Odpowiedzialny biznes

Aukcja flagi z autografami medalistów olimpijskich

9 marca 2010

Aukcja flagi z autografami medalistów olimpijskich

Zimowe Igrzyska w Vancouver były zdecydowanie najlepsze dla polskich olimpijczyków. Mamy 6 medali! Wierzę, że naszych sportowców motywowała specjalna flaga, która powiewała w Whistler. To ta sama, którą – jako sponsor – przekazaliśmy olimpijczykom. Właśnie rozpoczeliśmy jej aukcję charytatywną. Wartość tej szczególnej pamiątki jest ogromna. Wystarczy wspomnieć, że swoje podpisy złożyli na niej wszyscy olimpijczycy, ich trenerzy i sztab techniczny. Na fladze znajdują się oczywiście podpisy medalistów: Justyny Kowalczyk, Adama Małysza, Katarzyny Bachledy – Curuś, Katarzyny Woźniak i Luizy Złotkowskiej. Namawiam wszystkich do udziału w aukcji, dajcie znać znajomym, rozbijcie świnkę skarbonkę, bo warto! Cały dochód z aukcji, zostanie przekazany na Fundusz im. Kamili Skolimowskiej. Pieniądze przeznaczone będą na leczenie sportowców, którzy w wyniku kontuzji czy choroby musieli przerwać lub zakończyć karierę. Do tej pory dzięki funduszowi zostało zoperowanych ponad 20 sportowców.

flaga olimpijska z autografami medalistów wystawiona na aukcję

Udostępnij: Aukcja flagi z autografami medalistów olimpijskich

Odpowiedzialny biznes

Wielka kasa dla Wielkiej Kasiny

1 marca 2010

Wielka kasa dla Wielkiej Kasiny

Grad medali

Dla Polski były to pod każdym względem historyczne Igrzyska. W Vancouver zdobyliśmy tyle medali ile przez pierwszych 19 (słownie, bo trudno uwierzyć: dziewiętnaście Zimowych Igrzysk od 1924 do 2002) i niemal tyle ile w całej historii polskich startów podczas Zimowych Igrzysk. O polskich sportowcach wreszcie było głośno nie tylko w polskich mediach. Nazwiska: Kowalczyk, Małysz, a również Sikora (choć występy nieudane) nie są anonimowe i w Europie i w Ameryce Północnej. Wreszcie przestały nas wyprzedzać w tabeli medalowej takie ” zimowe potęgi” jak Estonia, Kazachstan, Łotwa czy Chorwacja.  Piętnaste miejsce w klasyfikacji medalowej na 82 kraje i 2621 sportowców startujących w Kanadzie to można powiedzieć przyzwoity wynik.

Wielka kasa

Przed Igrzyskami, prezes PKOL Piotr Nurowski, mówił, że z chęcią zapłaci jak największe premie za wyniki sportowe. I chyba nawet prezes nie spodziewał się jak wielkie będą to premie. PKOL musi przygotować 1,875 mln złotych na nagrody dla medalistów z Vancouver i polskich związków sportowych. 500 tysięcy złotych wpłynie na konto zdobywczyni trzech medali (złoty, srebrny i brązowy) w biegach narciarskich Justyny Kowalczyk, 300 tysięcy skoczka Adama Małysza (dwa srebrne krążki). Po 75 tysięcy otrzymają brązowe panczenistki Katarzyna Bachleda-Curuś, Luiza Złotkowska i Katarzyna Woźniak. Beneficjentami sukcesu są także polskie związki sportowe, które otrzymają odpowiednio 200, 150 i 100 tysięcy złotych. Z sum związki nagrodzą przede wszystkim trenera kadry narodowej (minimum 50 procent wartości sumy), pierwszego trenera-odkrywcę talentu, klub sportowca, sparingpartnerów oraz sztab szkoleniowo-medyczny.

I pewna smutna refleksja

Obejrzałem jak każdy Polak ze 30 powtórek zwycięskiego biegu Justyny Kowalczyk. Była radość, nawet może pewne wzruszenie, a później powoli nadchodząca refleksja. Gdy usłyszałem, że kapelan prowadził mszę za złoty medal Justyny, gdy słyszałem, że z Reprezentacji Polski wreszcie zdjęto klątwę 38 lat bez złotego medalu, to mimo radości pomyślałem, że chyba z naszymi sportami zimowymi nie jest tak dobrze skoro dla innych złoty medal na Igrzyskach jest informacją dnia lub tygodnia a dla nas co najmniej informacją roku, jak nie dziesięciolecia. Chyba, że się mylę i miejsce Kowalczyk czy Małysza szybko zajmą inni. Wierzycie w to ?

Udostępnij: Wielka kasa dla Wielkiej Kasiny

Odpowiedzialny biznes

Bobsleiści „Marzymy o pierwszej dziesiątce”

26 lutego 2010

Bobsleiści „Marzymy o pierwszej dziesiątce”

Szczerze powiem, że to właśnie im będę szczególnie kibicować. Dlaczego? Nie dlatego, że są prawdziwymi zawodowcami a zarazem amatorami nie utrzymującymi się z uprawiania sportu. Nie dlatego, że ich historia nieco przypomina tą z filmu o bobsleistach z Jamajki i nie dlatego, że są przystojni 🙂 Marzą o pierwszej dziesiątce. Trzymam za nich kciuki, bo w rozmowie z nimi czuć jak kipi z nich radość i energia. Z powołania do reprezentacji nie tylko są dumni, ale mają także z tego zabawę. Na codzień pracują i studiują, aż trudno uwierzyć, że udało się im tak zgrać. Z krótkiej rozmowy okazało się, że jeden ze sportowców – Michał – pracował kiedyś na infolinii TP 🙂 Świat (również ten sportowy) jest naprawdę mały!

Udostępnij: Bobsleiści „Marzymy o pierwszej dziesiątce”

Odpowiedzialny biznes

Z pamiętnika szczęśliwego i smutnego Artura

22 lutego 2010

Z pamiętnika szczęśliwego i smutnego Artura

A przed nami kolejny raport z Vancouver,Artur Kulikowski, Orange sport info

Kilka słów o trudnej pracy dziennikarza podczas igrzysk. Mam przyjaciela (który prosił o nie podawanie nazwiska ani kraju w którym mieszka , dodam że nie mieszka w Europie.), który codziennie dojeżdża z Vancouver do Whistler na zawody.  Oto jego historia. Wstaje o godzinie 5 rano, szybki prysznic, golenie, sprawdzanie sprzętu, ubieranie się. O tej porze oczywiście w hotelu
nie podają śniadań więc z pustym żołądkiem idzie 20 minut ze sprzętem fotograficznym ( ciężkim ) do najbliższego przystanku autobusowego. Tam albo trafi od razu albo czeka do pojazd. Jedzie tym autobusem 12 przystanków ( 25 minut ) do skitrain – czyli takiego metra tylko że jadącego po specjalnych wiaduktach do centrum Vancouver. To zajmuje mu kolejne pół godziny. Około godziny 7 rano jest na miejscu. Musi być bo tylko co godzinę odjeżdżają autobusy olimpijskie go Whistler. Musi zdarzyć by nie czekać godzinę na kolejny. Jak już wsiądzie do autobusu jedzie dwie godziny do centrum Whistler. Jest tak około godziny 9.00. I teraz jeżeli zdąży na autobus wiozący wszystkich na zawody ( konkretnie na biathlon ) jedzie. Jeżeli nie, czeka pół godziny na kolejny transport. Dajmy na to że nie zdarzy ( co często się zdarza ) O godzinie 9.30 wsiada do kolejnego autobusu wiozącego go na biathlon. ten jedzie 40 minut. Niby jest na miejscu w Whistler Olympic Park, ale jeszcze musi przejść kontrolę bagażu i wsiąść do kolejnego autobusu, podwożącego go na biathlon. na miejscu jest o godzinie 10.00. czyli dotarcie na zawody trwało 5 godzin. Zawody trwają średnio dwie, trzy godziny. Później konferencja prasowa, rozmowy z zawodnikami, robienie zdjęć , wysyłanie materiałów przez internet, rozmowy z kibicami ….. i około godziny 15.00, może wracać do Whistler. To zajmuje dwie godziny. jest 17.00. Po powrocie do Whistler najczęściej sprawdzanie wyników, relacje do stacji radiowych lub
telewizyjnych, rozmowy z trenerami, innymi dziennikarzami. Tak do godziny 19.00 kiedy rozpoczyna się uroczystość wręczania  medali. Ta trwa dwie godziny. Później rozmowy z zawodnikami, wysyłanie internetem materiałów i najpóźniej o godzinie 23.00 można wracać do hotelu, czyli znów 2 godziny autobusem do Vancouver. Powrót skitrainem i autobusem do hotelu i….góra
2.00 rano jest w łóżku. Czas na sen….do 5 rano.I tak dzień w dzień.

szczęśliwy po srebrnym medalu Małysza, i smutny po przegranej Tomasza Sikory
z Whistler Artur Kulikowski

Udostępnij: Z pamiętnika szczęśliwego i smutnego Artura

Odpowiedzialny biznes

Drużynowe skoki

22 lutego 2010

Drużynowe skoki

Mistrza mają tuż na wyciagnięcie ręki. I to od niego najwięcej się uczą. Zgrupowanie w Krynicy zaraz przed Igrzyskami okazało się skuteczne, gdyż już w pierwszych olimpijskich startach Kamil Stoch, Krzysiek Miętus i Stefan Hula skakali dobrze. Podwójne srebro Adama Małysza może tylko zdopingować całą drużynę skoczków. Dzisiaj powalczą o dobre miejsce. Oby leciecli pięknie i daleko.

Udostępnij: Drużynowe skoki

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej