Bezpieczeństwo

Stary scam, czyli przestępcy wracają do źródeł

21 maja 2020

Stary scam, czyli przestępcy wracają do źródeł

yak się czujecie w trzecim miesiącu dobrowolnej izolacji? Bo przestępcy chyba całkiem nieźle. Obserwując wpadające do nas zgłoszenia od internautów, no i rzecz jasna efekty pracy naszych automatycznych „strażników” odnoszę wrażenie, że koronawirus jako nośnik phishingu przestał już „grzać”. Źli ludzie internetu zorientowali się chyba, że ich scam jest szyte nićmi tak grubymi, że naprawdę bardzo niewielu dawało się na to nabierać.

Całe zło siedzi na Facebooku?

Oczywiście nie w rozumieniu „całego zła wszechświata”, tylko tego, co dociera do naszej CyberTarczy. Tydzień w tydzień, przeglądając statystyki wejść na strony informujące o phishingu, odnotowuję od przeszło 60 do 70-kilku procent internautów wchodzących na nie właśnie ze społecznościowego serwisu spod znaku wielkiego F. O co chodzi? Przykład możecie zobaczyć poniżej. Przykład mocno przewrotny, bowiem scam z Robertem Lewandowskim pojawił się jednemu z nas w treści… artykułu z Bezprawnika o podszywaniu się pod Orange Polska!

No to teraz – ręka w górę, kto widział coś takiego na Facebooku, ewentualnie na Youtubie? Postawiłbym bitcoiny (najlepiej te, które według scammerów zebrał „Lewy” 🙂 ), że co najmniej połowa z Was rękę podniosła. Celebryci, „zwykli ludzie”, policjanci – głównie takie osoby mają uwiarygodnić oszustwo, zazwyczaj polegające na tym, że skuszeni perspektywą zarobku wpłacamy „opłatę wstępną”, której potem oczywiście nie zobaczymy na oczy.

Strony o porwaniach to oszustwo (scam)!

Wciąż popularny jest niestety scam „na porwanie”. Toż cierpienie dzieci zawsze emocje wzbudzało zawsze, a liczba trafiających do nas domen dowodzi, że przestępcom kreowanie kolejnych zwyczajnie się opłaca. Czasami udaje nam się wejść na taki serwis zanim pokażą się na nim treści, dzięki czemu po nazwach katalogów widzimy na jakie „rynki” źli ludzie szykują oszustwo.

C0 potem? Zazwyczaj ofiara w emocjach albo udostępnia treść „na Facebooku” (de facto wpisując login i hasło na stronie przestępców), bądź instaluje „wtyczkę” niezbędną do oglądania rzekomego filmu. Rzecz jasna z „wkładką” w postaci trojana, czy nawet ransomware’u. Staramy się oczywiście być o pół kroku za przestępcami (czasami jak widać nawet przed) i w większości przypadków jeśli macie internet w sieci Orange Polska to nawet po infekcji Wasz komputer nie połączy się z serwerami botnetu, bowiem przeszkodzi mu CyberTarcza. Dlatego warto raz na jakiś czas (ja sam robię to kilka razy w tygodniu) wejść na stronę CyberTarczy i sprawdzić, czy nie zdarzyła się Wam chwila niefrasobliwości.

Wygląda więc na to, że przestępcy wracają do źródeł. Uważajcie i nie dajcie się oszukać. I pamiętajcie – jeśli wpadnie do Was coś ciekawego, wyślijcie to nam. Możecie pomóc innym internautom, jak Pan Zbigniew, do przeczytania historii którego zaproszę Was „po sąsiedzku” na stronę CERT Orange Polska.

Bądźcie zdrowi.

Udostępnij: Stary scam, czyli przestępcy wracają do źródeł

Bezpieczeństwo

Niby-SmartCare, czyli złodziej o wyjątkowym tupecie

2 stycznia 2020

Niby-SmartCare, czyli złodziej o wyjątkowym tupecie

Witajcie w Nowym Roku! Chciałbym powiedzieć, że życzę Wam, żeby był bezpieczny, a przestępcom, żeby [cenzura]. Ale nie oszukujmy się – przestępcy nie odpuszczą, bezpieczniej nie będzie, a to, czy Wy nie dacie się oszukać, zależy od Waszego zdrowego rozsądku.

Zapłać, by zrezygnować

Przed świętami Zaufana Trzecia Strona i Komputer Świat ostrzegły przed wyjątkowo bezczelnym atakiem, podszywającym się pod usługę Smart Care. To również nazwa jednej z usług Orange Polska, pozwalającej na naprawę wyświetlacza lub dowolnego z podzespołów telefonu, dającej nam spokojne nerwy za odpowiednio 9,99 i 15,99 złotych miesięcznie. No chyba, że złapiemy się na opisywany w tekstach atak, wtedy wszystko może nas kosztować znacznie więcej. Co prawda na stronie nie ma ani logotypu Orange Polska ani nazwy firmy, ale – jak wskazują komentarze w internecie i zgłoszenia, które do nas trafiły – wielu internautom ta nazwa automatycznie kojarzy się z naszą usługą.

Pokrótce, bo nie ma sensu kopiowanie tego, co inni już napisali. Najpierw do potencjalnej ofiary trafiał SMS o rzekomo aktywnej usłudze SmartCare, z datą naliczenia kolejnej opłaty. Po kliknięciu w link (oczywiście już zablokowany przez CyberTarczę) wchodziliśmy na stronę, informującą nas o opłacie w wysokości… 59,99 miesięcznie (czyli tyle, ile w naszej tańszej wersji kosztuje pół roku).

Co zrobić, żeby „zrezygnować”? Tu przestępcy okazali się być mocno przewrotni, okazuje się bowiem, że w tym celu musimy… zapłacić, za rzekome dotychczasowe korzystanie z niej. Zostajemy przekierowanie do systemu szybkich przelewów SmartPay (ktoś kiedyś o czymś takim słyszał?), wybieramy bank, wpisujemy login i hasło (przestępcy musieli się bardzo spieszyć, bo nawet nie próbowali podłożyć ekranu logowania do banku), potem jeszcze tylko… PESEL i nazwisko panieńskie matki, przepisać kod z wiadomości głosowej i już, mamy „spokój”. Tylko, że niekoniecznie ze „SmartCare”, a raczej ze wszystkimi pieniędzmi na koncie.

Pomyśl, zanim wpiszesz/klikniesz!

Większość z czytelników, którzy korzystają z bankowości mobilnej, zorientowało się zapewne, z jak toporną próbą oszustwa mamy do czynienia. PESEL i nazwisko panieńskie matki to – przynajmniej w przypadku banku, z którego usług korzystam – dane niezbędne do… aktywacji aplikacji. I o ile jestem świadom, że generalnie internauci potrzebują ciągłej edukacji w zakresie cyberzagrożeń,

nie potrafię sobie wyobrazić nikogo, kto rezygnując z usługi ochrony wyświetlacza bezmyślnie wpisze w internecie kod, słysząc uprzednio: „Rozpoczynasz proces łączenia aplikacji mobilnej ze swoim kontem w [tu nazwa banku]”!

Nici, którymi to oszustwo jest szyte, są tak grube, że dałoby się nimi łatać rozsypujące się domy!

Co robić? Przede wszystkim z założenia nie wierzyć niczemu, co każe nam podjąć szybkie aktywności, związane z wydaniem jakichkolwiek pieniędzy. Dokładnie przeczytać treść każdego SMSa tego typu, każde słowo na zmuszającej nas do czegokolwiek związanego z finansami stronie internetowej. No i pamiętać o trzech najważniejszych zasadach korzystania z bankowości elektronicznej:

  1. Login i hasło wpisuję wyłącznie na stronie mojego banku
  2. Login i hasło wpisuję wyłącznie na stronie mojego banku
  3. Login i hasło wpisuję wyłącznie na stronie mojego banku

(oczywiście uprzednio sprawdziwszy w pasku adresu, czy to aby na pewno ona (pamiętając, że np. duże „i” wygląda tak samo jak małe „el”)

Powiązane z kampanią podstrony już nie funkcjonują, hostownie zareagowały błyskawicznie, zawieszając serwujące je konta. Głównej strony rzekomej usługi, hxxp://smartcare.xn.pl/, w sieci Orange Polska nie otworzycie (blokuje ją CyberTarcza) przekierowuje na witrynę z szybkimi pożyczkami, mocno niepochlebnie ocenianą w różnych miejscach sieci.

Nie dajcie się złapać na takie oszustwa. I pamiętajcie, iż to, że ten atak okazał się być mocno toporny, nie oznacza, że następnym razem przestępcy nie postarają się bardziej.

Udostępnij: Niby-SmartCare, czyli złodziej o wyjątkowym tupecie

Bezpieczeństwo

SMS z nagrodą? To wyłudzenia!

21 listopada 2019

SMS z nagrodą? To wyłudzenia!

Dziś tylko krótkie i zwięzłe ostrzeżenie, bez felietonowych przemyśleń. MediaMarkt, Rossmann, Samsung – to trzy marki będące ofiarą najnowszych SMSowych prób wyłudzenia, trafiających do CERT Orange Polska.

„Odbierz swoją nagrodę”

Aż dziw, że ktoś się na to jeszcze łapie, ale z drugiej strony to dowód na to, że internautów trzeba nieprzerwanie edukować.

Od: MediaInfo
Treść: Przypominamy: 10/11/2019 oglosilismy liste zwyciezcow (Twoje miejsce: 4). Odbierz swoja nagrode od MediaMarkt: [link]

To jeden z kilku SMSów, który trafił do nas w czwartek, „nadawcą” części z nich była też ulubiona ostatnimi czasy firma scammerów, Rossmann. Po kliknięciu trafiamy na przygotowaną w odpowiednich firmowych kolorach, z właściwymi logo, stronę. Po wypełnieniu składającej się z trzech pytań ankiety rzecz jasna „wygrywamy”, choć dopiero pod drugą zdrapką kryje się Samsung Galaxy S10+. Kto by nie chciał topowego smartfona za marne 9 złotych za wysyłkę? No właśnie…

To tylko loteria…

…za już nie takie marne 290 złotych miesięcznie. Wszystko jest „zgodne z prawem” – a przynajmniej balansuje na cienkiej, zawieszonej nad przepaścią linie z napisem „wyłudzenia”. Na stronie gdzie pozostaje nam tylko wypełnić dane „do wysyłki” i podać dane karty płatniczej, szaro na czarnym czytamy m.in.:

„Wszyscy nowi klienci biorą udział w loterii (…) Ta oferta (9 PLN) obowiązuje z trzydniowym okresem próbnym w usłudze subskrypcji (…) Po upływie okresu próbnego Twoja karta kredytowa będzie obciążana comiesięczną opłatą za subskrypcję (290 PLN) (…)”. No to wiemy, gdzie leży pies pogrzebany! Co ciekawe, przes… – przepraszam, nie przestępcy, cwaniacy – dalej zaznaczają:

„Aby wziąć udział lub wygrać, nie trzeba kupować (podkreślenie moje). Zakup nie zwiększy Twoich szans na wygraną, możesz zarejestrować się za darmo tutaj”.

Nie złapcie się na wyłudzenia!

Uważajcie, bo niestety nie wszystkie takie witryny możemy blokować (przecież wszystko jest dokładnie wytłumaczone i każdy nieuważny popełnia niefrasobliwości z własnej woli). Możemy tylko ostrzegać, byście nie wierzyli w przesadnie dobre okazje i dokładnie wszystko czytali. Tym bardziej, że zdarzają się też takie „konkursy”, gdzie w rogu widnieje tykający zegar, odmierzający czas do końca „wyjątkowej promocji”.

Lepiej kupcie u nas 🙂

Udostępnij: SMS z nagrodą? To wyłudzenia!

Bezpieczeństwo

Porwanie dziecka? Raczej pieniędzy… Waszych przyjaciół

14 listopada 2019

Porwanie dziecka? Raczej pieniędzy… Waszych przyjaciół

Facebook. Głównie on, ale też mój ulubiony Twitter, Instagram, ponoć jeszcze TikTok, a nawet wydający się dogorywać Snapchat. Czym byłoby nasze życie w erze internetu bez mediów społecznościowych? Jak to tak – wyjść na dwór, jak zwierzęta? Poznać kogoś… żywego? Spojrzeć mu w oczy? Nie godzi się!

Żarty żartami, ale faktycznie w dzisiejszych czasach spotkać kogoś, kto z założenia nie korzysta z social mediów to wyjątkowa rzadkość (choć mnie się udało 🙂 ). A skoro tak wiele z nas wybiera cyfrowe interakcje, stoi przed nami coraz większe ryzyko, że spotkamy tam przestępców. Co i jak mogą nam zrobić i czy możemy tego uniknąć?

Nagie fotki i porwanie

Choć najczęściej spotkacie mnie na Twitterze, z pewnych względów mam też rzadko używane, z malutką liczbą znajomych, konto na Facebooku. I to właśnie zaglądając na serwis z niebieskim F zobaczyłem wyskakujące okienko Messengera.

Trafiliście kiedyś na coś takiego? Swego czasu tego typu wiadomości były ponoć równie częste jak te faktycznie wysyłane przez nadawców (trochę przesadzam, wiem 🙂 ), ale przez ostatni czas aktywność przestępców spadła. Scam „na fotki” akurat już się opatrzył. Statystyki blokowanych przez nas stron wskazują, że od kilku miesięcy w opinii przestępców większe emocje internautów wywołują wiadomości, których tematem jest porwanie dziecka. Sensacyjne, wywołujące emocje tytuły, na witrynach przygotowywanych tak, by udawały strony popularnych krajowych mediów mają przekonać ofiarę… właśnie, do czego?

Panie, kto sprawdza adresy?

W znaczącej większości przypadków do kliknięcia „podziel się” i zalogowania na… Nie, nie na Facebooku. Strona, na którą wtedy przejdziecie, będzie do złudzenia przypominać witrynę logowania do największego serwisu społecznościowego, z jedną „drobną” różnicą – paskiem adresu. Przestępcy liczą na to, że kierowani emocjami i koniecznością podzielenia się informacją ze znajomymi (przecież muszą uważać na swoje dzieci!!!) nie zwrócimy uwagi na taki „drobiazg”. Tym bardziej, że po chwili i tak będziemy zalogowani na Facebooku. A że nasz login i hasło poznają przestępcy? Że niebawem i my nieświadomi wyślemy informacje z hasłem: porwanie? O tym nie dowiemy się do momentu, gdy przyjaciele ze społecznościowego serwisu poproszą nas o… zwrot pieniędzy.

„Cześć, pożyczysz pieniądze?”

Jakich pieniędzy? Tych, które Wam pożyczyli, rzecz jasna.

W znaczącej części przypadków w tego typu atakach Wy będziecie ofiarą, którą można określić mianem… hmmm, pośredniej. To Wy będziecie musieli tłumaczyć się przyjacielowi, że przez Waszą niefrasobliwość ktoś Wam przejął konto i swoich pieniędzy już nie zobaczy… Przestępcy nieustannie dostosowują swoją działalność do aktualnych trendów, monitorując jakiego typu kampanie dają najlepszy zwrot z inwestycji. Farmy like’ów, do których jakiś czas temu gromadzono ludzi, klikających co popadnie, są już pewnie nasycone mnóstwem kont. No i przede wszystkim nie dają tak szybkiej monetyzacji, jak wykorzystanie sposobu płatności, którego popularność lawinowo rośnie.

Co robić?

Na pewno nie rezygnować z przyzwyczajeń płatniczych 🙂 W cytowanym wyżej tweecie przytaczam akurat BLIKa, popularnego ze względu na łatwość korzystania. Sam jestem fanem tego rozwiązania, uważam je za absolutnie najbezpieczniejszą metodę płatności. W mojej opinii jego popularność wśród przestępców nie bierze się ze słabości rozwiązania, tylko ze słabości naszego umysłu. Wciąż wielu z nas daje się łapać na socjotechnikę, którą można określić mianem wręcz prostackiej, a nie tylko prostej. To niestety kamyczek do ogródka mediów. Sex się sprzedaje, podobnie jak brutalność i wszystko, co wywołuje skrajne emocje. Kolejnym krokiem – o czym zbyt rzadko się mówi – jest fakt, że multum tego typu tytułów „odczula” nas na tego typu wiadomości. W efekcie nawet nie zastanowimy się czy to prawda – po prostu prześlemy dalej. Swoją drogą, kilka lat temu usłyszałem dowcip, już wtedy mocno symboliczny:

W szkole katechetka pyta dzieci:
– Kto mi powie, co robimy, gdy jest post?
– Lajkujemy i szerujemy!

Nie lajkujmy i nie szerujmy więc. Jeśli dostaniemy link do kolejnego emocjonalnego tytułu, zastanówmy się, czy jest prawdziwy? A przede wszystkim czy nasze życie rozpadnie się, jeśli nie prześlemy go naszym znajomym? Jeśli będziemy po drugiej stronie opisywanego schematu oszustwa – zadzwońmy do niego! Jeśli potwierdzi, pomóżmy. Tylko pamiętajcie, żeby nie pytać Messengerem 😉

Udostępnij: Porwanie dziecka? Raczej pieniędzy… Waszych przyjaciół

Bezpieczeństwo

„CEO scam” coraz popularniejszy

31 października 2019

„CEO scam” coraz popularniejszy

Niezależnie od tego, czy pracujecie w małej firmie, czy w wielkiej korporacji, czy pensje wypłaca Wam „prywaciarz”, czy budżet państwa, przyspieszone bicie serca wywołuje… mail od prezesa, czy kogoś z top managementu. Nie chodzi o to, że od razu pisze, by nas „przeczołgać”. Może po prostu mieć mocno priorytetową sprawę, a my – no cóż, my powinniśmy sprawić, by nie musiał zbyt długo czekać. Przestępcy też o tym wiedzą.

„Otwórz szybko dokument ode mnie”

Czy dotarły do ciebie dokumenty, które wysłałem ci rano? Załączyłem je raz jeszcze, czekam na informację zwrotną na temat zaznaczonych fragmentów.

Takiego maila dostali wszyscy odbiorcy z książki Briana Fishera, dyrektora badań klinicznych brytyjskiej firmy Evergreen Life. Link, który miał prowadzić do chmurowej usługi OneDrive, kierował – jak można się domyślać – do domeny, kupionej trzy dni wcześniej przez przestępców. To tzw. „CEO scam”, oszustwo „na prezesa” W opinii ekspertów bezpieczeństwa Evergreen przestępcy poza wykradzeniem danych logowania pracowników firmy planowali zainfekować ich komputery oprogramowaniem ransomware. Biorąc pod uwagę, iż firma współpracuje z szeregiem szpitali w Wielkiej Brytanii, potencjalne ryzyko powoduje, że stają włosy na głowie… Na szczęście systemy bezpieczeństwa firmy zablokowały docelową domenę zanim ktokolwiek dał się złapać na oszustwo.

Prezes prosi o pilny przelew

Tego typu zagrożenia to nie są też obce polskim firmom. Do CERT Orange Polska kilkakrotnie trafiały maile, podszywające się pod najwyższych menedżerów z naszej firmy, trafiające do skrzynek współpracujących z nimi osób. Wbrew pozorom dotarcie do listy takich osób w czasach internetu i social mediów jest dość łatwe i nie musi być efektem wcześniejszego włamania.

Na adres jednego z naszych pracowników przyszedł mail z adresu opisanego, jako mail od naszego prezesa  Jean-François Fallacher. Gdy jednak zajrzało się na właściwy adres mailowy, od razu było widać, że nie ma on ani z domeną Orange Polska, ani z naszym prezesem nic wspólnego.  W mailu o tytule „Zapłata” znajdowała się prośba o wykonanie przelewu na kwotę 24.350,33 € na podane konto. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało – to taki zgrabny, pasujący tu makaronizm ery internetu – „legitnie”.

By uniknąć takiego ryzyka, kluczowe w tej sytuacji jest wyrobienie w sobie reakcji, by zastanowić się zanim podejmiemy nieodwracalną decyzję. Dlatego poniższy mail od razu po jego otrzymaniu przez potencjalną ofiarę trafił do naszego zespołu.

Odetchnij, uspokój emocje

Według danych FBI z 2017 roku już w latach 2015-17 ataki „CEO scam” kosztowały amerykańskie firmy przeszło 3 mld dolarów. Przelew na konto przestępcy, przejęcie loginów i haseł do zewnętrznych serwisów (a w kolejnym kroków do wewnętrznej sieci w firmie, ludzie wciąż dublują hasła), instalacja ransomware’u, atak APT… Wiele złego może się stać, gdy z lęku przed konsekwencjami podejmiemy decyzję zbyt szybko. W tym przypadku przestępcy wzorcowo stosują Regułę Autorytetu, jedną z sześciu zasad wpływu społecznego, opisanych przez Roberta Cialdiniego. Traktuje ona o tym, iż jesteśmy bardziej skłonni do ulegnięcia osobom, które w naszej opinii są autorytetami. Dlatego uparcie, konsekwentnie, w każdej sytuacji, gdy tylko mogę, piszę i mówię:

Jeśli niestandardowy mail wywołuje w Tobie wysoki poziom emocji – odetchnij, daj sobie chwilę i przeczytaj go na spokojnie

Dzięki temu nie tylko ryzyko nie tylko udanego „CEO scam” ale większości socjotechnicznych ataków na Ciebie spadnie niemal do zera.

Udostępnij: „CEO scam” coraz popularniejszy

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej