Odpowiedzialny biznes

Nie wyobrażam sobie, że tego nie robię (2)

Wojtek Jabczyński

19 września 2022

Nie wyobrażam sobie, że tego nie robię
2

Od 11 lat, każdego tygodnia pomaga w domu dziecka, a uśmiech i radość dzieci są dla niego największą nagrodą. Przez kilka tygodni robił kanapki i rozdawał je uchodźcom z Ukrainy. – Patrząc na wspólną pomoc wolontariuszy widziałem, że dobro istnieje – przekonuje.

Z Łukaszem Sujkowskim, który zajmuje się w Orange obsługą klientów korporacyjnych, umawiam się pod jednym warunkiem. – Chcę, aby tekst był zaproszeniem dla innych pracowników – mówi. – W Domu Dziecka nr. 1 na warszawskich Bielanach brakuje wolontariuszy, którzy pomogą w nauce angielskiego, hiszpańskiego, matematyki i zorganizują wolny czas po lekcjach.

Zapytałem i zostałem

Historia pomagania Łukasza zaczęła się od świątecznych prezentów. – Dołączyłem do akcji w moim dziale. Pojechaliśmy z podarunkami dla podopiecznych domu dziecka. To było przejmujące doświadczenie – mówi. – Po mikołajkach zapytałem kierowniczkę placówki, czego potrzebują prócz pieniędzy. Usłyszałem, że wolontariuszy, którzy pomogą podopiecznym i będą dla nich wsparciem. Musiałem to dobrze przemyśleć. Po dwóch tygodniach zdecydowałem się zostać wolontariuszem i jestem nim już 11 rok.

Wychowawcy poprosili, aby zajął się indywidualnie 12-letnim Tomkiem [imię zmienione]. – To był zdolny, ale leniwy młody człowiek. Typ urwisa. Tata w więzieniu. Matka się go wyrzekła. Interesował się elektroniką. Pomagałem mu w nauce. Żeby dodatkowo go zmotywować, obiecałem mój starszy telefon komórkowy, jeśli poprawi średnią ocen w szkole. W pół roku z 3,00 wyciągnął na 4,00. Odwiedzałem go w placówce przez kilka lat. Z wujka stałem się drugim tatą. Razem uczyliśmy się i rozmawialiśmy. Kontakt urwał się po wejściu Tomka w dorosłość. Słyszałem, że nie wszystko poszło w jego życiu dobrze. Nie każda historia kończy się happy endem. Na szczęście tych lepszych zakończeń jest dużo więcej.

Przyjdźcie pograć w bilard

Od pięciu lat nie ma jednego podopiecznego i pomaga wszystkim dzieciom. W placówce jest w każdy czwartek od godz. 16 do 18. – Odrabiam z nimi lekcje, gram w piłkę i rozmawiam. Nie wyobrażam sobie, że tego nie robię – przekonuje.

Dla domu dziecka organizuje też zbiórki prezentów i wycieczki. Wystarczy, że napisze post na Facebooku, wyśle mail do współpracowników i przyjaciół, że czegoś potrzebuje i jest natychmiastowy odzew. W ten sposób udało się zorganizować dzieciom piknik, wyjść do parku trampolin, na ściankę wspinaczkową, a w tym roku nawet pojechać do parku wodnego Suntago. Jak podkreśla – bez dobrych ludzi wokół przeprowadzenie tych akcji nie byłoby możliwe.

Odezwał się właściciel klubu bilardowego i zaprosił do siebie. Przygotował też poczęstunek. – Na zakończenie powiedział mi, że dzieci mogą przychodzić za darmo raz w miesiącu. Dzięki takim sytuacjom odzyskuję wiarę w ludzi – mówi.

Setki kanapek

Kiedy Rosjanie zaatakowali Ukrainę, Łukasz razem z mężem zaangażowali się w pomoc i poszli na dworzec zobaczyć, w jaki sposób mogą się przydać.

– To co zobaczyliśmy, było przerażające. Ludzie przyjeżdżali bez niczego, nie mieli nawet szczoteczki do zębów i bielizny na zmianę. Przestraszeni, zmęczeni, głodni. Postanowiliśmy zaprosić do mieszkania matkę z córką, które nie miały się gdzie podziać. Pierwszy raz gościliśmy w domu ludzi, których w ogóle nie znaliśmy – wspomina.

W domu zaczęli robić kanapki i przez kilka tygodni rozdawali je na dworcu. Wspólnie z grupą znajomych szukali też mieszkań dla uchodźców i pomagali je urządzać. – Patrząc na wspólną pomoc wielu wolontariuszy i wolontariuszek codziennie upewniałem się, że dobro istnieje – przekonuje.     

Łukasz nigdy nie korzystał ze wsparcia Fundacji Orange. – Jakoś umknęło mi, że mogę ubiegać się o granty. Potrzeb i pomysłów nie brakuje. Poprawię się – śmieje się.  

***

Spotkanie z Łukaszem Sujkowskim jest kolejnym odcinkiem cyklu, w którym przybliżamy wolontariuszki i wolontariuszy Orange Polska, zaangażowanych m.in. w pomoc naszym przyjaciołom z Ukrainy. Tutaj znajdziecie ich sylwetki: Ani Grodeckiej, Renaty Niezabitowskiej – Gerard, Janusza Osiadły, Kasi Barys, Cezariusza Banaszka, Grzegorza Wejkucia, Martę Sas-Witko, Aleksandry Kolędy-Lewandowskiej, Agnieszki Węcławek, Piotra Karni i Michała Ślempa.

Prawie 1 000 pracowników Orange Polska wspiera ponad 130 różnych inicjatyw m.in. dzięki grantom ufundowanym przez Fundację Orange. Aktualnie Fundacja Orange przyznała kolejnych 12 grantów w wysokości od 20 tys. do 50 tys. zł na długofalową współpracę wolontariuszy i organizacji pozarządowych. Chodzi o wsparcie inicjatyw na rzecz integracji społecznej wokół kryzysu humanitarnego.

Udostępnij: Nie wyobrażam sobie, że tego nie robię
podaj nick
komentarz jest wymagany
Please prove you are human by selecting the Tree. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Komentarze

  • komentarz
    FTM 10:23 19-09-2022
    Aż serce rośnie, gdy czyta się takie historie ;) Trzymajcie tak dalej! Nawiążę jeszcze do najnowszej kampanii Orange na kartę, która pojawiła się na kanale YouTube — RE-WE-LA-CJA! Powiem tak: stunning visuals, nice audio, jak dla mnie zupełne przeciwieństwo tych reklam z Maxem, do których się chyba nigdy się nie przekonam ;) Szczególnie do tej ostatniej — gdy widzę tę stopklatkę przy przejściu z planu do planszy reklamowej, to aż mnie świerzbi :P
    Odpowiedz
    • komentarz
      pablo_ck 10:21 21-09-2022
      Dokładnie, wielkie gratulacje.
      Odpowiedz

Odpowiedzialny biznes

Nowe kursy dla seniorów – startujemy (2)

Monika Kulik

13 września 2022

Nowe kursy dla seniorów – startujemy
2

Od 11 lat, każdego tygodnia pomaga w domu dziecka, a uśmiech i radość dzieci są dla niego największą nagrodą. Przez kilka tygodni robił kanapki i rozdawał je uchodźcom z Ukrainy. – Patrząc na wspólną pomoc wolontariuszy widziałem, że dobro istnieje – przekonuje.

Z Łukaszem Sujkowskim, który zajmuje się w Orange obsługą klientów korporacyjnych, umawiam się pod jednym warunkiem. – Chcę, aby tekst był zaproszeniem dla innych pracowników – mówi. – W Domu Dziecka nr. 1 na warszawskich Bielanach brakuje wolontariuszy, którzy pomogą w nauce angielskiego, hiszpańskiego, matematyki i zorganizują wolny czas po lekcjach.

Zapytałem i zostałem

Historia pomagania Łukasza zaczęła się od świątecznych prezentów. – Dołączyłem do akcji w moim dziale. Pojechaliśmy z podarunkami dla podopiecznych domu dziecka. To było przejmujące doświadczenie – mówi. – Po mikołajkach zapytałem kierowniczkę placówki, czego potrzebują prócz pieniędzy. Usłyszałem, że wolontariuszy, którzy pomogą podopiecznym i będą dla nich wsparciem. Musiałem to dobrze przemyśleć. Po dwóch tygodniach zdecydowałem się zostać wolontariuszem i jestem nim już 11 rok.

Wychowawcy poprosili, aby zajął się indywidualnie 12-letnim Tomkiem [imię zmienione]. – To był zdolny, ale leniwy młody człowiek. Typ urwisa. Tata w więzieniu. Matka się go wyrzekła. Interesował się elektroniką. Pomagałem mu w nauce. Żeby dodatkowo go zmotywować, obiecałem mój starszy telefon komórkowy, jeśli poprawi średnią ocen w szkole. W pół roku z 3,00 wyciągnął na 4,00. Odwiedzałem go w placówce przez kilka lat. Z wujka stałem się drugim tatą. Razem uczyliśmy się i rozmawialiśmy. Kontakt urwał się po wejściu Tomka w dorosłość. Słyszałem, że nie wszystko poszło w jego życiu dobrze. Nie każda historia kończy się happy endem. Na szczęście tych lepszych zakończeń jest dużo więcej.

Przyjdźcie pograć w bilard

Od pięciu lat nie ma jednego podopiecznego i pomaga wszystkim dzieciom. W placówce jest w każdy czwartek od godz. 16 do 18. – Odrabiam z nimi lekcje, gram w piłkę i rozmawiam. Nie wyobrażam sobie, że tego nie robię – przekonuje.

Dla domu dziecka organizuje też zbiórki prezentów i wycieczki. Wystarczy, że napisze post na Facebooku, wyśle mail do współpracowników i przyjaciół, że czegoś potrzebuje i jest natychmiastowy odzew. W ten sposób udało się zorganizować dzieciom piknik, wyjść do parku trampolin, na ściankę wspinaczkową, a w tym roku nawet pojechać do parku wodnego Suntago. Jak podkreśla – bez dobrych ludzi wokół przeprowadzenie tych akcji nie byłoby możliwe.

Odezwał się właściciel klubu bilardowego i zaprosił do siebie. Przygotował też poczęstunek. – Na zakończenie powiedział mi, że dzieci mogą przychodzić za darmo raz w miesiącu. Dzięki takim sytuacjom odzyskuję wiarę w ludzi – mówi.

Setki kanapek

Kiedy Rosjanie zaatakowali Ukrainę, Łukasz razem z mężem zaangażowali się w pomoc i poszli na dworzec zobaczyć, w jaki sposób mogą się przydać.

– To co zobaczyliśmy, było przerażające. Ludzie przyjeżdżali bez niczego, nie mieli nawet szczoteczki do zębów i bielizny na zmianę. Przestraszeni, zmęczeni, głodni. Postanowiliśmy zaprosić do mieszkania matkę z córką, które nie miały się gdzie podziać. Pierwszy raz gościliśmy w domu ludzi, których w ogóle nie znaliśmy – wspomina.

W domu zaczęli robić kanapki i przez kilka tygodni rozdawali je na dworcu. Wspólnie z grupą znajomych szukali też mieszkań dla uchodźców i pomagali je urządzać. – Patrząc na wspólną pomoc wielu wolontariuszy i wolontariuszek codziennie upewniałem się, że dobro istnieje – przekonuje.     

Łukasz nigdy nie korzystał ze wsparcia Fundacji Orange. – Jakoś umknęło mi, że mogę ubiegać się o granty. Potrzeb i pomysłów nie brakuje. Poprawię się – śmieje się.  

***

Spotkanie z Łukaszem Sujkowskim jest kolejnym odcinkiem cyklu, w którym przybliżamy wolontariuszki i wolontariuszy Orange Polska, zaangażowanych m.in. w pomoc naszym przyjaciołom z Ukrainy. Tutaj znajdziecie ich sylwetki: Ani Grodeckiej, Renaty Niezabitowskiej – Gerard, Janusza Osiadły, Kasi Barys, Cezariusza Banaszka, Grzegorza Wejkucia, Martę Sas-Witko, Aleksandry Kolędy-Lewandowskiej, Agnieszki Węcławek, Piotra Karni i Michała Ślempa.

Prawie 1 000 pracowników Orange Polska wspiera ponad 130 różnych inicjatyw m.in. dzięki grantom ufundowanym przez Fundację Orange. Aktualnie Fundacja Orange przyznała kolejnych 12 grantów w wysokości od 20 tys. do 50 tys. zł na długofalową współpracę wolontariuszy i organizacji pozarządowych. Chodzi o wsparcie inicjatyw na rzecz integracji społecznej wokół kryzysu humanitarnego.

Udostępnij: Nowe kursy dla seniorów – startujemy
podaj nick
komentarz jest wymagany
Please prove you are human by selecting the Car. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Komentarze

  • komentarz
    pablo_ck 11:18 14-09-2022
    SUPER!
    Odpowiedz
  • komentarz
    Paluch81zcie 15:43 14-09-2022
    Zróbcie kursy obsłudze bo zgłaszam błąd w aplikacji drugi miesiąc, kupa zgłoszeń i 0 efektu
    Odpowiedz

Odpowiedzialny biznes

Pomagam w nocy, bo wtedy jest czas (3)

Wojtek Jabczyński

9 września 2022

Pomagam w nocy, bo wtedy jest czas
3

Od 11 lat, każdego tygodnia pomaga w domu dziecka, a uśmiech i radość dzieci są dla niego największą nagrodą. Przez kilka tygodni robił kanapki i rozdawał je uchodźcom z Ukrainy. – Patrząc na wspólną pomoc wolontariuszy widziałem, że dobro istnieje – przekonuje.

Z Łukaszem Sujkowskim, który zajmuje się w Orange obsługą klientów korporacyjnych, umawiam się pod jednym warunkiem. – Chcę, aby tekst był zaproszeniem dla innych pracowników – mówi. – W Domu Dziecka nr. 1 na warszawskich Bielanach brakuje wolontariuszy, którzy pomogą w nauce angielskiego, hiszpańskiego, matematyki i zorganizują wolny czas po lekcjach.

Zapytałem i zostałem

Historia pomagania Łukasza zaczęła się od świątecznych prezentów. – Dołączyłem do akcji w moim dziale. Pojechaliśmy z podarunkami dla podopiecznych domu dziecka. To było przejmujące doświadczenie – mówi. – Po mikołajkach zapytałem kierowniczkę placówki, czego potrzebują prócz pieniędzy. Usłyszałem, że wolontariuszy, którzy pomogą podopiecznym i będą dla nich wsparciem. Musiałem to dobrze przemyśleć. Po dwóch tygodniach zdecydowałem się zostać wolontariuszem i jestem nim już 11 rok.

Wychowawcy poprosili, aby zajął się indywidualnie 12-letnim Tomkiem [imię zmienione]. – To był zdolny, ale leniwy młody człowiek. Typ urwisa. Tata w więzieniu. Matka się go wyrzekła. Interesował się elektroniką. Pomagałem mu w nauce. Żeby dodatkowo go zmotywować, obiecałem mój starszy telefon komórkowy, jeśli poprawi średnią ocen w szkole. W pół roku z 3,00 wyciągnął na 4,00. Odwiedzałem go w placówce przez kilka lat. Z wujka stałem się drugim tatą. Razem uczyliśmy się i rozmawialiśmy. Kontakt urwał się po wejściu Tomka w dorosłość. Słyszałem, że nie wszystko poszło w jego życiu dobrze. Nie każda historia kończy się happy endem. Na szczęście tych lepszych zakończeń jest dużo więcej.

Przyjdźcie pograć w bilard

Od pięciu lat nie ma jednego podopiecznego i pomaga wszystkim dzieciom. W placówce jest w każdy czwartek od godz. 16 do 18. – Odrabiam z nimi lekcje, gram w piłkę i rozmawiam. Nie wyobrażam sobie, że tego nie robię – przekonuje.

Dla domu dziecka organizuje też zbiórki prezentów i wycieczki. Wystarczy, że napisze post na Facebooku, wyśle mail do współpracowników i przyjaciół, że czegoś potrzebuje i jest natychmiastowy odzew. W ten sposób udało się zorganizować dzieciom piknik, wyjść do parku trampolin, na ściankę wspinaczkową, a w tym roku nawet pojechać do parku wodnego Suntago. Jak podkreśla – bez dobrych ludzi wokół przeprowadzenie tych akcji nie byłoby możliwe.

Odezwał się właściciel klubu bilardowego i zaprosił do siebie. Przygotował też poczęstunek. – Na zakończenie powiedział mi, że dzieci mogą przychodzić za darmo raz w miesiącu. Dzięki takim sytuacjom odzyskuję wiarę w ludzi – mówi.

Setki kanapek

Kiedy Rosjanie zaatakowali Ukrainę, Łukasz razem z mężem zaangażowali się w pomoc i poszli na dworzec zobaczyć, w jaki sposób mogą się przydać.

– To co zobaczyliśmy, było przerażające. Ludzie przyjeżdżali bez niczego, nie mieli nawet szczoteczki do zębów i bielizny na zmianę. Przestraszeni, zmęczeni, głodni. Postanowiliśmy zaprosić do mieszkania matkę z córką, które nie miały się gdzie podziać. Pierwszy raz gościliśmy w domu ludzi, których w ogóle nie znaliśmy – wspomina.

W domu zaczęli robić kanapki i przez kilka tygodni rozdawali je na dworcu. Wspólnie z grupą znajomych szukali też mieszkań dla uchodźców i pomagali je urządzać. – Patrząc na wspólną pomoc wielu wolontariuszy i wolontariuszek codziennie upewniałem się, że dobro istnieje – przekonuje.     

Łukasz nigdy nie korzystał ze wsparcia Fundacji Orange. – Jakoś umknęło mi, że mogę ubiegać się o granty. Potrzeb i pomysłów nie brakuje. Poprawię się – śmieje się.  

***

Spotkanie z Łukaszem Sujkowskim jest kolejnym odcinkiem cyklu, w którym przybliżamy wolontariuszki i wolontariuszy Orange Polska, zaangażowanych m.in. w pomoc naszym przyjaciołom z Ukrainy. Tutaj znajdziecie ich sylwetki: Ani Grodeckiej, Renaty Niezabitowskiej – Gerard, Janusza Osiadły, Kasi Barys, Cezariusza Banaszka, Grzegorza Wejkucia, Martę Sas-Witko, Aleksandry Kolędy-Lewandowskiej, Agnieszki Węcławek, Piotra Karni i Michała Ślempa.

Prawie 1 000 pracowników Orange Polska wspiera ponad 130 różnych inicjatyw m.in. dzięki grantom ufundowanym przez Fundację Orange. Aktualnie Fundacja Orange przyznała kolejnych 12 grantów w wysokości od 20 tys. do 50 tys. zł na długofalową współpracę wolontariuszy i organizacji pozarządowych. Chodzi o wsparcie inicjatyw na rzecz integracji społecznej wokół kryzysu humanitarnego.

Udostępnij: Pomagam w nocy, bo wtedy jest czas
podaj nick
komentarz jest wymagany
Please prove you are human by selecting the Car. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Komentarze

  • komentarz
    Kasia 10:20 09-09-2022
    Dziękuję za ten inspirujący artykuł. Istnienie takich osób jak p.Agnieszka dodaje skrzydeł i chęci by się samemu ruszyć z kanapy.
    Odpowiedz
  • komentarz
    Ada 15:37 09-09-2022
    Aga, masz wielkie ❤️
    Odpowiedz
  • komentarz
    pablo_ck 21:24 13-09-2022
    Orange co Wy robicie że macie tak dużo dobrych ludzi w swoich szeregach? Ewenement na skalę światową.
    Odpowiedz

Odpowiedzialny biznes

Nowy rok szkolny z Fundacją Orange (1)

Tosia Bojanowska

8 września 2022

Nowy rok szkolny z Fundacją Orange
1

Od 11 lat, każdego tygodnia pomaga w domu dziecka, a uśmiech i radość dzieci są dla niego największą nagrodą. Przez kilka tygodni robił kanapki i rozdawał je uchodźcom z Ukrainy. – Patrząc na wspólną pomoc wolontariuszy widziałem, że dobro istnieje – przekonuje.

Z Łukaszem Sujkowskim, który zajmuje się w Orange obsługą klientów korporacyjnych, umawiam się pod jednym warunkiem. – Chcę, aby tekst był zaproszeniem dla innych pracowników – mówi. – W Domu Dziecka nr. 1 na warszawskich Bielanach brakuje wolontariuszy, którzy pomogą w nauce angielskiego, hiszpańskiego, matematyki i zorganizują wolny czas po lekcjach.

Zapytałem i zostałem

Historia pomagania Łukasza zaczęła się od świątecznych prezentów. – Dołączyłem do akcji w moim dziale. Pojechaliśmy z podarunkami dla podopiecznych domu dziecka. To było przejmujące doświadczenie – mówi. – Po mikołajkach zapytałem kierowniczkę placówki, czego potrzebują prócz pieniędzy. Usłyszałem, że wolontariuszy, którzy pomogą podopiecznym i będą dla nich wsparciem. Musiałem to dobrze przemyśleć. Po dwóch tygodniach zdecydowałem się zostać wolontariuszem i jestem nim już 11 rok.

Wychowawcy poprosili, aby zajął się indywidualnie 12-letnim Tomkiem [imię zmienione]. – To był zdolny, ale leniwy młody człowiek. Typ urwisa. Tata w więzieniu. Matka się go wyrzekła. Interesował się elektroniką. Pomagałem mu w nauce. Żeby dodatkowo go zmotywować, obiecałem mój starszy telefon komórkowy, jeśli poprawi średnią ocen w szkole. W pół roku z 3,00 wyciągnął na 4,00. Odwiedzałem go w placówce przez kilka lat. Z wujka stałem się drugim tatą. Razem uczyliśmy się i rozmawialiśmy. Kontakt urwał się po wejściu Tomka w dorosłość. Słyszałem, że nie wszystko poszło w jego życiu dobrze. Nie każda historia kończy się happy endem. Na szczęście tych lepszych zakończeń jest dużo więcej.

Przyjdźcie pograć w bilard

Od pięciu lat nie ma jednego podopiecznego i pomaga wszystkim dzieciom. W placówce jest w każdy czwartek od godz. 16 do 18. – Odrabiam z nimi lekcje, gram w piłkę i rozmawiam. Nie wyobrażam sobie, że tego nie robię – przekonuje.

Dla domu dziecka organizuje też zbiórki prezentów i wycieczki. Wystarczy, że napisze post na Facebooku, wyśle mail do współpracowników i przyjaciół, że czegoś potrzebuje i jest natychmiastowy odzew. W ten sposób udało się zorganizować dzieciom piknik, wyjść do parku trampolin, na ściankę wspinaczkową, a w tym roku nawet pojechać do parku wodnego Suntago. Jak podkreśla – bez dobrych ludzi wokół przeprowadzenie tych akcji nie byłoby możliwe.

Odezwał się właściciel klubu bilardowego i zaprosił do siebie. Przygotował też poczęstunek. – Na zakończenie powiedział mi, że dzieci mogą przychodzić za darmo raz w miesiącu. Dzięki takim sytuacjom odzyskuję wiarę w ludzi – mówi.

Setki kanapek

Kiedy Rosjanie zaatakowali Ukrainę, Łukasz razem z mężem zaangażowali się w pomoc i poszli na dworzec zobaczyć, w jaki sposób mogą się przydać.

– To co zobaczyliśmy, było przerażające. Ludzie przyjeżdżali bez niczego, nie mieli nawet szczoteczki do zębów i bielizny na zmianę. Przestraszeni, zmęczeni, głodni. Postanowiliśmy zaprosić do mieszkania matkę z córką, które nie miały się gdzie podziać. Pierwszy raz gościliśmy w domu ludzi, których w ogóle nie znaliśmy – wspomina.

W domu zaczęli robić kanapki i przez kilka tygodni rozdawali je na dworcu. Wspólnie z grupą znajomych szukali też mieszkań dla uchodźców i pomagali je urządzać. – Patrząc na wspólną pomoc wielu wolontariuszy i wolontariuszek codziennie upewniałem się, że dobro istnieje – przekonuje.     

Łukasz nigdy nie korzystał ze wsparcia Fundacji Orange. – Jakoś umknęło mi, że mogę ubiegać się o granty. Potrzeb i pomysłów nie brakuje. Poprawię się – śmieje się.  

***

Spotkanie z Łukaszem Sujkowskim jest kolejnym odcinkiem cyklu, w którym przybliżamy wolontariuszki i wolontariuszy Orange Polska, zaangażowanych m.in. w pomoc naszym przyjaciołom z Ukrainy. Tutaj znajdziecie ich sylwetki: Ani Grodeckiej, Renaty Niezabitowskiej – Gerard, Janusza Osiadły, Kasi Barys, Cezariusza Banaszka, Grzegorza Wejkucia, Martę Sas-Witko, Aleksandry Kolędy-Lewandowskiej, Agnieszki Węcławek, Piotra Karni i Michała Ślempa.

Prawie 1 000 pracowników Orange Polska wspiera ponad 130 różnych inicjatyw m.in. dzięki grantom ufundowanym przez Fundację Orange. Aktualnie Fundacja Orange przyznała kolejnych 12 grantów w wysokości od 20 tys. do 50 tys. zł na długofalową współpracę wolontariuszy i organizacji pozarządowych. Chodzi o wsparcie inicjatyw na rzecz integracji społecznej wokół kryzysu humanitarnego.

Udostępnij: Nowy rok szkolny z Fundacją Orange
podaj nick
komentarz jest wymagany
Please prove you are human by selecting the Flag. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Komentarze

  • komentarz
    pablo_ck 20:56 08-09-2022
    Brawa 💪👏
    Odpowiedz

Odpowiedzialny biznes

Matka wariatka od wolontariatu (1)

Wojtek Jabczyński

2 września 2022

Matka wariatka od wolontariatu
1

Od 11 lat, każdego tygodnia pomaga w domu dziecka, a uśmiech i radość dzieci są dla niego największą nagrodą. Przez kilka tygodni robił kanapki i rozdawał je uchodźcom z Ukrainy. – Patrząc na wspólną pomoc wolontariuszy widziałem, że dobro istnieje – przekonuje.

Z Łukaszem Sujkowskim, który zajmuje się w Orange obsługą klientów korporacyjnych, umawiam się pod jednym warunkiem. – Chcę, aby tekst był zaproszeniem dla innych pracowników – mówi. – W Domu Dziecka nr. 1 na warszawskich Bielanach brakuje wolontariuszy, którzy pomogą w nauce angielskiego, hiszpańskiego, matematyki i zorganizują wolny czas po lekcjach.

Zapytałem i zostałem

Historia pomagania Łukasza zaczęła się od świątecznych prezentów. – Dołączyłem do akcji w moim dziale. Pojechaliśmy z podarunkami dla podopiecznych domu dziecka. To było przejmujące doświadczenie – mówi. – Po mikołajkach zapytałem kierowniczkę placówki, czego potrzebują prócz pieniędzy. Usłyszałem, że wolontariuszy, którzy pomogą podopiecznym i będą dla nich wsparciem. Musiałem to dobrze przemyśleć. Po dwóch tygodniach zdecydowałem się zostać wolontariuszem i jestem nim już 11 rok.

Wychowawcy poprosili, aby zajął się indywidualnie 12-letnim Tomkiem [imię zmienione]. – To był zdolny, ale leniwy młody człowiek. Typ urwisa. Tata w więzieniu. Matka się go wyrzekła. Interesował się elektroniką. Pomagałem mu w nauce. Żeby dodatkowo go zmotywować, obiecałem mój starszy telefon komórkowy, jeśli poprawi średnią ocen w szkole. W pół roku z 3,00 wyciągnął na 4,00. Odwiedzałem go w placówce przez kilka lat. Z wujka stałem się drugim tatą. Razem uczyliśmy się i rozmawialiśmy. Kontakt urwał się po wejściu Tomka w dorosłość. Słyszałem, że nie wszystko poszło w jego życiu dobrze. Nie każda historia kończy się happy endem. Na szczęście tych lepszych zakończeń jest dużo więcej.

Przyjdźcie pograć w bilard

Od pięciu lat nie ma jednego podopiecznego i pomaga wszystkim dzieciom. W placówce jest w każdy czwartek od godz. 16 do 18. – Odrabiam z nimi lekcje, gram w piłkę i rozmawiam. Nie wyobrażam sobie, że tego nie robię – przekonuje.

Dla domu dziecka organizuje też zbiórki prezentów i wycieczki. Wystarczy, że napisze post na Facebooku, wyśle mail do współpracowników i przyjaciół, że czegoś potrzebuje i jest natychmiastowy odzew. W ten sposób udało się zorganizować dzieciom piknik, wyjść do parku trampolin, na ściankę wspinaczkową, a w tym roku nawet pojechać do parku wodnego Suntago. Jak podkreśla – bez dobrych ludzi wokół przeprowadzenie tych akcji nie byłoby możliwe.

Odezwał się właściciel klubu bilardowego i zaprosił do siebie. Przygotował też poczęstunek. – Na zakończenie powiedział mi, że dzieci mogą przychodzić za darmo raz w miesiącu. Dzięki takim sytuacjom odzyskuję wiarę w ludzi – mówi.

Setki kanapek

Kiedy Rosjanie zaatakowali Ukrainę, Łukasz razem z mężem zaangażowali się w pomoc i poszli na dworzec zobaczyć, w jaki sposób mogą się przydać.

– To co zobaczyliśmy, było przerażające. Ludzie przyjeżdżali bez niczego, nie mieli nawet szczoteczki do zębów i bielizny na zmianę. Przestraszeni, zmęczeni, głodni. Postanowiliśmy zaprosić do mieszkania matkę z córką, które nie miały się gdzie podziać. Pierwszy raz gościliśmy w domu ludzi, których w ogóle nie znaliśmy – wspomina.

W domu zaczęli robić kanapki i przez kilka tygodni rozdawali je na dworcu. Wspólnie z grupą znajomych szukali też mieszkań dla uchodźców i pomagali je urządzać. – Patrząc na wspólną pomoc wielu wolontariuszy i wolontariuszek codziennie upewniałem się, że dobro istnieje – przekonuje.     

Łukasz nigdy nie korzystał ze wsparcia Fundacji Orange. – Jakoś umknęło mi, że mogę ubiegać się o granty. Potrzeb i pomysłów nie brakuje. Poprawię się – śmieje się.  

***

Spotkanie z Łukaszem Sujkowskim jest kolejnym odcinkiem cyklu, w którym przybliżamy wolontariuszki i wolontariuszy Orange Polska, zaangażowanych m.in. w pomoc naszym przyjaciołom z Ukrainy. Tutaj znajdziecie ich sylwetki: Ani Grodeckiej, Renaty Niezabitowskiej – Gerard, Janusza Osiadły, Kasi Barys, Cezariusza Banaszka, Grzegorza Wejkucia, Martę Sas-Witko, Aleksandry Kolędy-Lewandowskiej, Agnieszki Węcławek, Piotra Karni i Michała Ślempa.

Prawie 1 000 pracowników Orange Polska wspiera ponad 130 różnych inicjatyw m.in. dzięki grantom ufundowanym przez Fundację Orange. Aktualnie Fundacja Orange przyznała kolejnych 12 grantów w wysokości od 20 tys. do 50 tys. zł na długofalową współpracę wolontariuszy i organizacji pozarządowych. Chodzi o wsparcie inicjatyw na rzecz integracji społecznej wokół kryzysu humanitarnego.

Udostępnij: Matka wariatka od wolontariatu
podaj nick
komentarz jest wymagany
Please prove you are human by selecting the Tree. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Komentarze

  • komentarz
    pablo_ck 21:54 07-09-2022
    Szaczun dla tej kobiety. Podziwiam takich ludzi 💪
    Odpowiedz

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej