezy (i żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie mam ułańskiej fantazji i nie stawiam drinków wszystkim w klubie oraz jak mnie nachodzi zobaczyć wschód słońca na Helu, to wiedziona nagłym impulsem nie zamawiam taksówki za tysiąc złotych w jedną stronę). Z plotek wiem, że Ty też masz za sobą karierę w radio. Opowiesz coś więcej?

B: No niestety ja w radiu studenckim się nie udzielałem, miałem krótki epizod w Polskim Radiu, szkoliłem się w Radio Akademii oraz w tym roku oddaję pracę licencjacką z dziennikarstwa. Piąteczka za blogowanie, bo też blogowałem, ale w formie wideo na portalu videotesty.pl (tam swoją drogą pracowałem z Mateuszem Skitkiem, który prowadził ostatni Ekipowy live o Światłowodzie). Przeniosłem się ze studiów dziennych na zaoczne oraz otworzyłem swoją działalność na podstawie zdobytego doświadczenia, by przeżyć w wielkim mieście i móc rozwijać swoje marzenia, więc trochę zrezygnowałem ze ścieżki dziennikarskiej podobnie jak Ty. Czasami tak w życiu jest, że trzeba z czegoś zrezygnować by mieć coś innego. Podziwiam Cię za decyzje związaną z założeniem rodziny w tak młodym wieku. Ja czuję, że raczej bym nie dał rady. Staram się opóźnić tę decyzję jak się tylko da, bo mam wrażenie, że jeszcze strasznie dużo rzeczy mam do sprawdzenia w swoim życiu, przed ustabilizowaniem się. Chcę jeszcze powydawać pieniążki na gry :p

S: Dziękuję za słowa uznania. Sama nie wiem jak dałam radę, ale jako osoba z pewnym doświadczeniem w tym zakresie powiem Ci, że w życiu nie warto przy każdej decyzji kierować się racjonalnymi argumentami, bo na pewne rzeczy ciężko byłoby się zdecydować. Lepiej brać to życie jakie jest, a w praniu wszystko się jakoś poukłada. Pewnie, że dziecko to wielkie wyzwanie, tym bardziej dla osoby wygodnej, nauczonej kierowania się własnymi priorytetami, ale potem jest już z górki. 😉 Bartosz, jak robiłam research do tego materiału (czyt. trochę sobie z różnymi osobami o Tobie poplotkowałam ;-)), to padało też hasło „znawca YouTube”. Poproszę o rozszyfrowanie co Ty tam porabiasz i skąd zawodowa miłość do tego medium.

Pasje

B: Jak zwykle się rozgadałem i w poprzednich pytaniach już trochę padła odpowiedź na to pytanie. Od 8 lat hobbystycznie tworzę treści na własne kanały oraz obracam się w sferze dziennikarzy oraz influancerów. Dzięki temu doświadczeniu mogłem 5 lat temu rozpocząć swoją przygodę ze światem social media zawodowo, ale przez pracę, nie mam czasu na swój własny kanał, przez co materiał wpada raz na 3 miesiące 🙁

S: No ale skoro już przy pasjach, to nie mogę pominąć tej największej zajawki, z powodu której się poznaliśmy – granie. Ja jak już wiesz zupełnie tego nie rozumiem, ale może dlatego, że nigdy nie miałam czasu wkręcić się w żadną z gier na poważnie. Mąż koleżanki jako nałogowiec przepuszczał pół pensji na czołgi w grze World of Tanks i nie ukrywam podziwiałam ją za cierpliwość. Twoja gra życia to?

B: Assassins Creed II. Zdecydowanie. Na zawsze w moim serduszku. Teorie spiskowe, klimat mityczny, postacie historyczne, dużo akcji no i zwiedzanie wirtualnych renesansowych Włoch. To dzięki temu tytułowi na klasówce z renesansu dostałem szóstkę (haha!). Pozdrawiam moją nauczycielkę. Poza tym mimo tego, jaki jestem teraz, to kiedyś tak kolorowo nie było. Nie ukrywam, że byłem trochę kozłem ofiarnym w moim mieście. Nie miałem przyjaciół, obcy ludzie się ze mnie naśmiewali. By przeżyć uciekłem do świata wirtualnego. Grałem w gry. Ta ucieczka nie była naturalna, ponieważ jestem ekstrawertykiem. Aby wykorzystać swoje talenty, stwierdziłem, że zacznę nagrywać „let’s play’e” i w taki oto sposób stałem się Youtuberem. Pierwszą grą jaką ograłem na swoim kanale było Dishonored. PS: Ten stary kanał odkopią tylko dinozaury jutuba takie jak ja :p

W gry granie 😉

S: No to bardzo cieszę się, że jesteś dziś tu gdzie jesteś, bo nie każdy nastolatek umie sobie z takimi trudnymi tematami poradzić sam. Zwłaszcza teraz, w dobie mediów społecznościowych, w których można cię zniszczyć i zaszczuć psychicznie w 5 minut, to bardzo ciężki temat. Dużo ostatnio o tym czytam i rozwala mnie, że tak mało systemowo robi się w temacie pomocy psychologicznej dla młodzieży. Jest oczywiście ileś organizacji, które wyciągają pomocną dłoń, ale to wciąż za mało. I świetnie, że znalazłeś swoją drogę, nie oglądając się na innych. Bartosz, a wracając do grania, to ile godzin tygodniowo (tak mniej więcej) Ci to hobby zajmuje (bo gentelmani nie rozmawiają o pieniądzach, jak mnie uczył tato, więc nie zapytam ile tam zostawiasz ;-))?

B: Montuję dużo filmów, więc powiem, że tyle ile trwa render (hahaahah!).

S: No to przechodząc do kolejnej rzeczy, którą zajawiłam we wstępie. Muzyka. Skąd to  śpiewanie? I jaką muzykę lubisz najbardziej?

B: Od małego śpiewam. Brałem nawet udział w paru konkursach dla dzieci, w których coś tam powygrywałem, ale jak wspominałem za dzieciaka byłem gnębiony, więc przestałem ten talent rozwijać. Zwyczajnie bałem się oceny. Będąc już dorosłym zebrałem się na odwagę by spełnić swoje marzenie i mam nadzieję, że w przyszłym roku wydam już swoją własną płytę z moim przyjacielem Shimim w stylu alternatywnym, tworząc tygiel klimatów: od disco lat 80tych przez rap po soul. Teraz w głowie mam eksperyment, by zrobić jednak to disco polo, ale po angielsku. Nie jestem fanem tego gatunku, ale chciałbym zobaczyć czy reakcja za granicą na polski klimat będzie jak na K-pop.

S: Ja uwielbiam śpiewać, ale bez publiczności. Najlepiej wychodzi mi to kiedy sama jadę samochodem. Także podziwiam za odwagę. Może kiedyś razem nagramy którąś z Twoich kolejnych płyt (ja w chórkach ;-)). I ostatnia zasłyszana plotka. Ponoć lubisz sportowe samochody. Ja sportowe samochody lubię (i tu Cię zdziwię!) w grze mojego syna Forza Horizon. A już najbardziej lubię jak jeżdżą po plaży w Byron Bay (zdradzę mój sekret, żeby nie było, że tylko Twoje dziś zdradzamy – planuję tam kiedyś mieszkać. Jeszcze nie wiem jak to zrobię, ale grunt to mieć marzenia! 🙂 ). Jednak wracając – Twój samochód marzeń to?

B: O tak! Kocham! Chociaż bardziej klimatycznie pasowała mi trzecia cześć, której akcja dzieje się w Australii. Powodzenia w spełnieniu marzenia! Ja bym chciał mieszkać kiedyś w Japonii, ale to nie japońskie auto jest moim wymarzonym. Ze względu na swoje poglądy pragnę Tesli. Elon Musk jest moją inspiracją. Chcę być jak on. Pchać ludzkość do przodu, a przy okazji śmieszkować w internecie. Czy wiedzieliście, że Elon zaczynał swoją przygodę z programowaniem właśnie od gier komputerowych? Z resztą o ile się nie mylę pierwszy sprzedany przez niego program, to była właśnie  gra.

S: Uwielbiam te wywiady, bo znajduję z każdym z Was tyle wspólnych mianowników, że głowa mała. Oczywiście, że ja najbardziej lubię część właśnie w Australii (halo, Byron Bay, to przecież Australia! A Ty myślałeś, że gdzie ja chcę mieszkać, koło Bullerbyn? ;-)). I powiem więcej – oczywiście, że kiedyś będę jeździć po tej Australii właśnie Teslą. A co do Elona, to jest on chyba moim ulubionym żyjącym  wizjonerem. Pewnie, że jest bufonem, ale akurat to w nim uwielbiam. No i mocno kibicuję projektowi SpaceX. Gdyby nie moje życie tu, to pierwsza zgłosiłabym się do zasiedlania Czerwonej Planety. Generalnie w Elonie do wielu rzeczy mi blisko (no może poza wielkością konta w banku ;-)) – podpisuję się pod co drugim cytatem. Na przykład tym: „każdy produkt, do którego trzeba instrukcji obsługi, jest zły” i uwierz mi, że w życiu nie przeczytałam żadnej instrukcji obsługi, bo coś jest albo intuicyjne albo nie dla mnie. No może jedno z Elonem mnie zaskoczyło – imię jego ostatniego dziecka (dla tych, którzy się z nim nie zetknęli to X Æ A-12) – tu albo jego wizjonerstwo mnie przerosło albo jest to właśnie owo śmieszkowanie w internecie, o którym wspominasz. Ale akurat ja – właścicielka dziwnego imienia- nie powinnam sobie pewnie z tego kpić. No dobrze, bo znów się rozgadałam i odeszliśmy od głównego tematu, a byliśmy przy marzeniach. Poza tymi motoryzacyjnymi o czym marzysz? I prywatnie (jeśli zechcesz się z nami podzielić) i zawodowo?

Marzenia

B: Pracować jako prezenter telewizyjny w śniadaniówce, zagrać koncert na Torwarze, posiadać willę w Toskanii i budzić się z ukochaną przy wschodzie słońca, patrząc się na włoskie winorośla pokryte czerwonym blaskiem. Z bardziej niematerialnych, to marzę o zapisaniu się w historii, jako człowiek, który pomagał ludziom się rozwijać, szczególnie tym młodym. Chciałbym zaszczepić w młodych ludziach umiejętność poznawania swoich pasji oraz talentów w celu ich spieniężania tak, by każdy mógł sięgać pracy swoich marzeń. Szczególnie w czasach tak łatwego dostępu do informacji. Już teraz pomagam wielu osobom otwierać kanały na YT i rozwijać ich umiejętności miękkie. Może kiedyś Orange mi w tym pomoże? To by było genialne! Inicjatywa ucząca młodych jak tworzyć treści w internecie.

S: No i ostatnie pytanie z kategorii „Marzenia”. Zadaję je tutaj każdemu. I dlatego, że wypada, bo to w końcu blog telekomunikacyjny i dlatego, że jestem ciekawa. Nie wiem czy to kwestia pracy od tylu lat w branży telco, ale posiadany telefon sporo mówi mi o właścicielu. Jaki jest Twój telefon marzeń? I nie stresuj się odpowiadając – swoją interpretację odpowiedzi zachowam dla siebie. 😉

B: Długo trzymająca bateria, mogę na nim wygodnie grać w gry z PC gdziekolwiek jestem. No i taki który magicznie jest w stanie zamienić się w mobilny zestaw do montażu filmów. Po za tym by miał wymienialną optykę. Gdyby można było podłączyć do aparatu telefonicznego zewnętrzny obiektyw… wow…

S: No i zaserwuję Ci pytanie, które usłyszeli ode mnie i Ulka i Michał. Jak na Ciebie wpłynęła pandemia? Dla mnie miała dwa wymiary: ten zły, bo zabrała mi życiem, jakie znałam i (metaforycznie) kilka osób z najbliższego otoczenia, ale i ten dobry, bo uległ zmianie mój system priorytetów, nauczyłam się bardziej cieszyć życiem i tym, co mam. A jak było/ jest u Ciebie?

Czas wielkiej zarazy

B: Trochę zwolniłem. Miałem czas na namysł, ale początek był okrutny. Dostałem nerwicy i ataków paniki. Nie panowałem nad stresem. Z dnia na dzień wszystkie moje zlecenia zostały anulowane. Straciłem dochód i nie miałem z czego żyć. Byłem załamany. Co dopiero po chwili, jak stwierdziłem, było okazją, a nie przegraną. To czas w którym mogę odpocząć, ponieważ cały świat zatrzymał się na chwilę. Już nie goniły mnie deadline’y… Kto wie? Może gdyby nie pandemia, nie dołączyłbym do Ekipy? To właśnie dzięki tej zyskanej chwili odpoczynku mogłem w kreatywny sposób podejść do pracy konkursowej.

S: Czyli jeśli czyta nas ktoś, kto chce założyć kanał na YouTube, ale też potrzebuje PRowca, człowieka od komunikacji, to zapraszam do Bartka, który dzięki pandemii ma więcej wolnego czasu. Ja w każdym razie mam nadzieję w trybie pilnym zamknąć już ten 2020 rok, choć wciąż mam w sobie strach, że data 31.12.2020 o północy zmieni się na 1.13.2020. 😉 A skoro już przy tym jesteśmy, to z planami idziesz na żywioł czy masz już może jakieś postanowienia noworoczne?

B: Gdyby było już normalnie to zaprosiłbym Cię na Sylwestra, tak jak resztę Ekipy… Od dłuższego czasu chciałem zorganizować wspólną imprezkę… No ale ten niecny wirus we wszystkim przeszkadza…

S: No to popatrz – mamy jakiś plan na bliżej nieokreśloną przyszłość – ja Ciebie na obiad zapoznawczy, który nam jakoś przez pandemię umknął, a Ty mnie na parapetówkę w nowym mieszkaniu. 🙂 Trzymam za to mocno kciuki. Ja sobie niczego nie obiecuję, bo obawiam się, że życie może znów przynieść jakiś scenariusz science-fiction, z którym przyjdzie nam się zmierzyć. Ale jeśli się uda, to bardzo chciałabym trochę mniej pracować, a trochę więcej podróżować (nie tylko w głąb siebie). 😉 Wierzę, że w 2021 roku wreszcie zobaczę Tajlandię i Rio de Janeiro. Także trzymam kciuki i za moje i za Twoje plany. 🙂 A tymczasem bardzo Ci dziękuję za sympatyczną rozmowę.

B: Ja w tym roku chcę uregulować swoją pracę, tak by mieć na wszystko czas. Już nie pracować po nocy, a pracować od 8 do 17 i basta! Potem pasje i zdrowie! I tego też wszystkim życzę w Nowym Roku. Pasji i zdrowia! P.S.: Stella, do tego Rio to weź mnie ze sobą w bagażu podręcznym. Zmieszczę się. Tylko jeszcze musisz znaleźć miejsce na konsolę, bo ją zabieram ze sobą :v

S: Obiecuję to rozważyć, tym bardziej, że w Rio jest ciepło i nie potrzebuję dużo ubrań. Tylko niech wreszcie otworzą nam ten świat! 🙂 A czytelnikom, którzy tu dotrwali cierpliwie dziękuję za czas i uwagę. Jeśli ktoś ma niedosyt Bartosza, to tradycyjnie prośba o pytania w komentarzach – będę przekazywać. A już za tydzień Gerard. Do usłyszenia/ przeczytania! 🙂

Udostępnij: Ekipa Orange z bliska – poznajcie Bartosza

Reklama

Domowy plan zdjęciowy

2 czerwca 2020

Domowy plan zdjęciowy

Właśnie dokonałam szybkiej analizy kalendarza. To mój 82 dzień „z domu”. Ja wiem i cieszę się, że życie powoli wraca do normy, ale z perspektywy czasu uważam, że to był niesamowicie surrealistyczny czas. Te wszystkie „stracone” okazje – urodziny, święta, majówka, spotkania rodzinne i z przyjaciółmi. Nie wiem jak u Was, ale moje życie stało się cyfrowe – pracę spotykam w komputerze, przyjaciół na komunikatorach, a rodzinę w telefonie. Nawet moje ulubione restauracje od trzech miesięcy widuję tylko online. Oczywiście, jak pewnie każdy, za wieloma osobami/ rzeczami tęsknię. Mam też w głowie milion znaków zapytania – kiedy wreszcie zobaczę morze, za którym tak tęsknię? Jakie będą wakacje bez festiwali muzycznych? Jak zaplanować swój urlop, skoro właściwie wciąż nic nie wiemy? Była to dla mnie lekcja pokory – nagle okazało się, że są rzeczy, na które nie mam wpływu i właściwie mogę tylko z własnej kanapy kibicować takim osobom jak pablo_ck (Paweł, jeszcze raz dzięki! :-)), które były tam na zewnątrz, na pierwszej linii walki. Ale czy to był stracony czas? Nie sądzę. Każdego z nas wiele nauczył i myślę, że wielu z nas zrozumiało co tak naprawdę jest w życiu ważne. Ja z ręką na sercu przyznaje się – przestałam kompulsywnie kupować sukienki. 😉 Ba! Od trzech miesięcy właściwie żyję w dresach. Codziennie też poświęcam godzinę na telefony do osób, które potrzebują rozmowy z drugim człowiekiem. Przecież nie każdy został w domu z rodziną. Mam takie bliskie osoby, które te 82 dni spędziły same w domu. A jak jest u Was? Czego Was nauczył ten czas?

To oczywiście nie są tylko zmiany w moim życiu prywatnym. Pole zawodowe też obfituje w odkrycia. Pierwszym z nich jest to, że da się żyć bez notorycznych spotkań. Nagle okazało się, że projekty świetnie funkcjonują, jeśli prowadzi się je za pomocą maila/ telefonu. Nie potrzeba do tego dziesiątek narad i odpraw. Mam nadzieję, że akurat z tej lekcji wyciągniemy wnioski na przyszłość. 🙂 Nie uwierzycie, ale dzięki pandemii bywam też regularnie w domach moich kolegów i koleżanek z pracy. Co prawda wirtualnie, ale jednak wideo konferencje pozwalają mi poznać ludzi z zupełnie innej strony. Wiem jak wyglądają ich dzieci, poznałam psy, koty i współdomowników. To fajne. 🙂

Ale są takie rzeczy, co do których byłam wręcz pewna, że „zdalnie” nie są możliwe. I tu dochodzimy do sedna – plan zdjęciowy reklamy w czasach zarazy. I wiecie co? Da się! Szczególne sytuacje wymagają wyjątkowych rozwiązań. Z wielką radością donoszę Wam, że Orange z powodzeniem przeprowadził pierwszą filmową produkcję reklamową, w całości realizowaną zdalnie: od momentu briefu agencji, przez zdjęcia w dwóch różnych lokacjach, aż do etapu postprodukcji i wreszcie emisji. Mowa o najnowszej kampanii Orange na kartę. Jej bohaterowie spędzają czas epidemii w swoich domach, oddzieleni mnóstwem kilometrów, ale kolejny raz udowadniają, że Orange zbliża, cokolwiek by się działo! W kolejnym filmie nie tylko bawią słowną szermierką, ale nawet jedzą wspólnie obiad, a właściwie dwa obiady ‒ dzięki podwójnej porcji internetu w Orange na kartę.

Osoby odpowiedzialne kontrolowały cały przebieg produkcji online. Udało się zadbać nie tylko o bezpieczeństwo wszystkich zaangażowanych, ale również rozśmieszyć ich do łez, a przy okazji stworzyć wspaniały film.  Kampania ruszyła w piątek. 30-sekundowy film, który można obejrzeć w telewizji i internecie, jest wspierany przez działania w mediach społecznościowych i radiu. Orange przygotował ją we współpracy z agencją Leo Burnett Warszawa (kreacja), Busy Bee Film (produkcja), Studio Badi Badi (postprodukcja). Za udźwiękowienie odpowiada studio Lunapark. Reżyserował Daniel Jaroszek, a media kupił dom mediowy Initiative. Dajcie znać jak Wam się podoba i bądźcie zdrowi! 🙂

 

Udostępnij: Domowy plan zdjęciowy

Reklama

Wszyscy pomagamy

13 marca 2020

Wszyscy pomagamy

W Orange Polska przygotowaliśmy dla Was reklamę, która nie opowiada o nowej promocji. Zdziwieni? 😉 Wiem, to zdarza się rzadko, ale za to jest bardzo przyjemne. Chcieliśmy Wam pokazać, że każdy z Was robi masę dobrych rzeczy, pewnie zupełnie nieświadomie. A te dobre rzeczy robicie korzystając z naszych usług i za nie płacąc. Bo wtedy my część Waszych pieniędzy spożytkowujemy właśnie na te dobre rzeczy. I pisząc my mam na myśli Fundację Orange, która robieniem dobra zajmuje się już 15 lat! Ja bardzo jej za to dziękuję, bo sami wiecie, że dobra nigdy za dużo. I dziękuję też Wam za to, że jesteście i razem czynimy tę magię. 🙂 Co konkretnie robimy? O tym tu.

I tradycyjna garść informacji technicznych – spot w emisji od dziś. Zobaczycie go m.in. w telewizji i internecie. A kto pomógł nam w jego zrobieniu? Idea kreatywna przyszła do nas z  Mołdawii, gdzie tamtejsza Fundacja Orange robi również dobre rzeczy i chciała się tym podzielić ze swoimi klientami. W dopasowaniu kreacji do polskiego widza pomogła agencja Leo Burnett. Za produkcje odpowiedzialne było Tyrka Studio, postprodukcję Chimney i Lunapark. Reżyserię powierzyliśmy Marcinowi Filipowiczowi. A media kupiła agencja Initiative. Oczywiście nad całością prac czuwaliśmy my – dumny ze swojej fundacji zespół Orange Polska!

Wiedzieliście, że robimy razem tyyyyyle dobrego? 🙂

 

Udostępnij: Wszyscy pomagamy

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej