Bezpieczeństwo

Safer Internet po raz 13.

19 września 2019

Safer Internet po raz 13.

13 lat. To kawał czasu nawet patrząc przez pryzmat życia, a co dopiero cyfrowego świata i nowoczesnych technologii. Pierwsza edycja konferencji Międzynarodowej Konferencję „Bezpieczeństwo dzieci i młodzieży w internecie”, określanej potocznie jako Safer Internet, miała miejsce, gdy przychodził na świat mój starszy syn, który w tym roku kończy szkołę podstawową!

Garść cyber-historii

Ja akurat na Safer Internet przyszedłem po raz 10., tym niemniej mam okazję obserwować, jak przez lata ewoluowało spojrzenie nauczycieli i fachowców, zajmujących się bezpieczeństwem dzieci, na cyfrowe zagrożenia. A zmiana jest gigantyczna. Choćby dlatego, że w 2006 roku, gdy Safer Internet odbył się po raz pierwszy, nikt nie myślał nawet o systemie Android, którego pierwsza wersja, Apple Pie, miała premierę 23 września 2008! Smartfony, tablety – w życiu! O Facebooku dopiero coś tam się mówiło w USA (5 września 2006 ten mało znany serwis dopiero raczkował) i nikt nie marzył o kontaktowaniu się przez komunikatory. A teraz?

Ach, ta dzisiejsza młodzież

A teraz mamy choćby fake newsy. To nim właśnie swój keynote poświęcił dr hab Marcin Napiórkowski, zajmujący się m.in. badaniem popkulturowych mitów. Pamiętacie szokującą rodziców historie o zabawie w „słoneczko”, gdzie nastoletni chłopcy mieliby uprawiać losowo seks ze swoimi koleżankami ułożonymi w kształcie rzeczonego słońca? Głodne sensacji i klikalności media rzuciły się na takiego newsa (sex sells, od zawsze – niestety 🙁 ). Niestety nie zadały sobie trudu sprawdzenia, że jego źródłem jest licząca kilkadziesiąt lat miejska legenda i informacje z nierzetelnych for internetowych, kopiowane 1:1, z tymi samymi błędami ortograficznymi i składniowymi!

Lalka Momo? Gros światowych mediów wzięło informację o jej rzekomych ofiarach z brytyjskiego tabloidu „The Mirror”. Skąd o tym wiadomo? Bo gdy tamtejszy mediaworker znalazł plotkę w kolumbijskich gazetach, przepisując ją na swoich łamach popełnił literówkę w imieniu rzekomego rządowego oficjela (który okazał się samorządowcem z małego miasteczka). Tę samą literówkę można było potem przeczytać w każdym innym medium… W obu wystarczyłoby poświęcić zapewne maksimum godzinę na sprawdzenie innego źródła. No ale w dzisiejszych czasach liczą się kliki, prawda?

Powiecie: „Przecież to tylko fake newsy, co złego może się stać?”. Ano to, że przesuniemy punkt odniesienia. Przyzwyczaimy „plastyczne” mózgi młodych ludzi do rzeczy drastycznych (mimo, iż totalnie nieprawdziwych) i niejako „odczulimy” na faktyczne, istniejące problemy. Empatia? Zapomnijcie… A przy tym wszystkim będziemy wmawiać i im i sobie, że „kiedyś to było…” i, że „ta dzisiejsza młodzież”. Kto tak nigdy nie pomyślał, niech pierwszy rzuci kamieniem. A potem poczytać o pojęciu Juvenoi, ukutym przez socjologa Davida Finkelhora.

Młodzież nie jest problemem. I nie jest gorsza, niż za naszych czasów. Problemem jest świat, system i nie niebezpieczeństwo, którym się straszy, ale sam fakt straszenia.

„Gdzie są rodzice tych dzieci?”

Wystąpieniem, które mną wstrząsnęło był wykład Łukasza Wojtasika (na zdjęciu) z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Muszę się Wam do czegoś przyznać. Choć czytałem sporo tekstów o patostreamach, widziałem screenshoty, to dopiero na rozpoczynającym wykład Łukasza kilkuminutowym wideo zobaczyłem, co tam się dzieje…

Ciężko cokolwiek powiedzieć. Byłem świadom, że jest źle, ale nie, że AŻ TAK. Jedna sprawa to fakt, że komukolwiek chce się to robić, ale cóż – skoro jest popyt, to jest i podaż. A dzieci i młodzież, stanowiące znaczący odsetek widzów tego typu kanałów, potrafią płacić ich tfu-rcom swoje kieszonkowe, za to, że ci piją, obrzydliwie bluźnią, wymiotują, promują wśród małoletnich zachowania seksualne, używają przemocy…

Nas to szokuje, ale spora część młodych ludzi – jak wynika z badania FDDS – uważa, że to coś normalnego, a nawet śmiesznego (15% ogląda patostreamy regularnie, bo „w szkole trzeba być na bieżąco”! I tu aż się prosi, by wrócić do wykładu dr Napiórkowskiego i tego, iż młode mózgi oglądając regularnie tego typu zachowania zaczną je uznawać za normę… Nie dziwmy się potem, gdy widząc bandytę, kopiącego kogoś w biały dzień na ulicy, wyjmą komórkę i… nie, nie zadzwonią po policję. Zaczną wszystko streamować na żywo w mediach społecznościowych.

I o ile z jednej strony można oburzyć się na tupet bluzgających tfu-rców, bezczelnie odpowiadających na pytania o swoich małoletnich widzów: „A gdzie są rodzice tych dzieci?”, sami powiedzmy, czy nie mają choć trochę racji?

Czy wiesz, co robi w sieci Twoje dziecko?

Właśnie, rodzicu – wiesz? Czy zainstalowałeś mu oprogramowanie kontroli rodzicielskiej i puściłeś „na żywioł”? Czy żelazną ręką racjonujesz wydawanie smartfona, a na noc wyłączasz w domu WiFi? Czy siedzisz obok młodego człowieka zawsze, gdy korzysta z internetu?

Ja, zastanawiając się nad tym, co usłyszałem przez dwa dni konferencji Safer Internet doszedłem do wniosku, że ma idealnego rozwiązania. Czy raczej – żadne z powyższych nie jest dobre, do momentu, gdy nie zaakceptujemy, że internet jest częścią świata naszych dzieci. Limit wieku 13, czy nawet w niektórych przypadkach 16 lat do korzystania z niektórych aplikacji? Przecież to fikcja. Każdy z nas był kiedyś dzieckiem i wie, że zakazany owoc smakuje najlepiej i każdą formalną przeszkodę da się ominąć. Zamiast demonizować np. coraz popularniejszego w Polsce TikToka, po prostu zainstaluj aplikację, zobacz co tam się dzieje, na czym polega i obserwuj konto swojego dziecka. Nie musisz patrzeć mu przez ramię i analizować raportów z parental controla – wystarczy zapytać mimochodem, co fajnego dziś zobaczyło na Youtubie. Wielu z prelegentów na Safer Internet zaznaczało, że dzieci chętnie… uczą rodziców, wprowadzają ich w realia swojego świata, ciesząc się, że mogą podzielić się swoimi zainteresowaniami!

Mnie, dzięki tego typu rozmowom, udało się wyjaśnić moim synom na samym początku zainteresowania kontem czołowego niegdyś polskiego Youtubera, dlaczego jego tfu-rczość jest bezwartościowa i niewarta oglądania.

Bez nerwów, bez rodzicielskiej „spinki”. Oni naprawdę nie muszą rozumieć, że wyczyny niektórych tfu-rców na Youtubie to działania wyreżyserowane, obliczone na sensację i wyciągnięcie pieniędzy z donate’ów. Że seks, bliskość między ludźmi, nie jest tym, co widać na filmach pornograficznych (48% brytyjskich dzieci i młodzieży w wieku 11-16 lat miało styczność z takimi treściami!). Że niektóre z jakże modnych ostatnimi czasy „challenge’ów” mogą się skończyć wizytą w szpitalu, czy też stałymi przenosinami na cmentarz. No i wreszcie – jakimi jesteśmy wzorami, jeśli sami często nie potrafimy „odkleić” się od naszego smartfona?

Komu zabrać smartfon?

Podczas kończącej konferencję Safer Internet debaty, gdy przyszła pora na rady dla „cyfrowych rodziców”, podobnie jak przez ostatnie lata wielokrotnie padły propozycje o aktywnościach offline, o niekorzystaniu ze smartfonów w domu, pokazaniu świata poza internetem… A ja lubię stawać w kontrze do takich pomysłów i powiem: „Nie”. Nie musimy wracać do jazdy konno, skoro mamy auta, ale nie musimy też naszym „cyfrowym samochodem” wjeżdżać na stół podczas rodzinnego obiadu.

Piszę to od kilku lat, podsumowując Safer Internet, mówię to też rodzicom, podczas moich prezentacji. Nie demonizujmy internetu, nie demonizujmy technologii, nie bójmy się jej. Nauczmy się z nią żyć, postarajmy się, by wniknęła w nasze życie (tego nie unikniemy) na naszych prawach. Internet nie jest siedliskiem zła, Youtube jest pełen wartościowych treści, smartfon może się przydać do wielu ciekawych rzeczy, od szukania materiałów do zadań domowych, do budowania współpracy grupowej przy grze w Fortnite (tak, o nim też było 🙂 ). Bądźmy przy dziecku tak, jak byliśmy 13 lat temu i niech wie, że może na nas zawsze liczyć. Po prostu bądźmy przy nich, tak jak byliśmy w erze offline. A jeśli mamy komuś zabrać smartfon, to zacznijmy od siebie…

 

 

Udostępnij: Safer Internet po raz 13.

Bezpieczeństwo

„Nie mówmy – działajmy!”

21 września 2018

„Nie mówmy – działajmy!”

Właśnie tytułowa wypowiedź prof. Jacka Pyżalskiego najbardziej wbiła mi się w pamięć podczas 12. konferencji Safer Internet. Przez te wszystkie lata (a konferencję o bezpieczeństwie dzieci i młodzieży w internecie odwiedziłem już 9. raz) wyraźnie widać przesunięcie środka ciężkości z sieciowych zagrożeń, na współpracę, partnerstwo i działanie w internecie wspólnie z dziećmi. Czyżby wreszcie „zły” internet został odczarowany?

Gwiazda w klasie

Ciekawym doświadczeniem okazały się być wyniki badań pod kierownictwem prof. Pyżalskiego właśnie, w których przebadano przeszło setkę osób w wieku 13-18 lat, wykorzystujących internet w sposób określany jako „ponadprzeciętny”. Chodzi przede wszystkim o sieciowych twórców, którzy mimo młodego wieku gromadzą wokół siebie nawet kilkusettysięczne społeczności. Kiedyś „ryzykiem” dla nauczyciela mogło być najwyżej to, że do jego klasy trafi dziecko „kogoś znanego”. Teraz może się okazać, że w ławce siedzi młody człowiek, którego zna cała nastoletnia Polska.

Wyniki badań pozytywnie mnie zaskoczyły. Większość z młodzieży do „wzięcia się za siebie” zmotywowali rówieśnicy, bądź po prostu chęć samokształcenia i ekspresji. Znaczna większość z nich wie czego chce, zachowuje się profesjonalnie w sieci i poza nią, mając świadomość, że za popularnością idzie odpowiedzialność. A w centrum wszystkiego jest dla nich człowiek. Mocne słowa w ustach trzynastolatka, nieprawdaż?

Baw się ze mną, nie ze smartfonem

Wiedzieliście, że niedawno w Niemczech odbyła się manifestacja… dzieci w wieku wczesnoszkolnym, gdzie 70 maluchów niosło transparenty z takim przekazem, jak w powyższym śródtytule? Mnie to trochę – wybaczcie kolokwializm – zryło beret, między innymi dlatego, że sam nie rzuciłbym pierwszy kamieniem, mnie też zdarza się „uciekać w telefon”. 80% dzieci w wieku przedszkolnym dostaje po prostu tablet „na odwal się”, bo chcemy mieć więcej czasu dla siebie. Gdy dziwimy się potem, że dziecko nie ma z nami kontaktu, zastanówmy się co było przedtem? W większości przypadków jest jeszcze czas, by zamiast poświęcać się telefonom, ustalić w domu, że każdego dnia pewien czas poświęcamy sobie. Włączamy „tryb offline”. Lada moment rozpocznie się kampania społeczna firmowana przez NASK, Fundację Dajemy Dzieciom Siłę i Fundację Orange, sugerująca podjęcie 48-godzinnego „wyzwania offline”. Kto jest gotów na 48-godzinny cyfrowy detoks? To tylko dwa dni! Ja zbieram siły i myślę, że jeśli mam się wymądrzać, jak bardzo to pomaga, to muszę po prostu zacząć od siebie. Ale wiem, że łatwo nie będzie. Ale to naprawdę potrzebne, szczególnie w świetle badań, wskazujących, że dla 61% młodzieży smartfon jest sposobem na… zabijanie nudy. A to oznacza, że nie mając go pod ręką, mogliby sięgnąć po jakieś aktywności offline!

Internet po wielekroć niebezpieczny

Sporo czasu poświęcono podczas konferencji mediom społecznościowym, podkreślając potencjalnie związane z nimi ryzyka (o plusach tym razem tylko napomykając). Choćby kwestie prywatności – w dużych serwisach dotarcie do ustawień prywatności potrafi zająć nawet 30(!) kliknięć, do akceptacji warunków postawionych przez dostawcę wystarczy jeden. Anglojęzyczni określają to jakże trafnym mianem „deceived by design”. Efekt profilowania widać najlepiej, gdy zalogujemy się na znaną nam stronę w trybie anonimowym i często zobaczymy kopletnie inne treści! Jakie? Jak pokazuje doświadczenie, coraz częściej nieprawdziwe, takie, które mogą wpłynąć na nasze poglądy, a w efekcie nawet na wyniki wyborów… Korzystanie z mediów społecznościowych to również ryzyko, które we wstrząsający chwilami sposób pokazał Michał Marańda z dyzurnet.pl. Człowiek-skała, biorąc pod uwagę, że to do niego głównie trafiają materiały, dotyczące seksualnego wykorzystywania nieletnich. Nastolatki mniej lub bardziej świadomie kuszące niekoniecznie równolatków w absolutnie niedwuznacznych serwisach, a to wszystko okraszone niewybrednymi komentarzami sugerującymi, że oglądający chcą zobaczyć więcej. Cóż – ja chciałbym to raczej od-zobaczyć…

Nie jest dobrze…

…ale czy kiedykolwiek było? Na pewno krzepiące jest to, że rodzice chętnie rozmawiają z badaczami, nawet, gdy chodzi o długi, półtoragodzinny wywiad, za który nikt im nie zapłaci. Widać różnice – przynajmniej z punktu widzenia rodzica – w podejściu do dzieci 9-12 i 13-17 lat, gdzie faktycznie tym młodszym wolno wyraźnie mniej. Rodzice są świadomi zagrożeń, ale nie demonizują już wpływu sieci, zależy im po prostu na tym, by dzieciom pomóc.
Może nie będzie aż tak źle?

Udostępnij: „Nie mówmy – działajmy!”

Bezpieczeństwo

Cyberzagrożeń nigdy nie zabraknie (+analiza malware Orcus)

21 września 2017

Cyberzagrożeń nigdy nie zabraknie (+analiza malware Orcus)

Muszę się Wam przyznać, że po ostatnich dwóch tygodniach mam jakieś takie katastroficzne wizje. Generalnie jest źle, wszyscy nas śledzą, każdy chce zainfekować nasze komputery i nas wykorzystać w celach niecnych. Aha, a nasze dzieci w necie wpadają tylko na złych ludzi i fałszywe wiadomości. Taki jest efekt chodzenia na branżowe konferencje.

Zacznę od końca, czyli 11. Międzynarodowej Konferencji „Bezpieczeństwo Dzieci i Młodzieży w internecie”. Jeśli miałbym po niej wyciągnąć krótki jednozdaniowy wniosek, byłby to fakt, iż nauczyciele jako największe z cyberzagrożeń wciąż oceniają przemoc. Ja jednak bardziej zgadzam się z opiniami prof. dr hab. Jacka Pyżalskiego i Łukasza Wojtasika z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Obaj Panowie twierdzą, że rozdzielanie przemocy online i offline kompletnie mija się z celem. Jedno i drugie nie funkcjonuje oddzielnie, co więcej (to opinia, wynikająca z badań prof. Pyżalskiego) zdarzają się sytuacje, gdy ofiara w świecie online wchodząc do sieci, staje się sprawcą! Bo – to już moje wnioski – przecież tam jest anonimowość (lub przynajmniej jej pozory), bo nie widzę mojej ofiary twarzą w twarz, bo po prostu nie dostanę od niej w łeb (a przynajmniej nie od razu). We wtorek i środę obejrzałem sporo ciekawych prelekcji, odniosłem jednak wrażenie (jako stało gość konferencji, jej wielokrotny prelegent), że od kilku lat kręcimy się wokół własnego ogona, a dzieci i młodzież uciekają.

Bój się cyberzagrożeń

Gdybym miał wybrać prezentację, która najbardziej wbiła mi się w głowę tydzień wcześniej, podczas Security Case Study 2017 byłby to chyba występ Oleksija Jasińskiego z ukraińskiego ISSP Labs, traktujący o serii cyberataków na Ukrainę. Nie tylko dlatego, że Oleksij mówił po rosyjsku, a jego w pewnym sensie współ-prelegent tłumaczył to na angielski. Ba, nierzadko rozbawiał grupę starszych uczestników konferencji, wyłapujących szereg skrótów i uproszczeń. Przede wszystkim dlatego, że zdał nam wszystkim sprawę ze skali, poziomu ryzyk i nieuchronności ich wystąpienia. Wiecie, w sensie, że jeśli ktoś się na nas uprze, to nie ma siły, i tak da radę. Nie bez kozery „szef szefa mojego szefa”, Tomasz Matuła, odpowiedzialny w Orange Polska za infrastrukturę ICT i Cyberbezpieczeństwo na każdym kroku ostrzega, że nic wskazuje na to, by poziom cyberzagrożeń kiedykolwiek miał zacząć spadać. Niemal codziennie słyszymy, że przestępcy wykorzystują globalną sieć do wykradania danych lub działania na szkodę firm, instytucji a nawet krajów.

– To widać po statystykach CERT Orange Polska, który śledzi nieprzerwanie rosnące trendy – zaznacza Matuła. – W samym sierpniu zarejestrowaliśmy ponad 9 mld zdarzeń, obsługując średnio 45 poważnych incydentów bezpieczeństwa dziennie! – dodaje.

Jednym z popularniejszych zagrożeń w ostatnich miesiącach był RAT (Remote Access Trojan) znany pod nazwą Orcus. Przez ostatni czas bardzo dokładnie przyglądali mu się nasi eksperci. W efekcie możecie zapoznać się z całkiem sporą, 50-stronicową analizą jego aktywności i możliwości. Miłej lektury!

Udostępnij: Cyberzagrożeń nigdy nie zabraknie (+analiza malware Orcus)

Bezpieczeństwo

Lepiej najpierw zadzwonić

28 września 2011

Lepiej najpierw zadzwonić

Spora część użytkowników smartfonów – a na koniec roku w skali świata ich odsetek wśród wszystkich „komórkowców” przekroczy 30 proc. – nie zdaje sobie sprawy, że korzystanie z tego rodzaju urządzenia wymagania dbania o bezpieczeństwo w podobnej skali, jak w przypadku zwykłego komputera. Wystarczy jednak wyrobić w sobie kilka podstawowych przyzwyczajeń, by wyraźnie zminimalizować ryzyko.

O możliwych skutkach niefrasobliwości przy korzystaniu z mobilnej słuchawki wspominał podczas konferencji Safer Internet Andrzej Karpiński. Niezabezpieczanie delikatnych danych, instalowanie oprogramowania z niepewnych źródeł (podczas jednej z międzynarodowych konferencji dla „hardcore’owych” bezpieczniaków ponad połowa osób otrzymawszy na swoich telefonach informacje o aktualizacji systemu zainstalowała ją bez mrugnięcia okiem, po to by na koniec konferencji dowiedzieć się, że właśnie dali się oszukać…), nie aktualizowanie systemu (z legalnego źródła 🙂 ), klikanie linków i otwieranie podejrzanych stron internetowych – to tylko niektóre z przewinień użytkowników, które szeroko otwierają drzwi cyber-złodziejom…

Na przykład takim, jak twórcy botnetu SpyEye, przed którego zmasowanym atakiem na polskich internautów już w czerwcu ostrzegał TP CERT. Złośliwy program, wykradający dane autoryzacyjne do systemów bankowości elektronicznej, doczekał się „dodatku” na telefony komórkowe z systemem Android. Komputer zarażony przez SpyEye po wpisaniu adresów niektórych banków niejako zmusza użytkownika do ściągnięcia aplikacji, informując, iż korzystanie z niej jest warunkiem uzyskania dostępu do mobilnej strony banku. Aplikacja ma „zabezpieczać” jednorazowe kody SMSowe, potwierdzające transakcje. Oczywiście nic nie zabezpiecza, a kody trafiają do centrum kontroli botnetu. Tam dane dotyczące konta docelowego i kwoty mogą być dowolnie zmienione i oczywiście potwierdzone prawidłowym w tej sytuacji kodem.

Jak ustrzec się problemów? Część banków faktycznie proponuje klientom dedykowane aplikacje mobilne, nie spotkałem się jednak z sytuacją, by korzystanie z nich było warunkiem dostępu do konta. Ostrożności nigdy za wiele, więc po otrzymaniu takiej informacji warto zadzwonić na infolinię i poinformować o zdarzeniu. Nie zaszkodzi zerknąć tutaj, by dowiedzieć się, jak sprawdzić, czy przypadkiem nasz komputer nie jest zainfekowany bankowym trojanem. No i przede wszystkim nie instalować niczego, spoza Android Marketu, przede wszystkim jeśli dotyczy bezpośrednio naszych pieniędzy! Aplikacja wymaga bowiem interakcji – i niefrasobliwości – ze strony użytkownika, by dopiero potem narobić mu szkody. A jeśli mamy rezolutne dzieci, które wydają się znać nasz telefon lepiej, niż my sami, nie zaszkodzi też monitorować ich działania 🙂

Udostępnij: Lepiej najpierw zadzwonić

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej