Innowacje

Trzy start-upy, trzy rozwiązania (0)

Piotr Domański

19 grudnia 2015

Trzy start-upy, trzy rozwiązania
0

Troszkę się z Martą Krajewską-Cieślak wymieniliśmy tematami. Ona napisała przedwczoraj o tym, że w naszych salonach pojawią się OORT SmartLED, a ja dzisiaj napiszę kilka słów o trzech ciekawych startupach. Ale nie przejmujecie się, na takie wybryki pozwalamy sobie tylko przed Świętami 😉

Doradztwo i kontakty

Pierwszy start-up o którym chciałbym Wam opowiedzieć to PublishSoSimply. Niby nic niesamowitego – narzędzie dla branży PR, a mówiąc wprost zestaw szablonów do układania treści i zdjęć w formie magazynu.  Na początku 2014 roku pomysłodawca projektu zaprezentował to rozwiązanie w czasie pierwszej edycji Orange Fab. Okazało się, że to „niby nic” jest na tyle ciekawe, że pozwoliło zakwalifikować się do programu akcelarycjnego, wyjechać na Demo Days do Paryża i Tokio oraz wziąć udział w Startup Chile. Jednak zanim do tego doszło twórcy PublishSoSimply odbyli szereg spotkań z pracownikami różnych działów Orange. Odbyły się testy użyteczności i obsługi, opracowano model biznesowy i strategię promocji.

Dotarcie do klientów

Z programu akceleracji w ramach Orange Fab skorzystała także HOLLO… tak to ten start-up:

Jednak obok tych wszystkich możliwości, które opisałem nieco wyżej HOLLO skorzystało jeszcze z dwóch. Pierwszą było wsparcie prac nad aplikacją. Drugim, mam wrażenie ważniejszym wsparciem było umożliwienie korzystania z Orange App Centere, czyli sklepu z aplikacjami Orange. Dlaczego ważniejszym? Bo pozwala dotrzeć do klientów.

Wspólne projekty

Jednak Orange Fab to nie tylko akceleracja małych projektów. To także współpraca z tymi większymi. Choćby OORT, zajmuje się tworzeniem rozwiązań typu Smart Home. Korzystając ze wsparcia Orange pojechali na Demo Days do Paryża. Jak jednak mieliście okazję przeczytać przedwczoraj we wpisie Marty to nie wszystko. Żarówki OORT SmartLED wejdą od poniedziałku do oferty naszych salonów. OORT realizował także projekty razem z IBM czy Unitrą.

Dlatego, jeżeli znacie kogoś, kto rozwija własny biznes, ma start-up, albo genialny pomysł dajcie mu znać. Jeżeli sami coś robicie to także słowa do Was. Wejdźcie na tę stronę, wypełnijcie formularz i zgłoście się. Warto.

Udostępnij: Trzy start-upy, trzy rozwiązania
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Ciężarówka. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Urządzenia

Co w gadżetach piszczy (15) (0)

Michał Rosiak

19 grudnia 2015

Co w gadżetach piszczy (15)
0
Święta o włos, to pomyślałem sobie, że jeszcze wspomnę Wam o kilku… no w sumie o gadżetach, choć w przypadku jednego nie do końca wiem, jak go nazwać. Dziś co nieco o telefonie, potem o bardzo użytecznym narzędziu, a na koniec rozwiązanie co zrobić, jeśli przedświąteczna atmosfera wywołuje w Was już nieco przesytu.
92c4054c19c3faf24363383418794c6dfb7Sony Xperia Z5 Premium – 806 pikseli na cal!
Nowemu flagowcowi od Sony, Xperii Z5, miałem okazję całkiem niedawno przyjrzeć się dokładnie i podzielić z Wami wrażeniami w materiale wideo, dlatego jego jeszcze lepsza odmiana, Z5 Premium, trafiła do krótkiego opisu w „piszczących gadżetach”.
Kluczowa różnica między oboma modelami to oczywiście ekran, który wzbudza we mnie mieszane uczucia. Nie zrozumcie mnie źle – pierwsza słuchawka z ekranem 4K i technologiami stosowanymi w telewizorach Bravia, przy uruchomieniu na niej natywnego wideo w tym formacie powoduje olbrzymi opad szczęki, co sprawdzałem nawet na ludziach, zajmujących się profesjonalnie obróbką wideo. Pytanie brzmi, kiedy doczekamy się liczby materiałów w pełni wykorzystujących te możliwości? Mam przeczucie graniczące z pewnością, że do właścicieli Z5 Premium prędzej niż później trafi dedykowana aplikacja z materiałami 4K, bo o ile ta wersja „zet-piątki” jest zbyt elitarna na rolę „gamechangera” na mobilnym rynku, jest ciekawym uzupełnieniem portfolio firmy, na poziomie do którego konkurencja jeszcze nie dotarła.
Do tego oczywiście 5,5-calowy ekran (806 ppi!), obudowa z aluminium i szkła robiąca nie wiem czemu lepsze wrażenie, niż w modelu „bazowym”, i bateria 3430 mAh wystarczająca na dzień pracy, a reszta to już klasyczna Z5, jak w materiale wideo.
9002e530bc00432db5d6007aa49dddc563dWallet Ninja – Narzędzia w portfelu
Za moich dziecięcych czasów marzeniem dzieciaka z podstawówki był „szwajcarski scyzoryk”. Oczywiście legendarny Swiss Army Knife był poza zasięgiem zarówno z racji tego, że w czasach PRLu tak kojarzące się ze zgniłym kapitalizmem urządzenia nie były mile widziane, a nawet jeśli ktoś dałby radę to cenowo zabijały. Akurat w tym drugim aspekcie podobnie jest teraz, ale dzięki wolnemu rynkowi mamy też otwarte pole do inspiracji. Stąd Wallet Ninja – multitool w formie… karty płatniczej.
Moja żona widząc co kupiłem, stuknęła się tylko znacząco w głowę, dodając: „Przecież to od razu pęknie!”. Challenge accepted – chwilę po wyjęciu zakupu z koperty otworzyłem nim… powiedzmy, że napój w butelce. Nie wiem ile jest prawdy w reklamach i tym, co niby twórcy robią ze stalą, ale gadżet nawet nie jęknął. Faktycznie wygląda jak klasyczna karta płatnicza, chyba nawet jest cieńszy, mieści się w odpowiednią przegródkę w portfelu, choć od klasycznego „plastiku” jest wyraźne cięższy. A przede wszystkim działa, choć oczywiście głęboko osadzonych wkrętów nie tknie, ale nawet tym mocno wkręconym, podobnie jak śrubom z sześciokątną główką, daje radę. Próba otwarcia puszki jeszcze przede mną, ale czuję, że ananasy do świątecznego sernika polegną. Pomyślelibyście kiedyś, że tyle narzędzi da się zmieścić w… portfelu?
cf9158349c4d7bd1558c1d6754fa1d32b41Skyscanner – Gdy masz przesyt świątecznego szaleństwa
Nie wiem, jak Wy, ale ja w ostatnich latach im bliżej świąt tym bardziej dość mam tego, co potocznie nazywamy „atmosferą”, a mnie ciężko określić tym słowem masy ludzi z amokiem w oczach ogołacających sklepowe półki a następnie stojących w nierzadko kilkudziesięciominutowych kolejkach do kas. A gdyby tak to wszystko rzucić? A gdyby tak wyjść z kolejki i pojechać na lotnisko, kupując po drodze bilet i polecieć gdzieś, gdzie jest spokojniej?
Jeśli takie myśli przechodzą Wam przez głowę, zerknijcie na kompletnie odświeżoną aplikację mobilną „Skyscanner wszystkie loty”. W opisywanym przypadku wystarczy wybrać miasto wylotu, a jako cel wybrać… wszędzie. Potem wybrać w ile osób lecimy, kliknąć w wybrany przez nas rejs i od razu – nomen omen – lądujemy na stronie rezerwacyjnej linii lotniczej, czy agencji turystycznej, z uprzednim zaznaczeniem, czy docelowa witryna jest przyjazna dla urządzeń mobilnych.
Nowy Skyscanner to aplikacja funkcjonalna, intuicyjna, ale także ładna, utrzymana w charakterystycznej dla nowych wersji Androida „płaskiej” stylistyce. Jeśli niekoniecznie musimy lecieć teraz, ale mamy kilka ulubionych kierunków, możemy wrzucić na pulpit widget, informujący nas o cenach lotów do naszych wymarzonych miast. To jak, gdzie lecicie na święta? 😉
Udostępnij: Co w gadżetach piszczy (15)
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Serce. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Sieć

Chmura… czyli jak pracować na komputerze, który stoi po drugiej stronie globu (0)

Piotr Domański

18 grudnia 2015

Chmura… czyli jak pracować na komputerze, który stoi po drugiej stronie globu
0

Do tej pory było głównie o sieci szkieletowej, jednak tym razem chciałbym przyjrzeć się chmurze. Prawie wszyscy korzystają z możliwości, jakie ona daje, lecz czy zastanawialiście się kiedyś jak to wszystko działa

By przybliżyć Wam zasady działania usług w chmurze poprosiłem o pomoc kolegów, którzy na co dzień zajmują się naszą wewnętrzną chmurą – OneCloud. Mogą z niej skorzystać podmioty należącego do grupy Orange z krajów Europy Środkowej i Wschodniej – Polski, Słowacji i Mołdawii. Uznałem, że będzie to fajny przykład, na podstawie którego można opisać działanie infrastruktury chmury. A wiec do dzieła!

OneCloud to IaaS, czyli infrastruktura w postaci usługi. Ciekawa nazwa, prawda? Oznacza to, że użytkownikowi dostarczana jest cała infrastruktura informatyczna, co daje nieograniczone możliwości skalowania niezależnie od wielkości projektu. To odróżnia IaaS od infrastruktury fizycznej gdzie płaci się za konkretne urządzenia bez względu na procent ich wykorzystania. Jednak to nie jedyny rodzaj chmury. Działa ona także w formie Platform as a Service, czyli w skrócie PaaS. To rodzaj chmury, w ramach której usługodawca dostarcza wirtualne środowisko pracy. Sprzedaje klientowi gotowy zestaw aplikacji, a klient płaci za wykorzystanie na przykład czasu pracy procesora, miejsce na dysku, czy transfer danych. Kolejnym rodzajem chmury jest znana wszystkim usługa Software as a Service, czyli SaaS. Przerzuca on obowiązki zarządzania, aktualizacji, pomocy technicznej z konsumenta na dostawcę. W efekcie użytkownik oddaje kontrolę nad oprogramowaniem dostawcy, oczywiście wraz z obowiązkiem zapewnienia ciągłości jego działania. Przykładem jest usługa Orange Cloud czy Google Apps. Jeżeli poszperacie w internecie znajdziecie także dwie inne metody działania chmury: CaaS, czyli Communications as a Service oraz IPaaS, czyli Integration Platform as a Service. A jeżeli kiedyś natraficie na skrót XaaS, to pamiętajcie, że to ogólna nazwa dla „… as a service” ;-).

Innym pojęciem, które często pojawia się w kontekście chmury jest  vDC, czyli wirtualne Centrum Danych. Wracając do naszego przykładu, czyli OneCloud,  wirtualne Centrum Przetwarzania Danych oferuje: moc obliczeniową procesorów, pamięć operacyjną, powierzchnię dyskową czy wirtualne sieci. W tego typu usługach możecie także natrafić na inne możliwości, jak choćby firewalle czy urządzenia pozwalające na dynamiczne rozdzielenie obciążenia. Gdzie fizycznie znajdują się te wszystkie urządzenia? To zależy oczywiście od dostawcy usług, jednak w przypadku chmury, o której pisze serwerownie znajdują się w dwóch miejscach w Europie. Są one zabezpieczone przed zagrożeniami zewnętrznymi, a sam transfer danych zabezpieczony.

A jak chmura wygląda z perspektywy zwykłego użytkownika? Mniej więcej tak:

191fe69827d6c9a346a63b67fc6c44df678

To oczywiście przykład, jednak pokazuje, jak z perspektywy osoby obsługującej chmurę wygląda zarządzanie nią. Zarządzający (Tenant Admin) vDC może samodzielnie tworzyć nowe urządzenia w ramach chmury, nazywane VM, czyli ni mniej czy więcej Virtual Machine. Może też je grupować w vApps czyli grupy maszyn wirtualnych pracujących na potrzeby konkretnego systemu, na przykład strony internetowej. Mogą być to chociażby maszyny na potrzeby konkretnych komponentów systemu, np. bazy danych, front-endu, back-endu. Czasem pojawia się konieczność sprzężenia ze sobą kilku maszyn wirtualnych, zapewniających odpowiednią moc obliczeniową. Osoba zarządzająca usługą ma także możliwość skalowania. Oznacza to, że może dokupić nowe zasoby jeśli wszystkie VM, którymi zarządza, osiągnęły górny limit swoich możliwości. Z kolei w sytuacji, w której jedna z maszyn ma jeszcze spore zapasy sił roboczych można przerzucić na nią ruch.

A to grafika przedstawiająca, co kto tak naprawdę widzi i czym może zarządzać. Na samej górze są faktyczni odbiorcy usługi (ci przy komputerkach), środek to zarządzający vDC (klienci), a najniżej obszar, którym zarządza Orange – fizyczne serwery i procesory

b38e9bba022038ad31d3c0b7718974203c3

Przepraszam Was, że musieliście czekać tak długo na kolejny tekst. Kolejny będzie jeszcze przed świętami – napiszę o Smart Home. A po Sylwestrze wracam do sieci i zasad jej działania.

Udostępnij: Chmura… czyli jak pracować na komputerze, który stoi po drugiej stronie globu
podaj nick
komentarz jest wymagany
Zweryfikuj czy jesteś człowiekiem wybierając Gwiazda. wybierz ikonę
proszę zaznaczyć zgodę

Dodano do koszyka.

zamknij
informacje o cookies - Na naszej stronie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z orange.pl bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza,
że pliki cookies będą zamieszczane w Twoim urządzeniu. dowiedz się więcej