Oferta

Mikrofon Karaoke Technaxx MusicMan Elegance BT-X45 – test

14 lipca 2021

Mikrofon Karaoke Technaxx MusicMan Elegance BT-X45 – test

Nie każdy z nas ma imponujący talent wokalny i szczególne predyspozycje do bycia gwiazdą estrady, na szczęście jest mikrofon karaoke Technaxx. Oferuje efekt echa, który niweluje niedostatki aspirujących wokalistów i pozwala radośnie śpiewać do ulubionych utworów. Pomoże rozruszać domową imprezę, za jego pomocą można też ćwiczyć wokal przed lustrem.

Nie tylko mikrofon

Technaxx MusicMan Elegance BT-X45 to coś więcej niż mikrofon, bo ma dwa głośniki o mocy 5W i szereg dodatkowych funkcji. Można go używać na wiele sposób – jako zupełnie samodzielne urządzenie oraz bezprzewodowo połączone ze smartfonem, tabletem lub laptopem, może też współpracować ze sprzętem hi-fi.

Mikrofon Karaoke Technaxx MusicMan Elegance BT-X45

Wymiary MusicMana są zbliżone do typowego mikrofonu. Uwagę zwraca spora kostka z głośnikami, panelem sterującym i zestawem złączy. Kryje się w nim też bateria o pojemności 1000 mAh, która wytrzymuje do 8 godz. na jednym ładowaniu.

Mikrofon Karaoke Technaxx MusicMan Elegance BT-X45

Przeczytaj też: Lornetka z kamerą Technaxx TrendGeek TG-125 – test

Choć przycisków jest kilka, obsługa jest bardzo prosta. Po włączeniu możemy od razu korzystać z mikrofonu. Do dyspozycji mamy regulację natężenia efektu echa – jeśli potrafimy śpiewać, możemy je w ogóle wyłączyć, a jeśli zależy nam na dużym przetworzeniu głosu, które wybacza błędy i daje dużo radości, warto ustawić poziom maksymalny. Można też regulować głośność i wybrać źródło dźwięku zewnętrznego: Bluetooth, karta microSD lub wejście AUX. Przycisk włączania umożliwia dodatkowo rozpoczynanie i kończenie odtwarzania muzyki. Znalazła się też funkcja EOV, eliminująca głos wykonawcy w odtwarzanej piosence.

Mikrofon Karaoke Technaxx MusicMan Elegance BT-X45

Przeczytaj też: Smartfon muzyczny – który telefon do słuchania muzyki wybrać?

Karaoke w domu

Technaxx MusicMan Elegance BT-X45 najlepiej się sprawdzi, gdy podłączymy go przez Bluetooth np. ze smartfonem. Parowanie przebiega bezproblemowo, niezależnie od tego, czy korzystamy z urządzenia z systemem Android, czy iOS. Trzeba jednak pamiętać by mikrofon znajdował się w odpowiedniej pozycji i odległości od źródła dźwięku, by nie występowały zakłócenia. Funkcja EOV w tym przypadku działa niezbyt zadowalająco – gdy jest aktywna, po włączeniu piosenki ze Spotify czy YouTube’a nie tylko eliminowany jest głos artysty, lecz także duża część warstwy melodycznej. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest zainstalowanie jednej z aplikacji mobilnych do karaoke. Wtedy słyszymy samą melodię w pełnej krasie, a tego wyświetlany jest tekst utworu. Możemy się dzięki temu poczuć jak w prawdziwym klubie karaoke. Tego rodzaju apki zwykle pozwalają zapisać i odtwarzać nasze wykonanie, jeśli chcemy śledzić swoje wokalne postępy.

Karaoke – Sing Unlimited Songs Yokee

Przykładowe ekrany popularnej aplikacji Karaoke – Sing Unlimited Songs firmy Yokee

Przeczytaj też: Jak poznać nowych ludzi? Najlepsze aplikacje do zawarcia nowych znajomości

Do śpiewania i biesiadowania

Mikrofon karaoke Technaxx MusicMan Elegance BT-X45 nie jest oczywiście urządzeniem dla profesjonalistów. Znakomicie sprawdzi się jednak w amatorskich zastosowaniach. Nie tylko muzycznych, gdyż w trakcie domówki można dzięki niemu wcielić się w wodzireja, by wzmocnionym cyfrowo głosem zabawiać gości i zachęcać ich do rożnych imprezowych aktywności, choćby wznoszenia toastów.

Mikrofon Karaoke Technaxx MusicMan Elegance BT-X45

Przeczytaj też: Akcesoria, o których powinien pamiętać każdy gracz

W trakcie zabawy trzeba zachować odrobinę ostrożności, gdyż mikrofon nie jest wodoodporny. Jego wykonanie stoi jednak na wysokim poziomie. Poszczególne elementy są dobrze spasowane, metaliczna powłoka dodaje mu eleganckiego sznytu, a obudowa jest wzmocniona aluminium. Przyjemnie się go trzyma w dłoni i aż chce się z niego korzystać. Wbudowane głośniki może nie powalają mocą, ale grają czysto i w zupełności wystarczą, by zapewnić muzyczny akompaniament, jak i odpowiednio wzmocnić nasz głos.

Mikrofon Technaxx MusicMan Elegance BT-X45 jako gadżet do rozrywki zdaje test śpiewająco.

Sprawdź mikrofon Karaoke Technaxx MusicMan Elegance BT-X45 w sklepie Orange>>

 

Udostępnij: Mikrofon Karaoke Technaxx MusicMan Elegance BT-X45 – test

Oferta

Lornetka z kamerą Technaxx TrendGeek TG-125 – test

30 czerwca 2021

Lornetka z kamerą Technaxx TrendGeek TG-125 – test

Lornetka z kamerą Technaxx TrendGeek TG-125 to niedrogi i ciekawy gadżet, który przypadnie do gustu nie tylko amatorom ornitologii i fotografii. Lekka i prosta w obsłudze, umożliwia obserwowanie, fotografowanie i nagrywanie obiektów oddalonych nawet o kilometr. Czy warto ją kupić?

Okno na podwórze

Gdy powiedziałem znajomym, że będę testował lornetkę z kamerą, reagowali z uśmiechem, że służyć mi będzie ona do podglądania sąsiadów. Sam o tym nie pomyślałem, gdy dostałem urządzenie do rąk, a nawet gdybym miał takie zakusy, byłoby to utrudnione, gdyż za oknem widzę jedynie ulicę i biurowce. Mogłem zatem z szóstego piętra bloku bliżej się przyjrzeć przechodniom i otaczającej mnie architekturze. Bardziej fascynujące byłoby z pewnością korzystanie z lornetki do obserwacji przyrody. Miłośnikom przyglądania się życiu dzikich zwierząt w naturalnych warunkach taka lornetka bardzo by przypadła do gustu. Mam w rodzinie domorosłych ornitologów i zamierzam im podpowiedzieć, jak swoją pasję mogą rozwinąć za sprawą Technaxx TrendGeek TG-125.

Przeczytaj też: Akcesoria samochodowe w Orange

Lornetka z kamerą Technaxx TrendGeek TG-125 ze względu na niewielkie rozmiary wygląda trochę jak zabawka. Skojarzenie to jest na miejscu, bo z pewnością nie mamy tu do czynienia z profesjonalnym urządzeniem. Oferuje sporo możliwości, jednak należy mieć świadomość, że służy do zabawy właśnie. Kosztuje niewiele, nie spodziewajmy się więc fajerwerków oferowanych przez lornetki z kamerą o cenie kilkukrotnie wyższej.

Do obserwowania jeden krok

W pudełku oprócz lornetki znajdziemy kabel USB do komunikacji z komputerem i ściereczkę z mikrofibry. Do korzystania z Technaxx TrendGeek TG-125 potrzebne będą jeszcze dwie baterie AA i karta microSD (o pojemności do 32GB), których nie ma w zestawie. Lornetka nie uruchamia się bez włożonej karty microSD, bo nie ma własnej pamięci na zdjęcia i wideo.

Do dyspozycji mamy dwa przyciski. Lewy służy do włączania i robienia zdjęć, a prawy do kręcenia wideo. Możemy za pomocą pokręteł ustawiać ostrość i tzw. korektę dioptrii, dzięki której dostosujemy widok z lornetki naszego wzroku. Można też regulować rozstaw lornetki, w zależności od odległości między oczami użytkownika.

Przeczytaj też: Przydatne akcesoria do telefonu. Szkło ochronne i etui na smartfona

Obserwowanego obrazu nie można przybliżać lub oddalać – na stałe dysponujemy 10-krotnym przybliżeniem. Zgodnie z zaleceniem producenta odległość od celu może wynosić między 100 a 1000 metrów. Pole widzenia to 101 m na 1000 m.

Poruszające zdjęcia

Jakie są możliwości fotograficzne lornetki Technaxx TrendGeek TG-125? Na pierwszy rzut oka, zdjęcia wyglądają jak zrobione smartfonem sprzed kilku lat. Trzeba jednak pamiętać, że mamy tu 10-krotne przybliżenie, efekt jest więc porównywalny z tym, który osiągniemy robiąc zdjęcia topowym współczesnym telefonem z zoomem cyfrowym. Lornetka ma 1,3-megapikselową matrycę CMOS i robi zdjęcia w rozdzielczości HD 1280 x 960 pikseli. Do uwiecznienia rzadkiego gatunku ptaka lub wypasającej się sarny – na własny użytek lub do publikacji w serwisach społecznościowych – powinno wystarczyć.

Zdjęcie wykonane lornetką Technaxx TrendGeek TG-125:

Możliwość nagrywania wideo należy potraktować bardziej jako ciekawostkę lub prostą rozrywkę. Filmy rejestrowane są w rozdzielczości zaledwie VGA – 640 x 480 pikseli z 30 klatkami na sekundę, czyli na poziomie prostej kamery internetowej. Ale znów, pamiętajmy, dzieje się to z 10-krotnym przybliżeniem. Nie ma stabilizacji obrazu, więc mocno widoczne są drgania ręki, a podczas przesuwania obiektywu kontury nagrywanych obiektów potrafią falować. Uczucie nagrywania z bliska bardzo oddalonych obiektów potrafi być jednak fascynujące, a uzyskiwane wideo jest wystarczająco ostre, by oddać w miarę wiernie rejestrowaną scenę.

Przeczytaj też: Akcesoria, o których powinien pamiętać każdy gracz

Zapisane zdjęcie i wideo możemy łatwo odtworzyć i zapisać na komputerze, po połączeniu go z lornetką przez kabel USB. Z pomocą pewnego triku, opisanego w instrukcji, możemy dodać do tworzonych zdjęć datę i godzinę.

Technaxx TrendGeek TG-125 może umilić czas podczas wyjazdu na działkę lub spaceru po lesie czy parku. Osoby, które rozważają zakup lornetki z kamerą, mogą zacząć swoją przygodę z lornetkową fotografią właśnie od tego modelu, by po pewnym czasie, jeśli zapał nie minie, spróbować swoich sił z bardziej zaawansowanym i droższym urządzeniem.

Sprawdź ofertę lornetki z kamerą Technaxx TrendGeek TG-125 w sklepie Orange>>

Udostępnij: Lornetka z kamerą Technaxx TrendGeek TG-125 – test

Urządzenia

Co w gadżetach piszczy (37)

12 czerwca 2021

Co w gadżetach piszczy (37)

Gdy świat się szczepi i szykuje do wakacji, do mnie wpadają nowe gadżety. Nie ma więc co czekać – trzeba zaledwie nieco ponad miesiąc od poprzedniego odcinka opowiedzieć Wam o czymś nowym!

Dzisiaj bohaterami są: urządzenie wyjątkowo przydatne przy pracy w home office (a po powrocie tym bardziej), wyjątkowy laptop i – na koniec, jak zawsze – telefon z nieco większymi możliwościami.

Poly Studio P15 – Pokój konferencyjny tam, gdzie chcesz

Przyznam Wam szczerze, że nie mogę już się doczekać powrotu do biura! Nie na stałe – to se ne vrati i w mojej opinii bardzo dobrze – ale na kilka dni w tygodniu. Co jednak robić, gdy w domowym biurze trzeba zrobić poważne „telko”, a my nie lubimy siedzieć na tyłku na krześle, wolimy chodzić po pokoju? Lekarstwem jest Poly Studio P15.

To tzw. personal video bar, coś co z każdego pokoju zrobi profesjonalną salę konferencyjną (to drugie to już moje określenie, nie marketingowców). Produkt tak prosty w instalacji, że mój 12-letni średni syn nie miałby z nią problemu. Wyciągamy z pudełka belkę szerokości średniego monitora. Dokręcamy do niej przy pomocy integralnej śruby stopkę i cały zestaw nakładamy na górę monitora. Z dwóch kabli składamy zasilacz i podłączamy w odpowiednie miejsca. Drugi kabel z zestawu, dwustronny USB-C, podpinamy do belki i komputera. Doinstalowujemy oprogramowanie z linku na załączonej kartce. To wszystko.

I już przy pierwszym spotkaniu online widzimy dlaczego to tyle kosztuje… Żeby było jasne, w mojej opinii jest tego wart. Jednak kwota 599 dolarów spowoduje, że zwykły pracownik raczej sobie go nie kupi. Dźwięk testowałem chodząc po 14m2 sypialni. Zarówno kładąc się na łóżku dużo poniżej poziomu belki, jak i chowając się za szafą, poza potencjalnym zasięgiem mikrofonów. Nawet, gdy dopytywałem rozmówców, czy wszystko dobrze słyszą – nie mieli uwag.

Prawdziwy kosmos dzieje się jednak, gdy odsłonimy kamerę, obracając pierścieniem wokół niej. Być może w takich sprzętach to standard, ale Poly Studio 15 to pierwsza wideo belka, którą miałem. Otóż, gdy chodziłem po pokoju, kamera podążała za moją twarzą. Gdy ruszyłem, przechodziła na szeroki plan, by w momencie zatrzymania – zoomować na „nieco-więcej-niż” twarz. Fajnie to wygląda 🙂

Poza tym to bardzo ładne urządzenie, w stylistyce podobnej jak opisywane przeze mnie w marcu Poly Sync 20+. Jak dla mnie Red Dot Design Award 2021 w pełni zasłużone. Minusy? Jeden. Mojego laptopa ładuję przez USB-C, a dysponuje on niestety tylko jednym takim gniazdem. Na szczęście znalezienie odpowiedniego huba z dwoma gniazdami w jednym z sieciowych sklepów nie było problemem.

ThinkPad X1 Titanium Yoga – Laptop jak prom kosmiczny

Tytan, włókno węglowe i magnez. Masa niewiele ponad kilogram! Taki opis może się tyczyć wielu nowoczesnych gadżetów. Ale, żeby… laptopa?

Zacznę od minusów. Jedyna rzecz, do której można się w tym komputerze przyczepić to (co ciekawe, podobnie jak w poprzedniku) porty. A w zasadzie ich – niemalże – brak. 2 Thunderbolty/USB-C, gniazdo słuchawkowe i… tyle. Dodatkowe peryferia, pendrive ze starym USB, monitor – do tego wszystkiego potrzebny jest dodatkowy hub. Niektórzy powiedzieliby, że minusem jest też cena, ale ja uważam, że dobre rzeczy muszą swoje kosztować.

Poza tym ThinkPad X1 Titanium Yoga to komputer kompletny. Praktycznie niewyczuwalna masa (moja blokada rowerowa jest cięższa), obłędny ekran 2K Dolby Vision, świetne głośniki i mocna bateria. 16 GB RAMu i Intel Core i7 vPro. Ergo – sprzęt nie do zajechania. Do tego – moje bezpieczniackie ego zostało ugłaskane – komputer blokuje się automatycznie, gdy od niego odejdziemy. Mój wewnętrzny leniwiec też się cieszył :), bowiem wystarczyło otworzyć klapkę, by kamera Windows Hello rozpoznała mnie i odblokowała Yogę zanim zdążyłem odetchnąć. Szybki procesor i 16 GB RAM okazały się być opcją optymalną. Poza rozrywką używałem też komputera do rozbudowanego multitaskingu (MS Teams, przeglądarka, jedna-dwie maszyny wirtualne) – nawet nie kaszlnął ze zmęczenia.

Nową Yogę testowałem akurat podczas tygodniowego szkolenia online. Zdarzało się, że jadłem posiłki nie przerywając słuchania trenera, czy pilnowałem, by mój roczny berbeć nie zrobił sobie (przesadnej 😉 ) krzywdy, hasając po mieszkaniu. Ze zwykłym komputerem byłoby mega trudno. Myślałem, że to składanie się ekranu o 360 stopni to takie marketingowe bla-bla-bla, jednak doceniłem ten „gimmick” w sytuacji, gdy brałem Młodego na ręce i mogłem nachylić ekran pod dowolnym kątem, czy przy kuchennym stole, gdy mogłem zrobić z komputera tablet, dzięki czemu inni też mieli dla siebie miejsce. W ogóle pomysł z tabletem jest fajny, gdy trzeba komuś coś pokazać. Składamy komputer „odwrotnie” i używamy dotykowego ekranu. Klawiatura w takich sytuacjach głównie przeszkadza, tak samo jak przy oglądaniu filmu w zaciszu sypialni. Jakby nie działało WiFi, możemy skorzystać – z tym w komputerze jeszcze się nie spotkałem – 5G!

ThinkPad X1 Titanium Yoga to jednak przede wszystkim urządzenie mobilne. Do łatwego wyjęcia w dowolnym miejscu, szybkiego zalogowania, skorzystania albo z sieci WiFi 6 (na domowym Funboxie 6 śmigała jak szalona), czy też eSIMa (ale wtedy, gdy upgrade oprogramowania wprowadzi m.in. możliwość skorzystania z usług Orange Polska) i schowania do plecaka, czy nesesera.

Motorola Moto G100 – Are you Ready for?

Testując ostatnimi czasy kolejne smartfony Motoroli odniosłem wrażenie, że firma skupiła się na urządzeniach z niskiej i średniej półki. Flagowiec, bo tak pozycjonowany jest G100 zaskoczył mnie, gdy zobaczyłem jego reklamy. Czy zaskoczył w korzystaniu? I tak i nie.

Zacznijmy od klasyków, wspólnych dla wszystkich nowych Moto. Duża bateria (w tym przypadku 5 Ah, półtora dnia wytrzyma bez problemu), intuicyjna nakładka na niemal czystym Androidzie, wreszcie tryb Always-on z możliwością interakcji z aplikacji z poziomu ekranu blokady. I ekran IPS LCD („kinowe” 21:9, HDR10), co zdaniem wielu (LCD, nie proporcje) flagowcowi nie przystoi.

Oj tam oj tam. Nieprawda. Jasność, nasycenie, widzialność w słońcu, kolory – nie mam jakichś wielkich wymagań, widzę różnicę z Amoledem, ale nie jakąś straszną. Bardziej martwi mnie brak naprawdę-szybkiego-ładowania. Choć z jednej strony Samsung S21 Ultra obsługuje 25W (przy 20W Moto G100) to nie są rzadkością urządzenia wspierające nawet przeszło 67-watowe ładowanie. Inna sprawa, że bateria G100 bez problemu wytrzyma cały dzień, a podłączenie jej na noc pod kabel nie powinno stanowić problemu.

W aspekcie wydajności mówimy już o flagowcu, nawet mimo Snapdragona 870 (to nie jest wyścig na trzycyfrowe liczby, ma po prostu dobrze działać), wspieranego wciąż nie tak częstymi 8 GB RAMu. Te technikalia są istotne przy codziennym użytkowaniu, ale wyjątkowo ważne przy autorskiej platformie Moto Ready For, która debiutuje właśnie na pokładzie G100. Słyszałem wobec niej zarzuty zbytniej inspiracji Dexem, jednak staję w kontrze do takich opinii. Po podłączeniu telefonu dedykowanym kablem do telewizora poza opcją „mobilny pulpit” możemy też wybrać „telewizor”, „gra” lub „czat wideo”. Co czyni Ready For platformę nie li tylko dla geeków, ale też dla ludzi, którzy w delegacji, czy w hotelu chcą po prostu bez kombinowania obejrzeć film, zadzwonić komunikatorem do bliskich, czy nawet pograć na dużym ekranie hotelowego telewizora.

„Sekcja foto” to główny aparat 64 Mpix ze światłem f/1.7 i dwoma autofokusami, szeroki 16 Mpix, makro i czujnik głębi. Warto zaznaczyć obecność świecącej obwódki wokół obiektywu makro. Nie jest to mikroskop z Oppo Find X3 Pro, ale faktycznie często pomaga. Z przodu mamy nieco archaiczne rozwiązanie z dwoma obiektywami, normalnym i szerokokątnym. Wygląda ciekawie, ale widziałem już rozwiązania robiące to samo, z jednym obiektywem. Zdjęcia to też element, który od „flagowych flagowców” nieco odstaje. Jest dobrze, takie mocne szkolne 4.

Czy warto? Jeśli czujecie, że możecie skorzystać z Ready For – warto się przyjrzeć G100. Jeśli lubicie interfejs Motoroli (ja bardzo) i możecie pójść na pewne kompromisy w zakresie zdjęć – też. Ale w tym drugim przypadku poczekałbym nieco na promocję lub spadki ceny. A póki co zajrzyjcie do nas do sklepu – też mamy Motorole!

Udostępnij: Co w gadżetach piszczy (37)

Urządzenia

Moto G50 – #rzutokiem

17 maja 2021

Moto G50 – #rzutokiem

Najtańszy telefon z 5G! Ciesz się błyskawicznym reagowaniem (…) procesora Snapdragon 480! Przyznam się Wam szczerze, że gdy dotarło do mnie pudełko z Moto G50, te dwa hasła nie wywołały we mnie przesadnego entuzjazmu. Ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że niesłusznie. Przez 3 dni wykonałem w jego kierunku #rzutokiem i jest naprawdę dobrze!

5G za grosze

Rzecz jasna ja z takiego telefonu nie chciałbym na stałe korzystać, ale to dlatego, że mam spore wymagania względem smartfonu. Przez kilka dni testów jednak nie wywoływał we mnie ani trochę dyskomfortu, a jestem sobie w stanie dać uciąć prawą rękę przy samym ramieniu, że rzesze dzieciaków korzystałyby z Moto G50 z uśmiechem na ustach.

Zacznijmy od tego, że na wyświetlaczu budżetowej Motki pojawiają się znaki „5G”, co na tak niskiej półce cenowej (poniżej 900 zł w wolnej sprzedaży) wciąż jest rzadkością. 5G z jednej strony grające rolę „lansu na dzielni” (przypominamy, mówimy o młodzieży 🙂 ), przede wszystkim jednak działające sprawnie i szybko, co widać przy korzystaniu z internetu. Zarówno przy oglądaniu, jak i grach online. Na pewno to zasługa praktycznie „gołego” Androida 11, z lekka i intuicyjną nakładką Moto My UX. Włączanie latarki potrząśnięciem telefonu, czy wyciszenie rozmowy przychodzącej obróceniem go, wreszcie zrobienie screenshota za pomocą dotknięcia trzech rozczapierzonych palców – to tylko niektóre z Gestów Moto. Genialne w swojej prostocie, ale jakoś nikt na to nie wpadł.

Wydajność zaskoczyła

W aspekcie gier zacierałem ręce, szykując kąśliwe teksty na temat tego, jak Moto G50 radzi sobie z wymagającym wydajnościowo i graficznie PUBG Mobile. Nie przydały się na nic, bo Snapdragon 480 i (zaledwie!) 4 GB RAMu bez problemów uciągnęły tę produkcję. Jasne, że rozdzielczość 720p przy 6,5-calowym ekranie szału nie zrobi. Nie dość jednak, że wszystko było widać, to jeszcze nawet przy ostrych strzelaninach w pełnych grafik lokacjach nic się nie „haczyło”. Obraz rzecz jasna jakościowo odstawał od choćby Mi 11 Ultra, ale nikt chyba nie spodziewał się podobieństwa. Jest tak, jak spodziewałbym się po urządzeniu za taką cenę. Może nawet trochę lepiej, bo w „budgetach” do tej pory nie było paneli o 90-hercowym odświeżaniu.

Poza tym Moto G50 to taka klasyczna „Motka”, podobna choćby do testowanej przeze mnie ostatnio G30. W codziennym użytkowaniu – choć specyfikacja wydaje się wskazywać inaczej – wydaje mi się wręcz lepsza od droższego modelu. Z przodu odporne na zachlapania szkło bez informacji o modelu w specyfikacji, na bokach aluminiowa ramka, z tyłu opalizujący plastik. Do tego delikatne gumowe etui, ładnie zlewające się z telefonem, subtelne wystarczająco, by nie zwracać nań uwagi. To dobra i miła praktyka ze strony producenta, że w dzisiejszych czasach dodaje etui w zestawie do każdego telefonu. Generalnie Moto G50 przesadnie nie wyróżnia się wyglądem, ale nie miałem też poczucia – hmmm – toporności? Jest naprawdę przyzwoicie.

Moto G50, czyli bateria ponadprzeciętna

Ponad przyzwoitość natomiast na pewno wybija się bateria. Myślałem, że 2 dni bez ładowarki to takie marketingowe gadanie, tymczasem faktycznie – odpiąwszy telefon od prądu w środę ok. 7.30, bez doładowywania (nie miałem pokusy odłożenie na ładowarkę indukcyjną, tego luksusu w żadnej Moto nie uświadczymy 🙁 ), w piątek chwilę po 8 rano zobaczyłem, że bateria doszła do… 1 procenta.

Wow. Just WOW.

Gorzej będzie jednak z szybkim ładowaniem. G50 daje sobie radę maksymalnie z prądem 15W, ale dołączona do zestawu ładowarka da z siebie tylko 10. No ale skoro i tak starcza na ponad dwa dni, dłuższe ładowanie nie powinno stanowić problemu.

Aparaty – jak zawsze na tej półce cenowej – radzą sobie nieźle w jasnym świetle. Moto G50 na papierze dysponuje trzema aparatami

48 MP, f/1.7, 0.8µm, PDAF
5 MP, f/2.4 (makro), 1.12µm
2 MP, f/2.4 (ToF)

jednak de facto korzystamy tylko z głównego. Z oglądaniem nocnych fotografii – mimo dłużej naświetlającego trybu nocnego – poprzestałbym na ekranie telefonu. Dla codziennego dokumentowania życia, czy wrzucania na social media, bez problemu wystarcza. No wysepka z obiektywami jest malutka i subtelna, a to w dzisiejszych czasach coraz rzadszy – nomen omen – obraz.

Podsumowanie

Moto G50 koło flagowca może… stała na wystawie. Co do tego nie ma dyskusji. Ale od telefonu za sporo poniżej 1000 złotych nikt nie oczekuje fajerwerków. Ale 5G, genialna bateria, zaskakująco dobra wydajność i niezły jak na tę półkę ekran powodują, że warto przyjrzeć się temu smartfonowi. I czytnik odcisków palców z tyłu, na logo Moto – zamiast  Tym bardziej, że znajdziecie go w naszym sklepie nawet za 35 złotych miesięcznie!

Udostępnij: Moto G50 – #rzutokiem

Urządzenia

Testujemy TCL 20 5G

10 maja 2021

Testujemy TCL 20 5G

TCL 20 5G to telefon ze średniej półki, który bez żadnych problemów mógłby być moim podstawowym smartfonem. Fajnie jest mieć – a przynajmniej trochę potestować – flagowca. Wiedząc, że to kolejne urządzenie, do którego w żadnym miejscu nie da się przyczepić. Do TCL 20 5G przyczepić się da. Nie zmienia to jednak faktu, że w to urządzenie, które – biorąc pod uwagę możliwości i cenę – usatysfakcjonuje bardzo. A w paru kwestiach bardzo pozytywnie zaskoczy.

Od Alcatela do… ładnego telefonu

TCL 20 5G w całej okazałości

Najpierw rzut okiem na całość. Sama bryła robi wrażenie dość sporej. Mimo minimalnych różnic wydaje się znacząco większa np. od Oppo Find X3 Pro. Może to kwestia 206 gramów masy?

Tył bardzo ładnie opalizuje (podoba mi się przełamanie odcienia, przechodzące przez pionową, gustowną wysepkę z aparatami). Dopiero po postukaniu czuć, że jest… plastikowy. Do tego aluminiowa ramka i szkło (brak konkretnej informacji w specyfikacji), z naklejoną fabrycznie folią. Na dole głośnik mono, na górze gniazdo jack, z prawej strony przyciski głośności i włącznik (z czytnikiem odcisków palców, uwielbiam to miejsce). Z lewej dedykowany przycisk Asystenta Google. W końcu się przyzwyczaiłem i jeśli mam telefon w ręku, nie wygłupiam się, gadając do niego. To naprawdę ładny telefon. Wspominając Alcatele, poprzedników dzisiejszego TCL, widać jak długą drogę przeszła firma pod względem designu.

Wyspa z obiektywami TCL 20 5G

NXTVISION, czyli co?

Gdy spojrzymy na komunikację marketingową TCL 20 5G dominować wydają się kwestie wideo i ekranu. W ślepym teście nie powiedziałbym, że to średnia półka! 6,67-calowy wyświetlacz FHD+ o klasycznych już „niemal-kinowych” proporcjach 20:9 wspiera HDR10. Autorska technologia NXTVISION ma – według materiałów reklamowych producenta – zapewniać dokładność kolorów na nowym poziomie, wzmacniając ich nasycenie, czytelność i kontrast. No i ma też „tryb czytania”, w założeniu mający oszczędzać oczy niczym przy klasycznych książkach (czy raczej czytnikach e-booków). Puryści powiedzą: „Eeee, IPS, nie Amoled!”. A ja powiem, że naprawdę, jeśli nie mamy ekstremalnie wysokich wymagań, jest tak samo świetnie. Nie przytoczę Wam technicznych informacji o soczystościach, nasyceniach, bielach i czerniach –nie znam się na tym.

Mnie się po prostu na TCL 20 5G ogląda filmy z Netflixa, czy HBO GO równie przyjemnie jak na urządzeniach z wyższej półki.

Policzy kalorie na talerzu

Ponarzekam trochę w kwestii zdjęć, ale gdzieś te kompromisy muszą być, prawda? Tzn. nie jest aż tak źle. Głównej, 48-megapikselowej jednostce, nie można niczego zarzucić. Światło f/1.8, tryby super noc, portret (całkiem ładnie radzi sobie z rozmywaniem), slow motion do 8x (240 fps), długi czas ekspozycji, „zatrzymaj ruch” (czyli timelapse) i chyba najbardziej intuicyjny tryb pro, jaki widziałem w telefonach. Tajemnicza opcja „mnóstwo pikseli” to możliwość zrobienia zdjęcia w pełnym rozmiarze 48 Mpix (domyślnie mamy 8 Mpix 16:9 lub 12 Mpix 4:3). Sztuczna inteligencja aplikacji aparatu wspomaga też właściciela doborem parametrów w zależności od sceny (z dedykowanym trybem dla portretów). Po raz pierwszy spotkałem się z SI, oceniającą… liczbę kalorii w posiłku, którym obejmiemy obiektywem. Traktowałbym to jednak póki co jako ciekawostkę 🙂

Pozostałe aparaty… są. O ile ultraszerokokątny 118˚ w dobrym warunkach oświetleniowych faktycznie się przydaje, to 2-megapikselowy „super makro” szału nie zrobił. Obiektyw do selfie to standardowe 8 Mpix, tyle dobrego, że szersze niż standard. Czasem zdarza mi się robić selfie z synami, a kilku ich mam ;), więc im szerzej, tym lepiej!

Android czysty i przyjazny

Konfigurując TCL 20 5G obawiałem się dyskomfortu. Przesiadałem się nań z urządzenia teoretycznie o klasę lepszego. Faktycznie różnice czułem – przełączenie się ze Snapdragona 8xx na procesor z serii 6xx (690), szczególnie przy wymagającym PUBG, musiało być widoczne. Nie było jednak „przycinek”, utrudniających grę. Jakość grafiki była na tyle dobra, że wciąż widziałem czających się w krzakach wrogów 🙂 Pomyśleć, że kiedyś twierdziłem, że 6 GB RAMu to fanaberia… Oj nie, czuję, że z 4 gigabajtami nie byłoby tak dobrze.

Stawiam bitcoiny przeciwko orzechom, że pomogła w tym nakładka TCL UI („z pudełka” napędzająca Androida 10). To surowy, w zasadzie czysty Android. W wersji bardzo przyjaznej dla użytkownika (np. z listą ostatnich aplikacji, gdy wejdziemy w menu „Aplikacje”, czy podziałem aplikacji w „szufladzie” według kategorii). Żadnych niepotrzebnych ozdobników.

Podsumowanie

„Nie kupujcie flagowców, TCL 20 5G wystarczy!”

Nie sądzicie, że strzeliłbym sobie w stopę, wysuwając taką tezę na blogu operatora telekomunikacyjnego? 🙂 Oczywiście to przewrotna teza. Choćby dlatego, że choć o flagowcu (prawie) każdy marzy, jest wielu takich, u których to marzenie nie koreluje z zawartością portfela/konta. Takie telefony jak TCL 20 5G, ale także sporo innych terminali ze średniej półki sprawiają, że nie musimy czuć, jakby dużo nam brakowało. To telefon naprawdę dobry. W przypadku ekranu nawet dorównujący czołowym terminalom. Nie brakuje mu gniazda jack (przez które potrafi emitować dźwięki HiRes), ma wszystkie standardy WiFi, BT 5.1, nawet aptX HD. Do tego niezła 4,5-amperogodzinowa bateria (starcza bez problemu na cały dzień), ze wsparciem dla Quick Charge 4+ (niestety tylko 18W, ale – cóż – kompromisy).

Przez miesiąc używałem go jako mojego podstawowego telefonu. Ani razu nie pomyślałem: „A może go jednak odłożę, tam obok mam lepszy”. Jeśli też chcecie to sprawdzić – zerknijcie do naszego sklepu! Jeśli się pospieszycie, dostaniecie dodatkowo bezprzewodowe słuchawki TCL MoveAudio S150!

 

Udostępnij: Testujemy TCL 20 5G

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej