Oferta

iPhone XS: dla fanów marki i pięknych zdjęć

10 października 2018

iPhone XS: dla fanów marki i pięknych zdjęć

Działające bez zarzutu odblokowanie twarzą, czyli Face ID, przedni aparat robiący wyjątkowo ładne selfie, wyświetlacz OLED oraz łatwa obsługa jedną dłonią – to najważniejsze cechy nowego iPhone XS.

Od blisko dwóch tygodni w Orange Polska są dostępne najnowsze iPhony, XS i XS Max. Najwierniejsi fani Apple od razu pobiegli po smartfony kultowej marki. Jeśli jednak, podobnie jak ja, nie używacie na co dzień tych produktów, zobaczcie mój test i zdecydujcie, czy warto zacząć właśnie od modelu XS.

Testowałam mniejszy iPhone, o przekątnej ekranu 5,8 cala. W momencie, gdy większość producentów decyduje się ekrany o wielkości 6 cali, iPhone zdecydował się pójść pod prąd. Ma to swoje dobre strony – XS można łatwo obsługiwać jedną dłonią, co jest niemożliwe w przypadku drugiego premierowego modelu, iPhone XS Max. Czyli każdy znajdzie coś dla siebie.

iPhonie, powiedz przecie…

Już kilka dni po premierze iPhona XS, w sieci pojawiły się wzmianki o tym, że przedni aparat robi podejrzanie ładne selfie. Youtuberzy i influencerzy pisali o tym, że na zdjęciach ich twarz wygląda jak pokryta makijażem, albo wygładzona filtrem udającym pędzel malarski. Użytkownicy twierdzili, że tryb piękna, czyli „beauty mode” działa automatycznie i nie można go wyłączyć. Sprawa dorobiła się w mediach społecznościowych #beautygate. Czy nowy iPhone XS rzeczywiście upiększa selfie? Odpowiedź znajdziecie w moim video.

Wyjątkowy aparat, czyli Smart HDR

Nowy iPhone może pochwalić się kilkoma funkcjami, które na pewno przypadną do gustu fanom fotografii smartfonowej. Funkcja rozmywania tła na już zrobionym zdjęciu, smart HDR, dzięki któremu zdjęcia robione pod słońce nadal wyglądają pięknie, czy możliwość robienia zdjęć pod wodą sprawiają, ze iPhone XS staje się  konkurencją nawet dla lustrzanek.

Jeśli chodzi o wodoodporność, to XS ma najwyższą dotąd klasę wodoodporności – IP68, co oznacza, że wytrzymuje 30 minut, na głębokości 2 metrów.

Problemy z ładowaniem? Nie zauważyłam

Tuż po premierze iPhona XS i XS Max w sieci pojawiały się wzmianki, że oba modele mają problem z ładowaniem przy wygaszonym ekranie. W modelu, który testowałam, ten problem się nie pojawił. Apple przyznał jednak, że błąd występuje i szybko udostępnił nową aktualizację iOS 12.01, która rozwiązuje ten problem.

Który Kupić?

Jeśli nadal nie wiecie, który kupić, zobaczcie moje wcześniejsze testy.

Udostępnij: iPhone XS: dla fanów marki i pięknych zdjęć

Urządzenia

(Aktualizacja) Nowe iPhone wjechały

28 września 2018

(Aktualizacja) Nowe iPhone wjechały

Aktualizacja 29.09.2018 12:09

Mam jeszcze jedną dobrą wiadomość dla wszystkich fanów Apple. Od dzisiaj nie ma już SIM-locków na smartfonach iPhone kupionych w Orange. Chodzi zarówno o te, które czekają na Was w salonach, jak i te, z których już korzystacie. Dla modeli od iPhone 5 w górę wystarczy, że wejdziecie w zasięg Wi-Fi i SIM-lock zostanie zdjęty automatycznie. Dla starszych modeli niezbędne jest logowanie do iTunes.

Udanego weekendu fani Apple!

Nowe smartfony od Apple są już są w naszej ofercie – zarówno Xs Max jak i Xs. Jednego z pierwszych klientów udokumentował Wojtek na swoim Twitterze.

Znacie tego Pana ze zdjęcia?

Telefony z wystawy od rana wzbudzają zainteresowanie. Trudno by było inaczej wyglądają jak złoto, pracują świetnie, robią doskonałe zdjęcia. Żyć nie umierać. Ceny w Orange nie zmieniły się w stosunku do przedsprzedaży. Przypominając – ceny są bardzo dobre. Niektóre modele mamy taniej niż u producenta.

Przedłużenie umowy
iPhone Xs 64 GB 4979 zł na start 1999 zł na start 124 zł miesięcznie 0 zł na start 194 zł miesięcznie 0 zł na start 188 zł miesięcznie
iPhone Xs 256 GB 5729 zł na start 1999 zł na start 155 zł miesięcznie 0 zł na start 223 zł miesięcznie 0 zł na start 217 zł miesięcznie
iPhone Xs 512 GB 6719 zł na start 1999 zł na start 197 zł miesięcznie 0 zł na start 262 zł miesięcznie 0 zł na start 256 zł miesięcznie
iPhone Xs MAX 64 GB 5479 zł na start 2099 zł na start 141 zł miesięcznie 0 zł na start 214 zł miesięcznie 0 zł na start 207 zł miesięcznie
iPhone Xs MAX 256 GB 6229 zł na start 2099 zł na start 172 zł miesięcznie 0 zł na start 243 zł miesięcznie 0 zł na start 236 zł miesięcznie
iPhone Xs MAX 512 GB 7219R zł na start 2099 zł na start 213 zł miesięcznie 0 zł na start 282 zł miesięcznie 0 zł na start 275 zł miesięcznie
Nowi klienci
iPhone Xs 64 GB 4979R zł na start 1999 zł na start 124 zł miesięcznie 899 na start 157 zł miesięcznie 499 na start 167 zł miesięcznie
iPhone Xs 256 GB 5729 zł na start 1999 zł na start 155 zł miesięcznie 899 na start 186 zł miesięcznie 499 na start 196 zł miesięcznie
iPhone Xs 512 GB 6719 zł na start 1999 zł na start 197 zł miesięcznie 999 na start 225 zł miesięcznie 499 na start 235 zł miesięcznie
iPhone Xs MAX 64 GB 5479 zł na start 2099 zł na start 141 zł miesięcznie 999 na start 172 zł miesięcznie 599 na start 182 zł miesięcznie
iPhone Xs MAX 256 GB 6229 zł na start 2099 zł na start 172 zł miesięcznie 999 na start 201 zł miesięcznie 599 na start 211 zł miesięcznie
iPhone Xs MAX 512 GB 7219 zł na start 2099 zł na start 213 zł miesięcznie 999 na start 240 zł miesięcznie 599 na start 250 zł miesięcznie

A to nie wszystko, bo mamy także przecież nasz sklep z telefonami bez umowy, o którym ostatnio jest dość głośno. Tam ceny nowych telefonów z nadgryzionym jabłkiem w logo są bardzo dobre. Oczywiście to ceny na raty dla klientów z abonamentem w Orange Polska.

 model cena
iPhone Xs 64GB 4 900 zł
iPhone Xs 256GB 5 660 zł
iPhone Xs 512GB 6 700 zł
iPhone Xs Max 64GB 5 400 zł
iPhone Xs Max 256GB 6 140 zł
iPhone Xs Max 512GB 7 100 zł

Podobają się Wam te ceny?

Udostępnij: (Aktualizacja) Nowe iPhone wjechały

Oferta

Sprawdź smartfony w Orange zanim ulegniesz pokusie „Najniższej gwarantowanej ceny” na billboardach Play

27 września 2018

Sprawdź smartfony w Orange zanim ulegniesz pokusie „Najniższej gwarantowanej ceny” na billboardach Play

Wczoraj na Twittera wrzuciłem porównanie cen trzech telefonów, o których „najniższej gwarantowanej cenie” zapewnia nasza fioletowa konkurencja. Słabo sprawdzali. Klienci Orange, którzy chcą dokupić do swojej umowy dodatkowe telefony zapłacą za nie mniej. 

Szybkie porównanie wybranych cen – prócz waloru obalającego hasło konkurencji na billboardach – dało mi sposobność by jeszcze raz przypomnieć o naszym sklepie ze smartfonami bez umowy. Działa on od lipca br. Nasi klienci mogą dokupić w nim telefon bez konieczności zawierania nowego kontraktu. Raty to prawdziwe 0% (RRSO 0%). Ceny są bardzo atrakcyjne i je także porównaliśmy z propozycjami Playa. I tak powstała druga grafika, którą znajdziecie także w nagłówku tekstu. Tutaj, co prawda żadnych gwarancji już nie ma, ale i tak możecie sporo zaoszczędzić.

 

Ale to nie wszystko, bo na przykład ceny dwóch świetnych flagowców –  Huawei P20 Pro i iPhone X 64GB także prezentują się dużo lepiej naszej ofercie ratalnej niż u naszej  fioletowej konkurencji. Zapłacicie za nie odpowiednio 3 180 zł  i 4 400 zł. Dobrze prezentują się też ceny nowych iPhone XS i XS Max w przedsprzedaży.

 

Spore znaczenie dla wielu z Was może mieć także to, że klienci Orange nie muszą decydować się na kredyt konsumencki z banku. Dzięki temu wzięcie telefonu na raty od Orange nie obciąża Waszej historii kredytowej. Przy ocenie wiarygodności bierzemy pod uwagę to, czy płacicie regularnie rachunki.

Udostępnij: Sprawdź smartfony w Orange zanim ulegniesz pokusie „Najniższej gwarantowanej ceny” na billboardach Play

Bezpieczeństwo

Jak nie wygrać iPhone’a 9?

19 kwietnia 2018

Jak nie wygrać iPhone’a 9?

Jeśli trafia do Was informacja, że właśnie dostaliście nagrodę (mimo, że nie braliście udziału w żadnym konkursie), można w zasadzie założyć, że każdy zorientuje się, że to ściema grubymi nićmi szyta. Dlaczego w zasadzie? Ano dlatego, że statystyki CyberTarczy pokazują, że wielu z Was wchodzi w interakcję z tego typu witrynami! Być może, w co mocno wierzę, nie z własnej woli.

Wybraniec, czy frajer?

„Zostałeś wybrany, przetestujesz iPhone’a 9!”. Brzmi jak wielka sprawa, choć Apple nie uchyliło jeszcze nawet rąbka tajemnicy o swoim nowym smartfonie. W ostatnich kilku tygodniach obserwujemy wysyp tego typu witryn, który można by już określić mianem hekatomby. Nie musi to – na szczęście – oznaczać, że ktokolwiek z Was kliknął na swoim telefonie w linki na stronie z tytułowego obrazka. Czy raczej „kliknąłby”, bowiem klienci usług Orange Polska zamiast strony zobaczą ostrzeżenie o phishingu. Jednak mimo tego, iż staramy się Was ustrzec zanim padniecie ofiarą, warto się zastanowić, dlaczego zostaliśmy przekierowani właśnie na taki oczywisty scam? Rzetelne witryny i sieci reklamowe unikają tego typu rzeczy jak ognia (inaczej wpadają pod ostrze miażdżącej krytyki klientów). Można więc z dużym prawpodobieństwem założyć, iż wcześniej weszliśmy (świadomie lub przypadkiem) na witrynę, którą można określić mianem „szarej strefy” (i tu znaczące mrugnięcie w moim wykonaniu), bądź taką skupiającą się na sferze kontaktów, którą określamy mianem intymnej.

Zamiast dać iPhone’a 9 – zabiorą dane

Nie zrozumcie mnie źle, nikogo nie krytykuję i nie oceniam. Raczej – jak zawsze – staram się otworzyć Wam oczy i pomóc zdać sobie sprawę z tego, jak można ograniczyć ryzyko w sieci i niepotrzebnie nie kusić licha. Co jednak zrobić, gdy już je skusiliśmy, a strona, na którą zostaliśmy przekierowani, nie trafiła jeszcze do CyberTarczy (acz pracujemy regularnie, by blokować je zanim pojawią się na Waszych telefonach)? Przede wszystkim w nic nie klikać. To, co widzimy na ekranie telefonu, może być mylące i jedynie zasłaniać faktyczną schowaną treść, którą mamy kliknąć. Najlepiej zamknąć bezpośrednio okno przeglądarki. Zagrożenie, o którym piszę, usiłowało tylko wyciągnąć od nas dane i zgody marketingowe. Równie dobrze możemy jednak trafić na takie, które będzie chciało wykorzystać podatności przeglądarki, czy zainstalowanego oprogramowania, by „obdarzyć” nas malware’em.

Bo o tym, że nie macie niczego wpisywać, chyba nie muszę mówić? Każdemu z Was życzę wygrania iPhone’a 9 🙂 Ale tylko w konkursach, w których weźmiecie udział.

Udostępnij: Jak nie wygrać iPhone’a 9?

Urządzenia

Sceptyka tydzień z iSprzętami

14 kwietnia 2018

Sceptyka tydzień z iSprzętami

Choć od premiery iPhone’a 2G produkty Apple zawojowały rynek urządzeń mobilnych, mnie nieprzerwanie ciężko przekonać do produktów z jabłkiem w logo. Od zawsze korzystam z pecetów, używam smartfonów z Androidem i jest mi z tym dobrze. Nie potrzebuję zmiany. Gdy jednak nadarzyła się okazja, zdecydowałem się, by przez tydzień (z wyjątkiem godzin pracy i firmowego peceta) używać wyłącznie urządzeń Apple – MacBooka Pro z 15-calowym ekranem, 12,9-calowego iPada Pro i oczywiście iPhone’a, model 8 Plus.

Sprzęt warty pół samochodu

W zasadzie każdy z elementów tego zestawu już od początku robił wrażenie. Telefon – bo dostałem egzemplarz w kolorze… różowym, tablet – rany, jaki on jest ogromny, laptop… Cóż, o nim mógłbym pisać najwięcej. Lekki, smukły, idealnie spasowany, z niekończącą się chyba baterią – wiedziałem, że spodoba mi się najbardziej z testowanych sprzętów. No i wspominając o wrażeniach nie można zapomnieć o ostatnim, ale nie najmniej istotnym. Podpisując protokół wypożyczenia zdałem sobie sprawę, że wrzucając sprzęty do bagażnika podwoję wartość niespełna półrocznego służbowego samochodu. 20 tysięcy złotych (z czego mocno ponad połowa to MacBook). Zaskoczenie? Chyb… chociaż nie – po prostu zdecydowanie nie. Apple nie ukrywa, że swoje produkty pozycjonuje przede wszystkim w kierunku użytkowników biznesowych, dla których istotniejsza od kwoty do wydania jest jakość sprzętu i współpraca jego elementów w ramach ekosystemu. A tu nawet niżej podpisany zatwardziały pecetowiec/Androidowiec przyzna, że sadowniczy system nie ma konkurencji.

DEP, VPP i nie tylko, czyli magiczne akronimy

Na początek parę słów o tym, czego nie widać. „Napisz o DEPie” – usłyszałem, odbierając sprzęt do testów. O ile z punktu widzenia zwykłego użytkownika Device Enrollment Program to coś, co kompletnie go nie obchodzi, to – paradoksalnie – wielki plus całego ekosystemu. Na użytkowanie sprzętów mobilnych powinniśmy bowiem spojrzeć z dwóch perspektyw. Pierwsza to Twoja, czy moja, generalnie – zwykłego użytkownika. Dla nas sprzęt ma po prostu działać. Przy korzystaniu z urządzeń służbowych obowiązują oczywiście jakieś obostrzenia, polityki bezpieczeństwa, możliwość zdalnego wymazania, ale to generalnie problem administratora. To on, jak będzie musiał znaleźć telefon „Pani Hermiony z księgowości”, czy też zdalnie wymazać dane z tabletu „Prezesa Severusa”, to „coś sobie tam zainstaluje”.

Sęk w tym, że właśnie nie musi niczego instalować, a odpowiedniej konfiguracji można dokonać tak naprawdę już wtedy, gdy sprzęt zejdzie z linii w fabryce. Gdy my odfoliowujemy pudełko z naszym sprzętem, to wszystko jest już skonfigurowane. Zrobiło to na mnie spore wrażenie. Podobnie zresztą jak VPP, czyli Volume Purchase Program. Zainstalować aplikacje, najlepiej dedykowane dla różnych grup pracowników? Kupić X licencji i rozdystrybuować je po odpowiednich urządzeniach? Żaden problem. I nie wymaga to instalacji żadnego zewnętrznego softu. No i oczywiście konteneryzacja – pełne logiczne rozdzielenie treści prywatnych i służbowych, bez możliwości interakcji między nimi.

Jeden sprzęt z trzema ekranami

Dobra, marzenia administratorów firmowych sieci to jedno, ale jak się z tego wszystkiego na co dzień korzysta? Zanim zacząłem testy, słyszałem peany o pracy na „sprzęcie, działającym w ramach jednego, spójnego ekosystemu”. I tak jak niezmiernie mierzi mnie ostentacyjny marketing Apple, tak – cholera – to działa!

Możliwość odpisania na maila na dowolnym urządzeniu już od dawna nie jest dla mnie żadnym szokiem, ale obsługa SMSów z poziomu komputera to już coś, co zrobiło na mnie spore wrażenie. Głęboka integracja elementów ekosystemu – możliwość odpisania na wiadomość wysłaną na iPhone’a na klawiaturze MacBooka, intuicyjne odpalenie na iPadzie prezentacji przygotowanej na MacBooku, odebranie na komputerze rozmowy z telefonu, wrażenie, że wszystkie trzy urządzenia tak naprawdę stanowią jedność z trzema ekranami – to po prostu znacząco ułatwia codzienną pracę.

Touchbar rozwalił system

Jak wspominałem wcześniej, największe wrażenie z trzech testowanych urządzeń zrobił na mnie MacBook Pro. Aluminiowa obudowa, fakt, iż mamy do czynienia ze sprzętem cieniutkim i lekkim, bateria, która przy nieprzesadnym korzystaniu wytrzymała kilka dni… OK, to wszystko jest super, ale na mnie największe wrażenie zrobił… touchbar. Chwaląc się testami na Twitterze przynajmniej od kilku obserwujących usłyszałem, że „to przecież tylko gadżet”. No właśnie kurczę nie! Podszedłem doń bardzo sceptycznie, jak do wszystkiego, co wymyślone w Cupertino ;), a tymczasem korzystałem z jego funkcji od pierwszej minuty, przez cały okres testów. Menu kontekstowe na dotykowym pasku, przyjmujące odpowiedni kształt i funkcje w zależności od otwartej aplikacji to rzecz genialna w swojej prostocie. Youtube? Mamy przyciski obsługi wideo i możliwość płynnego przewijania paskiem, bez zasłaniania obrazu, bez przycięć, jak na sprzęcie do montażu. Spotify? Głośność i zmiany utworów. Office? Najpopularniejsze opcje, zależne od otwartej aplikacji. Google Inbox? Skróty do obsługi maila. Intuicyjne i oczywiste. Touchbar rozwalił system.

Profesjonalne rysunki bez kawałka papieru

Niemal 13-calowego iPada Pro potraktowałem bardziej jako ciekawostkę. Mam przyjemność być w gronie tych wyjątkowych ludzi, którzy od lat regularnie korzystają z tabletów, jednak dla mnie nawet 10 cali to za dużo, a ośmiocalowca używam do oglądania seriali w drodze autobusem do pracy. Tymczasem – ironia nieprzypadkowa, wybaczcie, ale nie mogłem się powstrzymać – ktoś, kto korzysta z iPada Pro raczej nie jeździ autobusem. Ten piekielnie drogi sprzęt, zwłaszcza w połączeniu z Apple Pencil, wyobrażam sobie przede wszystkim jako narzędzie pracy profesjonalnych grafików. Na ekranie mieści się nieporównywalnie więcej, niż na 8-calowym maleństwie, dokładamy do tego profesjonalny rysik, jedną lub kilka profesjonalnych aplikacji, parę/naście godzin/dni pracy i możemy zobaczyć dzieło sztuki, do powstania którego zużyto całe zero kartek papieru, ocalając przynajmniej jedno drzewo. Mój syn też trochę porysował, ale zdecydowanie bardziej podobało mu się granie w Clash Royale na ekranie wielkości mojego telewizora z lat wczesnego liceum 🙂

No i – last, but not least – iPhone. Z trzech testowanych urządzeń to z niego korzystałem najczęściej, acz nie ukrywam, że wtedy, kiedy mogłem, na SMSy odpowiadałem na komputerze, a filmy po dotarciu do domu „przerzucałem” na wielki ekran iPada. Nigdy nie ukrywałem, że gdy zastanawiam się nad telefonem dla siebie, pierwszy poziom wyboru to „Android albo… nie” 🙂 Nie zmienia to jednak faktu, że użytkownikom iPhone’ów zazdroszczę szybkości i płynności działania ich urządzeń. Model 8 Plus nie stanowił pod tym względem różnicy – niezależnie od tego ile i jak wymagających aplikacji otworzyłem, działał płynnie, a przy próbie przełączenia okazało się, że te otwarte wcześniej wciąż działają. Tak, wciąż brakowało mi możliwości ustawienia sobie na pulpitach takich widżetów, jakie chcę, ale jestem w stanie zrozumieć ludzi, którym to nie przeszkadza. Jeśli też jesteście w tym gronie 😉 – zajrzyjcie do naszego sklepu.

To może uzależnić

Tydzień z mobilnymi (no bo – było nie było – MacBooka da się bez problemu schować do plecaka) produktami Apple w zasadzie nie zmienił mojej opinii o produktach z Cupertino. Na pewno nie na gorsze 😉 Od kiedy pamiętam, byłem zdania, że kluczem do sukcesu sprzętów z nadgryzionym jabłkiem w logo jest ich współdziałanie ramach ekosystemu Apple. Gdy miałem okazję to sprawdzić, jedynie utwierdziłem się w takim przekonaniu.

O ile zwykłego użytkownika może boleć portfel, gdy dotrze do kasy, może mieć pewność, że dostanie sprzęt, który nie zawiedzie go przez długie lata, będzie bezpieczny (o ile sam nie złamie na nim zabezpieczeń), ale kluczem wydaje się być fakt, że te wszystkie urządzenia naprawdę działają razem jak jedno. To może uzależnić i przestaje mnie dziwić to, że są ludzie, którzy (czasami nawet na przekór rozsądkowi 😉 ) dokładają do swojego „parku maszyn” kolejne sprzęty z jabłkiem. I – choć Apple to wciąż nie moja bajka – kurczę, jestem w stanie ich zrozumieć. No i ten touchbar…

Sprzęt do testów otrzymałem dzięki uprzejmości firmy Cortland.

Udostępnij: Sceptyka tydzień z iSprzętami

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej