Urządzenia

Sony PS4 i Xperia XZ2 – jedna gra, dwa światy

3 sierpnia 2018

Sony PS4 i Xperia XZ2 – jedna gra, dwa światy

Konwergencja, integracja, synergia, hemoglo… Dobra, rozpędziłem się. Tym niemniej te trzy pierwsze słowa są ostatnio bardzo popularne i modne, ale co tak naprawdę (poza wypełnianiem korporacyjnych spotkań 😉 ) znaczą? Cóż, dla mnie w ostatnich dniach oznaczały… konsolę Sony PS4, telefon Sony Xperia XZ2 i ich płynną, wzorcową współpracę.

Obraz piękny jak nigdy

Dwa urządzenia, dwa systemy, jeden producent – aż się prosi, żeby to wykorzystać. Sony już od pewnego czasu daje możliwość wzbogacenia doświadczeń z gry na PS4 przy użyciu smartfonów linii Xperia. Do mnie PS4 trafił z Xperią XZ2 i dwoma grami – Ukryty Plan i Forza Horizon, a to wszystko na dwóch modelach telewizorów, 65-calowym QLED i zwykłym, 43-calowym 4K.

Najpierw parę zdań o ogólnym wrażeniu, jeszcze bez podłączenia telefonu. Przez lata używałem konsol poprzedniej generacji i uruchomienie dynamicznej „samochodówki”, zoptymalizowanej do HDR powoduje, że szczęka opada. Literalnie. Kolory, kształty, ostrość, naturalność, światłocienie – WOW.
No ale nie po to brałem się za zestaw, żeby telefon leżał obok. Konfiguracja chwilę zajęła, ale to pewnie dlatego, że nie jestem przyzwyczajony do konsoli Sony. Nienaturalne było dla mnie to, że pada Dual Shock 4 mogę podłączyć _albo_ do konsoli _albo_ do smartfonu. W sytuacji, gdy standardem na rynku są słuchawki Bluetooth, które potrafią zatrzymać film na tablecie i przełączyć się na rozmowę przychodzącą w telefonie, tutaj też powinno to tak działać.

Po co mi telefon, skoro mam PS4?

Łączenie z PS4 Remote Play

Dobre pytanie i prosta odpowiedź. Nawet kilka. Jeden telewizor w rodzinie i konflikt interesów? Kto tego nie zna (wiem, ci którzy mają więcej, niż jeden telewizor 😉 ). Brak telewizora w pokoju dziecięcym (podobno sytuacja spotykana, co leje miód na me serce), czy też leniwy tatuś/singiel, który chce się wymoczyć w wannie, a przecież telewizora i konsoli do łazienki nie zabierze 🙂 No i radość, że możemy wziąć sobie telefon i pograć w grę inną, niż choćby najnowsze, ale wciąż mobilne, produkcje. Wystarczy by oba urządzenia były połączone z tą samą siecią WiFi. No i oczywiście, by urządzeniem mobilnym była Xperia Z3 lub nowsza.

A jak to działa? Zaskakująco dobrze, spodziewałem się, że będzie gorzej. Najpierw przypiąłem do pada dołączony do pudełka adapter, w niego wpiąłem telefon i to w zasadzie tyle. Oczywiście na smartfonie zainstalowałem aplikację PS4 Remote Play, a na obu sprzętach zalogowałem się na to samo konto. Lagów nie zanotowałem (ale mam małe mieszkanie, za większe nie gwarantuję), a do jakości obrazu w żaden sposób nie można się było przyczepić. Oczywiście nie ma mowy o 4K (choćby dlatego, że Xperia XZ2 ma ekran o rozdzielczości 2160×1080, ale – jak sądzę – również dlatego, że wtedy między urządzeniami trzeba by przesyłać więcej danych i pojawia się ryzyko, że nie wszystko się uda), ale biorąc pod uwagę, że mały ekran wpatrujemy się ze znacznie bliższej odległości, niż w TV, jest absolutnie wystarczająco. No i przede wszystkim – za 100 lat to będzie chyba hasło naszej epoki w podręcznikach historii – mobilnie 🙂

Telefon jako pad?

Integracja konsoli z telefonem to nie tylko możliwość streamowania obrazu między urządzeniami. Do dołączonej do zestawu multiplatformowej gry Ukryty Plan początkowo podchodziłem bardzo ostrożnie. No bo w zasadzie… po co? Po co do grania korzystać z telefonu, gdy pod ręką mamy pada?

Zabawa w „Ukryty Plan” polega bowiem na tym, iż rolę „niby-pada”, dotykowego ekranu do komunikacji z grą, pełni nasz smartfon (w tym przypadku już niekoniecznie Xperia, aczkolwiek to właśnie jej używałem). Dodatkowo jest on niejako uzupełnieniem tego, co widzimy na ekranie – możemy obejrzeć dziennik zdarzeń, pojawiające się w miarę rozwoju gry życiorysy postaci, czy też ocenić, jak nasze działanie wpłynęło na przebieg historii. „Ukryty Plan” to bowiem gra przygodowa, gdzie kluczem jest podejmowanie decyzji, co zmusza nas po prostu do przesunięcia kursora w lewo lub w prawo. Warto jednak dodać, że zdarzają się sytuacje, w których musimy ekran pogładzić błyskawicznie (np. by nasza postać nie uruchomiła potykacza), element zręcznościówki też więc jest.

Mam PS4, kupię Xperię?

Przyznam się Wam, że wcześniej do integracji PS4 z telefonem podchodziłem z dużą dozą ostrożności. Tydzień zabawy opisywanym zestawem mnie przekonał i nawet pomysł z grą na dwóch ekranach okazał się całkiem interesujący. Pominąwszy już kwestię wyrywającej z butów jakości, charakterystycznej dla konsol nowej generacji, jestem w stanie zrozumieć posiadaczy PS4, których właśnie ta funkcja przekona przy wymianie telefonu, by sięgnąć po nową Xperię. Albo po jedno i drugie – oczywiście u nas 🙂

Udostępnij: Sony PS4 i Xperia XZ2 – jedna gra, dwa światy

Urządzenia

Co w gadżetach piszczy (26)

13 czerwca 2018

Co w gadżetach piszczy (26)

Dawno nie było o gadżetach. Dzisiaj będzie więc monotematycznie, na temat: słuchawki. Gniazdo mini-jack, zwane również języczkiem u wagi 😉 Mnie akurat jego brak nie przeszkadza, ale obserwując dyskusje w mediach społecznościowych przynajmniej połowa ludzi narzeka, że nie mają gdzie podłączyć przewodowych słuchawek. Tak się składa, że przez ostatnie miesiące miałem okazję przyjrzeć dwóm rozwiązaniom, dla których nie stanowi to problemu – słuchawkom Jabra Elite 65t i Bose QC30.

Słuchawki jakie są, każdy widzi

Nie wiem, jak Wy, ale ja akceptuję słuchawki bezprzewodowe wyłącznie w postaci dousznych „pchełek”. Szanuję pomysł na Airpods od Apple, ale nie poświęciłem im nawet chwili uwagi, bowiem słuchawki bez gumek wypadają mi z uszu. Zawsze i bez wyjątku. Dlatego wspólną cechą obu testowanych przeze mnie modeli są dopasowujące się do uszu gumki. W przypadku Bose z charakterystycznymi „haczykami” jeszcze lepiej trzymającymi się małżowiny. Rzecz faktycznie pomocna, tym niemniej nie niezbędna – Jabr też nie udało mi się ani razu „wyrzucić” z uszu, mimo, że bardzo się starałem.

Benedykt Chmielowski przeszedł do historii Polski określeniem: „Koń jaki jest – każdy widzi”. W zasadzie podobnie można by rzec o słuchawkach, gdyby nie to, że oba modele z wyglądu znacznie się różnią. QC30 to dość gruby pałąk, który zakładamy na szyję i podłączone do niego kablami (wystarczająco długimi) słuchawki. 65t natomiast to po prostu dwie oddzielne „pchełki”, tak jak wspominane wyżej Airpodsy. Warto jednak zaznaczyć, że niezbędne do ich działania jest jeszcze pudełko. Małe zgrabne, które można schować w kieszeni. Przy słuchaniu na szczęście nie jest potrzebne, ale przydaje się przynajmniej co 5 godzin.

Żegnajcie szumy

Oba testowane modele to sprzęt z aktywnym wyciszaniem szumów (ANC, Active Noise Cancelling). Gdyby patrzeć tylko pod tym kątem, wygrywa Bose. Powodu łatwo się domyśleć – w Jabrze ANC realizuje elektronika umieszczona w prawej, cięższej o… pół grama słuchawce, zaś w przypadku Bose za ANC odpowiada „chomąto” zakładane na szyję. W efekcie jeśli włączymy redukcję szumów w Bose, momentalnie słychać, jak elektronika odcina nas od świata. Jabry wyciszają inaczej, mam wrażenie, że bardziej… fizjologicznie, niczym stopery, odcinając fizycznie nasze uszy od świata.

W obu słuchawkach przy użyciu aplikacji na urządzeniu mobilnym możemy regulować poziom ANC, by np. nie przegapić komunikatu o przystanku, na którym musimy wysiąść, czy trąbiącego na nas na przejściu samochodu. A zagapić się można, bowiem jakość dźwięku (przynajmniej jak na moje „normalne” ucho) jest więcej niż dobra. Na pewno spory wpływ ma na to ANC, bowiem dzięki „odcięciu od świata” nasz mózg może skupić się tylko na muzyce. Wybaczcie, że nie będę pisał o górach, dołach i innych dziwnych rzeczach. Mnie po prostu dźwięki w obu słuchawkach wydawały się naturalne, głośne, czyste i niczego im nie brakowało. Może w Bose były nieco lepsze, ale z to Jabra, dzięki technologii Bluetooth 5.0, utrzymywała jakość dźwięku przy chodzeniu po całym mieszkaniu, bez konieczności brania ze sobą telefonu.

Asystent w uchu

Jeśli chodzi o wygodę korzystania – cóż, ilu ludzi, tyle opinii. Jestem w stanie zrozumieć tych, którzy będą preferować wiszące na szyi Bose QC30 (przynajmniej się nie zgubią) dla mniej jednak w tym aspekcie lepsze okazały się Jabry 65t. Po sparowaniu z moim LG G7 Thinq (wybrałem słuchawki BT, mimo, iż telefon ma gniazdo mini jack 😉 ) nosiłem je po prostu w pudełku w kieszeni, a gdy zadzwonił telefon, miałem czas wyciągnąć je z pojemnika, włożyć do uszu, a one w międzyczasie automatycznie się włączały i ponownie łączyły z telefonem.

Oba testowane sprzęty można podłączyć na raz do dwóch urządzeń. W obu przypadkach gdy dzwonił telefon, automatycznie zatrzymywał się film, który oglądałem na tablecie i mogłem odebrać rozmowę. W ogóle mam wrażenie, że trendem staje się integrowanie ze słuchawkami asystentów głosowych, a testowane Bose i Jabra nie odstają od tego trendu. W pierwszym przypadku możemy skorzystać z natywnego asystenta telefonu (Google albo Siri), w drugim dostępna jest jeszcze Amazonowska Alexa. Skoro wspominamy o głosie – Jabra 65t może też powiedzieć nam, kto dzwoni, co jest wyjątkowo przydatne, jeśli słuchawki mamy w uszach podczas biegania, czy jazdy na rowerze. Potem wystarczy tylko nacisnąć guzik na prawej słuchawce (albo nie, zależy od rozmówcy 😉 ). Guzików oczywiście nie brakuje na obu modelach – do przełączania utworów, zmiany głośności, czy spauzowania muzyki nie potrzebujemy wyciągać telefonu.

Baterii starczy do wieczora

Właśnie, rozmowy. Muzyka, czy filmy, to jedno, ale gdy korzystamy z podpiętych do telefonu słuchawek, może się zdarzyć, że odbierzemy w nich rozmowę. Jak spodoba się to rozmówcy? Podczas moich testów ci „po drugiej stronie” delikatnie bardziej stawiali na jakość Bose QC30. To też jest w pełni zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że w tym przypadku mikrofon mamy relatywnie blisko ust, podczas, gdy cztery (!) mikrofony w Jabrach (po dwa w każdej ze słuchawek) tkwią – było nie było – w naszych uszach.

Spytacie pewnie, na ile wystarcza bateria? Dla wielu to ten aspekt jest kluczową przeszkodą w korzystaniu z bezprzewodowych słuchawek, mnie jednak nie przeszkadzał. Bose faktycznie starczały, jak opisane w instrukcji, na ok. 8-10 godzin, zaś Jabry na 5. Tu jednak mamy kruczek, związany z opisywanym przeze mnie na początku pudełkiem. Służy ono oczywiście do tego, by nie zgubić małych słuchawek, ale przede wszystkim zawiera baterię, która wystarczy na ich podwójne doładowanie. W efekcie więc 65t starczają na 15 godzin słuchania, a o doładowywaniu w tym czasie nie musimy myśleć, przy założeniu, że wyciągając z uszu chowamy je od razu do pudełka (i w nim ładujemy, gdy ogniwo już dogorywa).

Które wybrać?

Jeśli ktoś twierdzi, że nie chce korzystać ze słuchawek bezprzewodowych ze względu na jakość dźwięku – cóż, nie za bardzo wie, co mówi. Bateria? Nawet przy nieprzerwanym słuchaniu w obu przypadkach starczy do końca dnia, a podpięcie wieczorem słuchawek do ładowarki nie jest przecież żadnym problemem. Cena? No to już można dyskutować, bowiem Jabra 65t to wydatek rzędu 700 PLN, zaś Bose QC30 – niemal 1300. Które wybrać? Jakość wykonania oba sprzęty mają wzorcową, jeśli chodzi o jakość dźwięku i ANC, faktycznie nieco lepiej wypadają Bose. Pytanie, czy różnica jest na tyle duża, by kompensować niemal dwukrotną różnicę cenową? Mnie Jabra 65t ujęła miniaturyzacją i wygodą korzystania, mogę więc tylko cieszyć się, że nie jestem audiofilem 😉

Udostępnij: Co w gadżetach piszczy (26)

Urządzenia

Telefon roku 2017

29 grudnia 2017

Telefon roku 2017

Rok zmierza ku końcowi, pora na gadżetowe, a raczej telefoniczne, podsumowanie, które publikuję już czwarty rok z rzędu. Dla zainteresowanych – wersje z poprzednich lat znajdziecie tutaj (2016), tutaj (2015) i tutaj (2014). A poniżej – jak co roku – najpierw przedstawię zwycięzców w moich własnych kategoriach, a na koniec moje smartfonowe Top 3 mijającego roku. Spostrzegawczy (albo ci, którzy spojrzeli wcześniej w linki) widzą, że kategorii jest nieco mniej. Dlaczego? Ciekawe jestem, czy odnosicie podobne wrażenie jak ja – że rynek po latach szaleństwa się uspokoił/znormalizował i coraz rzadziej pojawia się coś, co wyrasta ponad normę.

Design/muzyka/wideo: LG V30

Co zrobić, żeby smartfonowym wyścigu zbrojeń czymkolwiek jeszcze się wyróżnić? Przecież w zasadzie smartfony wszystko już miały? A gdyby tak spróbować zastąpić nimi profesjonalne urządzenia?

Znam przynajmniej jedną osobę z branży filmowej, która zobaczywszy LG V30 zrezygnowała z kupna iPhone’a, żeby „na w razie czego” mieć w kieszeni sprzęt, który pozwoli nagrać kilka scen i poddać je postprodukcji tak, jak przy zwykłej kamerze. Funkcja CineLog, taki „RAW dla filmowców”, generuje pozornie brzydki wypłowiały obraz, ale dzięki temu, że nie przycina go do możliwości ośmiobitowego kodeka, dostajemy znacznie więcej danych do postprodukcji. Profesjonalnym softem można z tego cuda wyczynić (bez niego też, bo mamy 15 predefiniowanych profili kolorystycznych)

No i muzyka! Doczekaliśmy się wreszcie QuadDAC w wersji LG dla Europy. Skoro nawet ja, człowiek bez słuchu, widz… tzn. słyszę różnicę, to co dopiero ci, dla których muzyka jest istotą życia? A przede wszystkim jest ślicznie. Aluminium i szkło, wąziuteńkie ramki, nawet CEO światowej firmy nie wstydziłby się odebrać rozmowy na V30. Jest olśniewająco i w zasadzie nie ma do czego się przyczepić (poza brakiem Androida 8). Dla mnie to telefon kompletny, taki Graal smartfonów.

Przedsprzedaż Huawei Mate 10 Lite w Orange

Aparat foto: Huawei Mate 10 Lite/Pro

Cztery aparaty w jednym telefonie? Tak jest – Mate 10 Lite od Huaweia to nie tylko dwie matryce (16 i 2 Mpix) z tyłu, ale też dwie trzynastomegapikselowe z… przodu! Żyjemy w świecie selfie i podobno są tacy, którym bokeh w przednim aparacie się przydaje 🙂

Już dawno nikt nie wyraża się o urządzeniach Huawei pogardliwie per „chińszczyzna…”? Znakomita pozycja na rynku firmy z pawiem w logo to w znacznej części zasługa świetnie wykonanych telefonów ze średniej półki. Mate 10 Lite to jeden z niewielu telefonów, z czterema aparatami! Z tyłu mamy duet 16+2 Mpix, zaś z przodu dwie 13-megapikselowe matryce. A to pozwala na sporo zabawy przed wykonaniem zdjęcia, oczywiście w trakcie, ale też już po jego zrobieniu. No i flesze z obu (!) stron. Mate 10 Pro to jeszcze dodatkowo chip wykorzystujący w odniesieniu do zdjęć możliwości sztucznej inteligencji – gdy tylko ta wersja wpadnie mi w ręce, podzielę się wrażeniami na blogu.

Dla kobiety: Sony Xperia XZ1 Compact

Wiem, wiem – powiecie, że szufladkuję. Ale z drugiej strony przyznacie, że gros kobiet, mając do wyboru listę smartfonów, weźmie ten najmniejszy! Choćby dlatego, że do torebki się zmieści, do garsonki, czy innego elementu garderoby wypychał nie będzie. I konsekwentnie, sezon po sezonie, okazuje się, że jeśli szukamy małego telefonu o parametrach flagowca, mamy do wyboru Sony albo… Sony.

Xperia XZ1 to niby „młodsza siostra” premium, ale mnie podoba się bardziej. Mniejsza, bez pretensjonalnego rzucania się w oczy, no i aluminiowa! No i ekran Full HD. Wcale nie „tylko” FHD – mniejsze koszty panelu, zużycie baterii też, a subiektywna jakość obrazu i wciąż świetna. A przede wszystkim dokładnie te same „bebechy”, co zwykła Xperia XZ, te same możliwości, co XZ Premium (w tym super slo mo 960 fps, predykcyjny autofokus, OIS, 13 Mpix do selfie). No i od samego początku Android Oreo. There’s only one winner 🙂

Samsung Galaxy Note 8

Dla biznesmena: Samsung Note 8

Patrząc pod kątem kategorii, Note 8 wygrywa dzięki… dodatkowi, czyli stacji dokującej DeX. Już w roli telefonu mamy do czynienia z absolutną błyskawicą – najszybszy Exynos i 6 GB RAMu robią swoje. Miezależnie od tego, ile i czego otworzymy. Magia zaczyna się, gdy włożymy go w DeXa. Otwieramy mały, okrągły „statek kosmiczny”, podłączamy HDMI, dopinamy LANa, mysz i klawiaturę i ze smartfona robi się komputer. Z ekranem tak wielkim, jak nasz domowy (albo hotelowy) telewizor i mnóstwem możliwości w środowisku „niby-PC”. Era post-PC to nie jest marketingowy bełkot. 30 sekund podłączania i mamy urządzenie klasy (i wydajności!) dobrego peceta. Z prezentacjami, XLSami, dokumentami tekstowymi, przeglądarką, itd. Laptop? Jaki laptop? Mobilność jest królem.

LG G6 w przedsprzedaży w Orange Polska

Średnia półka: LG G6

Bezramkowce – to zdecydowanie hasło roku 2017 jeśli chodzi o smartfony. Przez tyle lat się nie dawało, a nagle okazuje się, że… czemu nie? Można zrobić telefon, który na górze i na dole nie ma potężnych „pasów startowych”, a jeśli oglądamy na nim wideo w ciemnej sypialni to mamy wrażenie, jakbyśmy trzymali w rękach… sam obraz. I to nie byle jaki obraz – taki w standardzie HDR i w obsługiwanym przez coraz więcej aplikacji standardzie 18:9. Wow.

No i największa przewaga G6, który początkowo nieco przerażał ceną, ale gdy rynek szybko ją urealnił, w kategorii cena-jakość nie ma lepszego telefonu. I mam wrażenie, że długo nie będzie.

Tablet: brak

A to kategoria, której brak budzi mój wielki smutek. Zdaję sobie sprawę, że jestem jednym z niewielu, którzy regularnie korzystają z tabletów, ale naprawdę przy codziennej jeździe komunikacją miejską to najlepszy sposób na oszczędzenie czasu, który poświęcamy w domu na oglądanie seriali 😉 Tymczasem w ubiegłym roku w moje ręce nie wpadło nic nowego. Szkoda.

Urządzenia ubieralne: Garmin FR35

Garmin to dla mnie synonim zegarka biegowego, tak jak moja ś.p. Babcia zawsze, jak chciała odkurzać, mówiła „Misiu, podaj mnie elektroluks” 🙂 Gdy mój leciwy FR70, z paskiem do tętna i footpodem dokonał żywota, sięgnąłem po kolejny model z najniższej półki firmy z górą w logo.

Na szczęście najtańszy nie oznacza słaby, choć trzeba liczyć się z kompromisami. Czarno-biały ekran, brak dodatków ze sklepu, „wodotrysków” w rodzaju pułapu tlenowego – generalnie rzeczy potrzebnych zawodowcom. Ledwo wyczuwalne na nadgarstku 37 g zegarka z GPSem i nadgarstkowym pomiarem tętna, 5 predefiniowanych aktywności, przyzwoita koperta z tworzywa sztucznego, wymienne silikonowe paski i pełna opcji aplikacji Garmin Connect, taka sama, jak dla topowych sprzętów Garmina. Pozycjonowanie na dole portfolio nie musi oznaczać słabego sprzętu. To miłe.

Moje Top 3 2017 roku:

LG V30

Samsung Note 8

Sony Xperia XZ1

Udostępnij: Telefon roku 2017

Urządzenia

Czerwcowe nowości, nie tylko smartfony

6 czerwca 2013

Czerwcowe nowości, nie tylko smartfony

Dawno nie pisałem o nowych urządzeniach w ofercie Orange, dlatego szybko nadrabiam zaległości. W tym tygodniu w cennikach pojawiły się: Samsung Galaxy Young, Nokia Lumia 520, Sony Xperia SP, Huawei Ascend G510 i BlackBerry Q10. Ponadto świetny Sony Xperia Tablet, który teraz sprawdzacie w kolejnej edycji Testuj z Orange oraz aparat fotograficzny Sony DSCH200. Nowości możecie mieć zarówno w ofertach indywidualnych i biznesowych. Szczegóły zn7a86a351a40187b1f1d789530ca859a51bc 8b29b22c5e1583763610be61fe1b399ca6c 66baf48b576683f6a332d03195a23395bc7ajdziecie na www.orange.pl.

 

 

 

Udostępnij: Czerwcowe nowości, nie tylko smartfony

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej