Sieć

Jak to działa #7 – pierwszy test 5G

12 września 2018

Jak to działa #7 – pierwszy test 5G

Orange i Huawei po raz pierwszy w Polsce uruchomiły testową stację bazową 5G poza murami laboratorium. Jestem niesamowicie szczęśliwy, że mogliśmy pokazać Wam te testy okiem blogowej kamery. A jest co, bo gdy rzuciłem przy jednym z kolegów, który brał udział w testach „W sumie to tworzymy tu historię” to odpowiedź była krótka: „wiem”.

Zapraszam do oglądania, zobaczcie jak się „robi” 5G, o testach możecie przeczytać także w komunikacie prasowym.

Testowaliśmy przede wszystkim to, w jaki sposób wysokie częstotliwości – 3,4 GHz, zbliżone do tych, na których pracować będzie w przyszłości sieć 5G w Polsce zachowują się w warunkach miejskich. Warunkach, gdzie sygnał stacji bazowej może być zakłócany przez inne urządzenia elektroniczne i gdzie liczne budynki nie ułatwiają zadania.

Im wyższa częstotliwość, tym to tłumienie, jak się fachowo nazywa jest większe. Zresztą pisałem już o tym kiedyś na blogu w tekście Częstotliwość częstotliwości nierówna. Obecnie najwyższą częstotliwością, którą wykorzystuje sieć mobilna jest 2600 MHz, czyli 2,6 GHz. Więcej – 5 GHz wykorzystuje obecnie na przykład domowe WiFi. Jednak sieć mobilna to nie domowy modem, lecz rozwiązanie, które musi obsłużyć tysiące urządzeń czasem na sporej powierzchni. Dlatego tak ważne jest przetestowanie jak to wszystko zadziała właśnie w mieście. Zresztą ten wątek pojawiał się nam także przy okazji testów, które prowadziliśmy z innogy.

Antena, którą wykorzystaliśmy w teście, dostarczona wraz z resztą sprzętu przez Huawei obsługuje tak zwane massive MIMO. Jeżeli pamiętacie tekst o MIMO 4×4 to massive MIMO to w zasadzie „prawie” to samo, tylko dużo, dużo bardziej. W środku takiej anteny znajdują się dziesiątki małych… antenek (nie ma lepszego słowa). Każda może nadawać do innego urządzenia w tym samym czasie.

P.S. Cieszę się, że odwiedziliśmy Gliwice jeszcze z jednego powodu. Po raz pierwszy mogłem zobaczyć słynną Radiostację Gliwicką. To kawał historii bądź co bądź telekomunikacji, a przy okazji najwyższa w Europie, a być może na świecie drewniana konstrukcja, wykonana z drewna modrzewiowego. Ma 111 metrów wysokości i robi wrażenie. Nie mogło jej zabraknąć w nagraniu 😉

Radiostacja w Gliwicach - blog Orange Polska

Mediateka

Udostępnij: Jak to działa #7 – pierwszy test 5G

Mediateka

Galeria zdjęć – pierwsze testy 5G poza laboratorium

12 września 2018

Galeria zdjęć – pierwsze testy 5G poza laboratorium

Zapraszamy do pobrania wysokiej jakości zdjęć przedstawiającej testy 5G przeprowadzone przez Orange Polska i Huawei w Gliwicach. Pozwoliły one przetestować sieć 5G w trudnych, miejskich warunkach. Więcej na temat testów można znaleźć w komunikacie prasowym: Orange Polska i Huawei testują 5G. Po raz pierwszy w warunkach miejskich. Na zdjęciach znajdziecie Państwo także modem stworzony przez Huawei, który obsługuje technologię 5G.

Udostępnij: Galeria zdjęć – pierwsze testy 5G poza laboratorium

Urządzenia

Telefon roku 2017

29 grudnia 2017

Telefon roku 2017

Rok zmierza ku końcowi, pora na gadżetowe, a raczej telefoniczne, podsumowanie, które publikuję już czwarty rok z rzędu. Dla zainteresowanych – wersje z poprzednich lat znajdziecie tutaj (2016), tutaj (2015) i tutaj (2014). A poniżej – jak co roku – najpierw przedstawię zwycięzców w moich własnych kategoriach, a na koniec moje smartfonowe Top 3 mijającego roku. Spostrzegawczy (albo ci, którzy spojrzeli wcześniej w linki) widzą, że kategorii jest nieco mniej. Dlaczego? Ciekawe jestem, czy odnosicie podobne wrażenie jak ja – że rynek po latach szaleństwa się uspokoił/znormalizował i coraz rzadziej pojawia się coś, co wyrasta ponad normę.

Design/muzyka/wideo: LG V30

Co zrobić, żeby smartfonowym wyścigu zbrojeń czymkolwiek jeszcze się wyróżnić? Przecież w zasadzie smartfony wszystko już miały? A gdyby tak spróbować zastąpić nimi profesjonalne urządzenia?

Znam przynajmniej jedną osobę z branży filmowej, która zobaczywszy LG V30 zrezygnowała z kupna iPhone’a, żeby „na w razie czego” mieć w kieszeni sprzęt, który pozwoli nagrać kilka scen i poddać je postprodukcji tak, jak przy zwykłej kamerze. Funkcja CineLog, taki „RAW dla filmowców”, generuje pozornie brzydki wypłowiały obraz, ale dzięki temu, że nie przycina go do możliwości ośmiobitowego kodeka, dostajemy znacznie więcej danych do postprodukcji. Profesjonalnym softem można z tego cuda wyczynić (bez niego też, bo mamy 15 predefiniowanych profili kolorystycznych)

No i muzyka! Doczekaliśmy się wreszcie QuadDAC w wersji LG dla Europy. Skoro nawet ja, człowiek bez słuchu, widz… tzn. słyszę różnicę, to co dopiero ci, dla których muzyka jest istotą życia? A przede wszystkim jest ślicznie. Aluminium i szkło, wąziuteńkie ramki, nawet CEO światowej firmy nie wstydziłby się odebrać rozmowy na V30. Jest olśniewająco i w zasadzie nie ma do czego się przyczepić (poza brakiem Androida 8). Dla mnie to telefon kompletny, taki Graal smartfonów.

Przedsprzedaż Huawei Mate 10 Lite w Orange

Aparat foto: Huawei Mate 10 Lite/Pro

Cztery aparaty w jednym telefonie? Tak jest – Mate 10 Lite od Huaweia to nie tylko dwie matryce (16 i 2 Mpix) z tyłu, ale też dwie trzynastomegapikselowe z… przodu! Żyjemy w świecie selfie i podobno są tacy, którym bokeh w przednim aparacie się przydaje 🙂

Już dawno nikt nie wyraża się o urządzeniach Huawei pogardliwie per „chińszczyzna…”? Znakomita pozycja na rynku firmy z pawiem w logo to w znacznej części zasługa świetnie wykonanych telefonów ze średniej półki. Mate 10 Lite to jeden z niewielu telefonów, z czterema aparatami! Z tyłu mamy duet 16+2 Mpix, zaś z przodu dwie 13-megapikselowe matryce. A to pozwala na sporo zabawy przed wykonaniem zdjęcia, oczywiście w trakcie, ale też już po jego zrobieniu. No i flesze z obu (!) stron. Mate 10 Pro to jeszcze dodatkowo chip wykorzystujący w odniesieniu do zdjęć możliwości sztucznej inteligencji – gdy tylko ta wersja wpadnie mi w ręce, podzielę się wrażeniami na blogu.

Dla kobiety: Sony Xperia XZ1 Compact

Wiem, wiem – powiecie, że szufladkuję. Ale z drugiej strony przyznacie, że gros kobiet, mając do wyboru listę smartfonów, weźmie ten najmniejszy! Choćby dlatego, że do torebki się zmieści, do garsonki, czy innego elementu garderoby wypychał nie będzie. I konsekwentnie, sezon po sezonie, okazuje się, że jeśli szukamy małego telefonu o parametrach flagowca, mamy do wyboru Sony albo… Sony.

Xperia XZ1 to niby „młodsza siostra” premium, ale mnie podoba się bardziej. Mniejsza, bez pretensjonalnego rzucania się w oczy, no i aluminiowa! No i ekran Full HD. Wcale nie „tylko” FHD – mniejsze koszty panelu, zużycie baterii też, a subiektywna jakość obrazu i wciąż świetna. A przede wszystkim dokładnie te same „bebechy”, co zwykła Xperia XZ, te same możliwości, co XZ Premium (w tym super slo mo 960 fps, predykcyjny autofokus, OIS, 13 Mpix do selfie). No i od samego początku Android Oreo. There’s only one winner 🙂

Samsung Galaxy Note 8

Dla biznesmena: Samsung Note 8

Patrząc pod kątem kategorii, Note 8 wygrywa dzięki… dodatkowi, czyli stacji dokującej DeX. Już w roli telefonu mamy do czynienia z absolutną błyskawicą – najszybszy Exynos i 6 GB RAMu robią swoje. Miezależnie od tego, ile i czego otworzymy. Magia zaczyna się, gdy włożymy go w DeXa. Otwieramy mały, okrągły „statek kosmiczny”, podłączamy HDMI, dopinamy LANa, mysz i klawiaturę i ze smartfona robi się komputer. Z ekranem tak wielkim, jak nasz domowy (albo hotelowy) telewizor i mnóstwem możliwości w środowisku „niby-PC”. Era post-PC to nie jest marketingowy bełkot. 30 sekund podłączania i mamy urządzenie klasy (i wydajności!) dobrego peceta. Z prezentacjami, XLSami, dokumentami tekstowymi, przeglądarką, itd. Laptop? Jaki laptop? Mobilność jest królem.

LG G6 w przedsprzedaży w Orange Polska

Średnia półka: LG G6

Bezramkowce – to zdecydowanie hasło roku 2017 jeśli chodzi o smartfony. Przez tyle lat się nie dawało, a nagle okazuje się, że… czemu nie? Można zrobić telefon, który na górze i na dole nie ma potężnych „pasów startowych”, a jeśli oglądamy na nim wideo w ciemnej sypialni to mamy wrażenie, jakbyśmy trzymali w rękach… sam obraz. I to nie byle jaki obraz – taki w standardzie HDR i w obsługiwanym przez coraz więcej aplikacji standardzie 18:9. Wow.

No i największa przewaga G6, który początkowo nieco przerażał ceną, ale gdy rynek szybko ją urealnił, w kategorii cena-jakość nie ma lepszego telefonu. I mam wrażenie, że długo nie będzie.

Tablet: brak

A to kategoria, której brak budzi mój wielki smutek. Zdaję sobie sprawę, że jestem jednym z niewielu, którzy regularnie korzystają z tabletów, ale naprawdę przy codziennej jeździe komunikacją miejską to najlepszy sposób na oszczędzenie czasu, który poświęcamy w domu na oglądanie seriali 😉 Tymczasem w ubiegłym roku w moje ręce nie wpadło nic nowego. Szkoda.

Urządzenia ubieralne: Garmin FR35

Garmin to dla mnie synonim zegarka biegowego, tak jak moja ś.p. Babcia zawsze, jak chciała odkurzać, mówiła „Misiu, podaj mnie elektroluks” 🙂 Gdy mój leciwy FR70, z paskiem do tętna i footpodem dokonał żywota, sięgnąłem po kolejny model z najniższej półki firmy z górą w logo.

Na szczęście najtańszy nie oznacza słaby, choć trzeba liczyć się z kompromisami. Czarno-biały ekran, brak dodatków ze sklepu, „wodotrysków” w rodzaju pułapu tlenowego – generalnie rzeczy potrzebnych zawodowcom. Ledwo wyczuwalne na nadgarstku 37 g zegarka z GPSem i nadgarstkowym pomiarem tętna, 5 predefiniowanych aktywności, przyzwoita koperta z tworzywa sztucznego, wymienne silikonowe paski i pełna opcji aplikacji Garmin Connect, taka sama, jak dla topowych sprzętów Garmina. Pozycjonowanie na dole portfolio nie musi oznaczać słabego sprzętu. To miłe.

Moje Top 3 2017 roku:

LG V30

Samsung Note 8

Sony Xperia XZ1

Udostępnij: Telefon roku 2017

Sieć

Dziwne konstrukcje przy Miasteczku Orange. Do czego będą służyć?

13 grudnia 2017

Dziwne konstrukcje przy Miasteczku Orange. Do czego będą służyć?

Jakiś czas temu przy Miasteczku Orange zaczęły pojawiać się dziwne konstrukcje. Nieco później zawieszono na nich kilka urządzeń – czujników i kamer. Zwróciły moją uwagę, lecz chwilę zajęło mi sprawdzenie do czego będą służyć. Okazało się, że to…. element testu. Tym razem nie chodzi o 5G czy IoT, lecz o projekt „Polska Winieta”.

Jeżeli jeździcie po krajowych autostradach znacie doskonale to uczucie, kiedy po bardzo sympatycznej, płynnej jeździe grzęźniecie na bramkach. Powstają tam korki zapewniające kilkanaście, a czasem nawet kilkadziesiąt minut wkurzającego podziwiania tablic rejestracyjnych samochodów stojących przed nami. Później już tylko przejazd przez bramkę, paniczne myśli „gdzie są moje drobne” i możemy ruszać. Oczywiście całość można załatwić szybciej, prościej i taniej. Wystarczy zamontować zestaw czujników, który będzie analizował każdy samochód, a następnie samodzielnie oceniał ile ma zapłacić kierowca. Najlepiej by było, gdyby po wszystkim wystawiał jeszcze rachunek.

Właśnie takim rozwiązaniem jest wspomniana „Polska Winieta”, która bierze udział w przetargu rozpisanym przez GDDKiA. To także nazwa konsorcjum składającego się z Comarch Polska, Orange Polska, Integrated Solutions oraz  BT Signaal.

Techniczna strona „Polskiej Winiety”

Całość będzie działać w oparciu o kilka współgrających ze sobą elementów. Z jednej strony będzie specjalna kamera ANPR (Automatic Number Plate Recognition), która odczytuje numery tablic rejestracyjnych i przesyła je do centralnego systemu. Z drugiej technologia GSM i GPS. Do tego dojdzie aplikacja mobilna, która pozwala kierowcom na sprawdzenie informacji o tym jak wygląda stan ich konta i wysokość opłat, które powinny być wniesione. Czyli wszystko szybko, sprawnie i mobilne.

Każdy użytkownik systemu będzie mógł zarejestrować się z wykorzystaniem aplikacji mobilnej. Wystarczy, że wprowadzi dane rejestracyjne swojego samochodu oraz skorzysta z bezpiecznego systemu płatności elektronicznej, przelewając środki na swoje konto lub wprowadzając dane karty kredytowej.

Po uzupełnieniu tych informacji i uruchomieniu aplikacji, system automatycznie rozpozna auto wjeżdżające na autostradę, parking lub do centrum miasta i zweryfikuje w systemie wszystkie dane. Przy wyjeździe system ponownie rozpozna numer tablicy rejestracyjnej i na tej podstawie obciąży konto odpowiednią opłatą lub ściągnie należność z zarejestrowanej karty kredytowej. Użytkownik za każdym razem otrzyma w aplikacji wiadomość o czasie przejazdu,  postoju oraz naliczonych opłatach. Oprócz tego, z poziomu aplikacji może przeglądać historię swoich opłat.

Co zamontowaliśmy przy Miasteczku Orange?

Teorię już znacie. Teraz czas na praktykę – czyli nasze testy. Ich podstawą w najbardziej fizycznym sensie są dwie bramownice, wyższe niż zwykłe, a także ograniczone do jednej strony drogi. Dzięki temu bez problemów przejadą pod nimi pojazdy wielkogabarytowe.

Może nie wyda się to Wam niczym ciekawym, ale to bardzo ważny szczegół. Pierwsza z bramownic znalazła się przy Miasteczku Orange, druga nieco w głębi, za budynkiem obok głównego wjazdu do parkingu podziemnego.

Do tej podstawy mocowane są kolejne urządzenia. Na bramownicy wjazdowej zamontowaliśmy kamerę ANPR. To dwuobiektywowa kamera pracująca w bardzo wysokiej rozdzielczości. Działa także w podczerwieni. Jej celem jest zapisanie danych samochodu, który właśnie przejechał przez bramkę. Potrafi ona także sklasyfikować rodzaj pojazdu. Kamera połączona jest poprzez sieć LAN i WAN z systemem centralnym, który zarządza „Polską Winietą”. Transmisja jest w pełni bezpieczna, bo szyfrowana.

Kamera systemu Polska Winieta

Do drugiej z kratownic – wyjazdowej, przymocowaliśmy nieco więcej sprzętu. Listę również rozpoczynają kamery ANPR. Kolejnym elementem jest Moduł DSRC (Dedicated Short Range Communication). Dzięki niemu możliwa jest obsługa dotychczasowej technologii pobierania opłat na polskich drogach. Umożliwia to szybkie,  sprawne i bezbolesne przejście na technologię zaproponowaną przez nas. Na bramownicy wyjazdowej zawiśnie także SICK. To moduł, który umożliwi klasyfikację pojazdów, biorąc pod uwagę jego rozmiar, liczbę osi, oznaczenia oraz to czy posiada przyczepę. Wykorzystujemy do tego radar i technologię laserową. W efekcie dostajemy trójwymiarowy model pojazdu. Oczywiście wszystko łączy się z siecią poprzez sieć LAN i WAN.

Kamera systemu Polska Winieta

Cały system ma także dwa nieco mniej widoczne elementy – system pozycjonowania GNSS (Global Navigation Satellite System) oraz system centralny. Pozycjonowanie GNSS to aplikacja, która umożliwia pobieranie opłat za zdefiniowane wirtualne odcinki płatne. Wykorzystujemy systemy lokalizacji satelitarnej (GPS, Glonass czy też Galileo). Z kolei system centralny odpowiada za zbieranie, przechwytywanie danych z modułów ANPR oraz GNSS, a następnie naliczanie opłat.

Poszukamy Wam parkingu

Uzupełnieniem wspomnianego rozwiązania jest również technologia nawigacji na wolne miejsca parkingowe, oczywiście w czasie rzeczywistym. Zmniejsza to ryzyko powstania korków na drodze, wspiera „inteligentną” komunikację poprzez przekierowanie ruchu tak, byśmy nie szukali miejsc parkingowych w nieskończoność, podczas gdy 2-3 przecznice dalej są miejsca, które od kilku godzin nie widziały samochodu. To także szansa by dodatkowo wesprzeć system parkingów P+R, czy odkorkować najbardziej zatłoczone miejscowości, choćby turystyczne.

Dygresja

Orange to przede wszystkim operator komunikacyjny. Bez dwóch zdań. Ale telekomunikacja coraz częściej wychodzi poza ramy obsługi połączeń między dwoma telefonami. Mamy sprawną sieć – zarówno mobilną jak i stacjonarną, więc korzystamy z niej na wiele innych sposobów. W końcu do obsługi systemu poboru opłat na autostradach, lamp ulicznych, czy liczników wody wykorzystywana jest ta sama sieć, dzięki której korzystacie z internetu i dzwonicie. Dlatego spodziewajcie się, że na blogu w kategoriach „oferta”, „innowacje” czy „sieć” coraz częściej będziemy pisać właśnie o takich rozwiązaniach.

Udostępnij: Dziwne konstrukcje przy Miasteczku Orange. Do czego będą służyć?

Oferta

Co na smartfona? Tysiące e-booków, audiobooków i czasopism w Czytelni Orange

13 września 2017

Co na smartfona? Tysiące e-booków, audiobooków i czasopism w Czytelni Orange

Wstępniaczek okolicznościowy

Na naszym blogu pisaliśmy dotąd o bardzo wielu zagadnieniach – sprawach i tematach, które Was interesują. Często piszemy o ofercie, sieci, tabletach i oczywiście smartfonach, które przyciągają najwięcej uwagi. Czegoś mi tu jednak brakowało. Wszystkie te rzeczy są bezdyskusyjnie bardzo ważne, ale chyba najważniejsze jest to, na co w efekcie nam pozwalają – co dzięki nim możemy zrobić i jakie potrzeby zaspokoić. Wobec tego, czym byłby nawet najlepszy smartfon, z najszybszym internetem gdyby nie… Aplikacje? To przysłowiowy temat rzeka – rzeka, która stale przybiera – płynie szerzej, a jej nurt jest coraz szybszy i tak już będzie. W naszym nowym cyklu – „Co na smartfona?”- spróbujemy wyławiać z tej rzeki co ciekawsze rybki i przyjrzeć im się bliżej. Zaczniemy od Czytelni Orange – aplikacji stworzonej przez Orange i Publio, ale będziemy się zajmować nie tylko naszymi i nie tylko mainstreamowymi aplikacjami. Mam nadzieję, że włączycie się w rozważania o aplikacjach, które warto mieć.

Czytać czy słuchać?

Na pytanie czy lepiej słuchać czy czytać najlepiej każdy odpowie sobie sam. Jak dla mnie – wszystko zależy od tego, czy mam wolne ręce i mogę czytać, czy robię coś, co wyklucza czytanie i pozostaje słuchanie. W każdym razie obie opcje są dla mnie czymś, co z całą pewnością musi zapewniać mi smartfon. Na rynku jest duży wybór możliwości – począwszy od aplikacji umożliwiających „bezpłatny” dostęp do teoretycznie wielkich zasobów, w których jednak trudno znaleźć to, czego się szuka (za to uprzykrzających czytanie reklam jest pod dostatkiem), po płatne – modelu abonamentowym lub zakupowym. Do tego grona właśnie dołącza…

Czytelnia Orange Ania - ilustracja

Czytelnia Orange

Aplikację stworzoną we współpracy z firmami developerskimi Unity S.A. i Better Software Group z Wrocławia znajdziecie póki co w Google Play, czyli na razie na androida. Wersja instalacyjna waży 25,6 MB, a po instalacji 50,97 MB. To nie tak mało, ale też praktycznie 10 razy mniej niż Facebook.

Po zainstalowaniu, zakładamy konto – rejestrując się z podaniem adresu e-mail i numeru telefonu w Orange. Na ten numer dostajemy kod weryfikacyjny, którym potwierdzamy własność numeru telefonicznego i to w zasadzie kończy procedurę. Od tej chwili mamy pełny dostęp do 28 tysięcy e-booków, niemal 3 tysięcy  audiobooków oraz około 350 tytułów prasowych oferowanych przez Publio.pl – jedną z największych polskich księgarni internetowych.

Aplikacja zapewnia bardzo przejrzysty dostęp do zasobów podzielonych na cztery główne zakładki – Ebooki, Audiobooki, Eprasa i Moje – o której za chwilkę. Każda z trzech pierwszych zakładek ułatwia wyszukiwanie ebooków, audiobooków i czasopism oferując ich podział na cztery kategorie: Nowości, Promocje, Bestsellery i Darmowe, których także i w Czytelni Orange jest spory wybór. Oprócz klasyki i lektur, wśród darmowych są też całkiem współczesne tytuły i czasopisma. Sam znalazłem kilka trafiających w moje… trochę nietypowe zainteresowania i całkowicie za darmo zacząłem od nich zapełnianie swoich „półek”, które oczywiście są w zakładce „Moje”.

W dalszym zapełnianiu półek z pewnością pomoże mi też wyszukiwarka pozwalająca na przeszukiwanie katalogu po tytule książki lub jej autorze, a także kryjący się pod pomarańczową kropką – rozbudowany katalog tematyczny. Wyniki , podobnie jak wszystkie przeglądane pozycje są prezentowane czytelną miniaturą okładki, tytułem i ceną.  Ich dotknięcie zabiera nas „głębiej” – do podstrony, na której możemy dowiedzieć się więcej o tytule, autorze, wydaniu, a także pobrać i natychmiast przeczytać bezpłatny fragment. Dodatkowo aplikacja podpowiada inne tytuły z przeglądanej kategorii oraz inne pozycje poszukiwanego autora – informacji jest sporo, ale są przejrzyście przedstawiane i selekcjonowane. Dzięki temu nie przeszkadza to, a pomaga w dokonaniu wyboru. Mamy wiec…

Wszystko pod ręką – zawsze

Fajną funkcjonalnością Czytelni Orange jest nie tylko to, że wszystkie kupione w czytelni pozycje są przechowywane w jednym miejscu, ale także to, że oprócz tytułów kupionych w czytelni, na półkę można wstawić także ebooki w formacie EPUB i PDF kupione w innych księgarniach. To działa także w druga stronę – każdego kupionego e-booka można jednym kliknięciem wysłać na swojego Kindle’a, co ważne nie zużywając przy tym transferu posiadanego w abonamencie, bo korzystanie z aplikacji nie pomniejsza pakietu danych.

Wróćmy jednak do czytania i słuchania w aplikacji. Kupione ebooki można zacząć czytać niemal natychmiast po zakupie – dodanie ich na swoją półkę a następnie otwarcie powoduje, że plik jest pobierany na smartfon, czy tablet i jego kopia jest dostępna niezależnie od tego, czy akurat mamy dostęp do internetu czy nie. Podobnie z audiobookami, choć tutaj trzeba się liczyć z zajmowaniem większego obszaru pamięci urządzenia, ale w końcu od czego są karty SD? No dobrze jak dotąd jest super, a teraz o pieniądzach…

Wygodnie, szybko i w dobrej cenie

Wspomniałem, że jedna z kategorii w katalogu głównym nosi nazwę promocje – to dobre miejsce dla tych, którzy mają w sobie zacięcie myśliwego i lubią cierpliwie polować na upatrzoną „zwierzynę”. Warto tu zaglądać co najmniej raz w tygodniu, bo promocje w Publio.pl zmieniają się regularnie i można w nich kupować o połowę, a czasem jeszcze taniej. Regularnie też pojawiają się nowości i oferty bestsellerów. Gorącymi nowościami są aktualnie „Oskarżenie” Remigiusza Mroza (do 26-go wyłącznie dla klientów Orange i Publio) oraz „Ania” Grzegorza Kubickiego i Macieja Drzewickiego – pierwsza autoryzowana przez rodzinę biografia Anny Przybylskiej.

Jak pamiętacie, przy rejestracji konta trzeba podać numer telefonu i potwierdzić jego posiadanie poprzez kod aktywacyjny. Ta niewielka komplikacja otwiera całkiem spore możliwości – przede wszystkim wygodnych i bardzo szybkich zakupów w aplikacji. Nie musimy wykonywać osobnych przelewów by zapłacić za kupione książki – należność jest automatycznie doliczana do rachunku za telefon lub potrącana z konta karty prepaid. Dzięki temu, niemal natychmiast mamy dostęp do kupionych pozycji i możemy zacząć czytać lub słuchać… Najlepiej za pomocą wbudowanego odtwarzacza, który podobnie jak czytnik – pamięta miejsce, w którym poprzednio przerwaliśmy słuchanie. Dzięki temu możemy zacząć słuchać dalej bez szukania miejsca, w którym ostatnio skończyliśmy.

Skoro wspomniałem o odtwarzaczu, słowo o czytniku. Generalnie jest dosyć prosty – nie ma tu zbyt wielu koniecznych do korekty ustawień, a mimo to jest całkowicie wystarczający (choć czytanie na tablecie czy smartfonie to nie to samo co na e-papierze w czytniku). Tekst jest wyskalowany zgodnie z ogólnymi ustawieniami naszego urządzenia i w efekcie,  jeśli nie mamy problemów z czytaniem treści w innych aplikacjach, w czytniku na pewno tez ich nie będzie.

Generalnie to cecha charakterystyczna całej aplikacji Czytelnia Orange – działa płynnie i jest bardzo intuicyjna. Zwalnia nas z konieczności grzebania w ustawieniach – chyba, że ktoś bardzo musi. Sam dostałem aplikację zaledwie wczoraj i beż żadnych pomyłek znajduje wszystko czego mi potrzeba. Z całą pewnością nie skasuję jej po napisaniu tego tekstu 🙂

Wisienka na torcie

Na koniec zostawiłem sobie jeszcze coś. Przygotowaliśmy dla Was jeszcze jedną fajną książkę – to wciągający kryminał Piotra Głuchowskiego – „Umarli tańczą” – z okazji otwarcia Czytelni Orange możecie go pobrać całkiem za darmo.

 

 

 

Udostępnij: Co na smartfona? Tysiące e-booków, audiobooków i czasopism w Czytelni Orange

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej